Maria Preibisz-Dera z d. Myszkier (ur. 1935, Mosina) pochodzi z rodziny nauczycielskiej. Jej rodzice poznali się w Mosinie, dokąd matka pani Marii przyjechała w 1922 roku w odpowiedzi na apel ówczesnych władz, aby nauczyciele krzewili język polski na terenie zaboru pruskiego. Na początku października 1939 ojciec pani Marii Kazimierz Myszkier został aresztowany, interwencja żony uratowała go przed egzekucją. W 1940 roku rodzina została wysiedlona – przez Poznań i Kraków trafiła do wsi Miętne pod Tarnobrzegiem, a w 1941 roku do Buska-Zdroju. Tu Kazimierz Myszkier pracował w Powiatowej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej jako kierownik Głównej Zbiornicy Jaj. Przez całą okupację działał w ruchu oporu, był komendantem Szarych Szeregów w Busku -Zdroju. Po wyzwoleniu rodzina powróciła do Mosiny. W 1957 roku Maria Preibisz-Dera ukończyła Politechnikę Poznańską i zdobyła tytuł mgr inżyniera budownictwa lądowego. Całe zawodowe życie pracowała w biurze projektów kolejowych w Poznaniu.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1935 r. w Mosinie koło Poznania. Rodzice Wiktoria i Kazimierz byli tam nauczycielami. Matka pochodziła z Gorlic, a ojciec z Rawicza. Maturę zdawał z polskiego, niemieckiego, francuskiego, łaciny i z gry na skrzypcach.
[00:01:50] Matka urodziła się w 1901 r. w Gorlicach pod zaborem austriackim. Skończyła seminarium nauczycielskie i mając 21 lat odpowiedziała na wezwanie Eugeniusza Kwiatkowskiego, by młodzież znająca język polski podejmowała pracę na ziemiach dawnego zaboru pruskiego. Zgłosiła się do kuratorium w Poznaniu i dostała przydział do szkoły powszechnej w Mosinie. Ojciec studiował w Poznaniu i jeszcze jako student podjął pracę w mosińskiej szkole. W 1933 r. rodzice wzięli ślub. Matka była polonistką, uczyła też historii, śpiewu, ojciec uczył przedmiotów ścisłych i miał w-f z chłopcami.
[00:05:12] Matka ściągnęła z Gorlic do Wielkopolski swoich rodziców, dziadkowie mieszkali w Swarzędzu, a potem przenieśli się do Poznania. Jako najstarsza córka czuła się opiekunką rodziców. Pracując w Mosinie organizowała rejsy po Warcie, co było przeżyciem dla dziadków, Górali.
[00:06:18] Matka uczyła także religii, boh. nie przypomina sobie rozmów w domu na tematy polityczne. Gdy wybuchła wojna miała cztery lata, a dwaj bracia trzy lata i półtora roku. Po aresztowaniu rodziny, gdy prowadzono ich główną ulicą Mosiny do kina, w którym gromadzono mieszkańców do transportu, boh. szła z młodszym bratem, a matka niosła najmłodszego Andrzeja. Wiejska gospodyni podała przegotowano mleko dla dziecka. Z dzbanka mleka skorzystały też inne dzieci. Obecnie boh. często odwiedza Mosinę.
[00:09:05] Ojciec był harcerzem i komendantem hufca. Gdy wybuchła wojna, pożyczył od znajomych gospodarzy furmankę i konia i jechano na wschód. Koło Kutna dowiedziano się, że Rosjanie wkroczyli do Polski. Dalsza droga nie miała sensu i wracano do Mosiny. Niemcy strzelali z samolotów do uciekinierów. Boh. zapamiętała pilota, który wychylał się z kabiny. W okopach koło Kutna przeczekano starcie Niemców z Rosjanami [Polakami], słynną bitwę nad Bzurą. Okopy wykopali żołnierze armii Poznań, ktoś z tłumu uciekinierów miał radio i dowiedziano się o wkroczeniu sowietów do Polski. W Mosinie mieszkanie nie było zajęte, ale Niemcy byli już w mieście. Rodzice nie pozwalali dzieciom wychodzić z domu. Z czasu ucieczki boh. zapamiętała twarz pilota, pamięta też noc spędzoną w kinie na podłodze podczas przesiedlenia. Gdy pilot się wychylał i strzelał do wozów i ludzi, matka osłaniała dzieci.
[00:15:00] Wrócono do swojego mieszkania w Mosinie, po wywózce rodziny zamieszkał tam komendant gestapo albo policji. Gdy wrócono w 1945, na parapecie w pokoju boh. było wypalone nazwisko Lauter. Boh. zastanawiała się przez wiele lat, kto to był. Czytając wspomnienia jednego z dzieci mosińskich znalazła to nazwisko – pewnego dnia w obozie w Żabikowie nie było egzekucji, bo Lauter nie przyjechał z Mosiny – pochodzenie Lautera.
[00:18:12] Po I wojnie światowej Wielkopolskę przyłączono do Polski, Niemcy mogli zostać, ale jeśli chcieli wyjechać, musieli zostawić majątki. Zdarzało się, że nauczyciele polscy źle traktowali dzieci niemieckie. Ojciec znał niemiecki, dogadywał się z uczniami i nie prześladował ich. W czasie okupacji został aresztowany przez pomyłkę, zamiast innego nauczyciela, który prześladował dzieci niemieckie, ale zdążył wyjechać przed wojną. Aresztantów osadzono w bożnicy, ojciec dowiedział się, że aresztowano go zamiast kogoś innego. Matka i boh. chodziły do niego, pewnego dnia poprosił, by poszły do ochronki i poprosiły dzieci o modlitwę za aresztowanych. Z innych miast dochodziły wiadomości, że nauczycieli szykanujących dzieci niemieckie zabijano. Niemcy aresztowali także uczestników powstania wielkopolskiego. W tamtym czasie kierownikiem szkoły został uczeń ojca, Niemiec z pochodzenia, który wstawił się za nim. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, co się stanie z ojcem – jego powrót. Ojciec był więziony przez tydzień i wiedział co czeka osadzonych. Boh. słyszała odgłosy strzałów. [+]
[00:25:35] Rozważania na temat sytuacji Polski. Razem z ojcem uwięziono innych nauczycieli, dawnych powstańców wielkopolskich. Na cmentarzu w Mosinie jest ich grób. Ojca przyjaciółki rozstrzelano, obecnie na murze są nazwiska kilkunastu ofiar. Matka przyjaciółki, Walentyna Roszczak, też została aresztowana, widziała śmierć swojego męża i zemdlała. Nie rozstrzelano jej, tylko wysłano do więzienia w Śremie. Udało jej się przeżyć wojnę. Przed wojną Roszczakowie mieli restaurację i autobus kursujący do Poznania.
[00:29:00] Nauczyciele przed wojną dobrze zarabiali, w domu były ładne meble. Niemcy zabrali komplet z jadalni do restauracji Roszczaków. Po wojnie je odzyskano. Matka odnalazła także meble z sypialni. Po wyzwoleniu utworzono magazyn, do którego zwożono rzeczy z mieszkań zajmowanych wcześniej przez Niemców. Stamtąd brali meble ludzie, którzy wszystko stracili. Rodzina wróciła do pustego mieszkania, rodzice poszli do magazynu w poszukiwaniu swoich mebli.
[00:30:35] Przed wojną w Mosinie mieszkali Polacy, Niemcy i Żydzi. W czasie okupacji mosińskich Żydów zabrano do Treblinki. W mieście był cmentarz żydowski i niemiecki. Matka opowiadała, że gdy szła na zakupy, to kupcy żydowscy stali przed swoimi sklepami, zapraszali klientów i zachwalali swoje towary. Boh. pamięta modlących się Żydów, ale nie z Mosiny, tylko z Buska, gdzie rodzina się znalazła.
[00:33:08] Po wojnie nauczyciele, którzy podpisali volkslistę, nie mogli przez trzy lata wrócić do zawodu. W 1948 r. wychowawcą boh. w ósmej klasie był pan Linke. Boh. przyjaźniła się z jego córką. Żona pana Linke uczyła od 1945 r. a on wrócił do zawodu w 1948. W VI i VII klasie jednym z nauczycieli boh. był jej ojciec – opinie uczniów na jego temat. Po wojnie boh. chodziła do III klasy w Busku, a po powrocie do Mosiny poszła do klasy IV.
[00:36:02] Rodzinę aresztowano 5 marca 1940. Ludzi gromadzono w sali kinowej. Boh. i jej bracia byli najmłodsi. Wśród zatrzymanych byli m.in. właściciele sklepów, restauracji. Dzień przed aresztowaniem ojciec pojechał do dziadka do Rawicza, gdy wracał, na peronie czekali uczniowie, by powiedzieć mu o zatrzymaniu rodziny. Ojciec nie chciał zostawić rodziny i żony w ciąży i sam się zgłosił. Niemcy byli tym zdziwieni. W dniu aresztowania do mieszkania przyszło dwóch Niemców. Matka wpadła w panikę, a boh. poszła do łazienki i zabrała pieluchy najmłodszego brata – scena w drzwiach kuchni, zachowanie jednego z Niemców. Dzięki boh. zabrano najpotrzebniejsze rzeczy. W zabranych ubraniach chodzono potem do końca wojny. [+]
[00:42:00] Rodzinę wywieziono do powiatowego Śremu. Stamtąd pociągiem do obozu przejściowego w Poznaniu przy ul. Głównej. Obóz był blisko stacji kolejowej, tam podstawiano wagony i wsadzano przesiedleńców. Rodzina dostała przedział i pociąg ruszył na południe. Rano okazało się, że dojechano do Krakowa. Niemieckie diakonisy roznosiły czarną kawę, suchy chleb i marmoladę. Nikt nie próbował ucieczki, na peronie chodziły patrole. W Krakowie transport rozdzielono. Część ludzi pojechała do Jarosławia, a rodzina boh. do Tarnobrzega. Tam była druga selekcja. Pociąg stał na peronie Niemcy zwołali okolicznych wieśniaków, którzy podjechali pod dworzec i zabierali przesiedleńców. Gdy stano na placu przed dworcem, między wozami chodzili miejscowi. Jakaś nauczycielka dowiedziała się, że rodzice są nauczycielami i przyniosła im koc, pieczywo i coś gorącego do picia. Boh. się nie martwiła, ponieważ obok byli rodzice. [+]
[00:49:10] Jedna z teorii lekarskich głosi, że jeżeli dziecko do 5 roku życia żyje w dobrobycie psychicznym i fizycznym, to ma zapewnione zdrowie na całe życie. Najmłodszy brat, który miał półtora roku w chwili wysiedlenia, bał się. Po latach był wysportowanym człowiekiem, grał w koszykówkę, skończył studia. Zmarł na raka – rola strachu. Drugi brat był lekarzem weterynarii i zmarł na chorobę odzwierzęcą. Rodzina trafiła na wieś. Chłopi, którzy brali wysiedleńców musieli ich u siebie ulokować. Zamieszkano w drewnianej chacie uszczelnionej mchem, tam urodził się trzeci brat, który także już nie żyje. Po wojnie sytuacja rodziny pogorszyła się, ponieważ inny był status nauczycieli przed wojną i po wojnie.
[00:52:50] W wiejskiej chacie w czasie mrozów na ścianach był lód. W czasie ocieplenia woda spływała na podłogę. Ciężarna matka na klęczkach wycierała podłogę. Gospodarze nie byli zadowoleni, że izbę paradną musieli oddać rodzinie. W czasie mrozu miejscowi spali na piecu. Boh. ciekawiło, jak tam się śpi i pozwolono jej zajrzeć na piec. W izbie paradnej też był piec. Ojciec zorganizował kołchoźnik – piec z rurą wstawiany do paleniska. Te rzeczy były dla dzieci bardzo ciekawe, ponieważ wyszły z innych warunków. [+]
[00:55:42] Do tej samej wsi trafili inni wysiedleni z Mosiny. Ojciec, harcerz, postanowił wrócić do Mosiny i zobaczyć, co się tam dzieje. Po drodze gdy mógł, to zatrzymywał furmanki. W Mosinie sąsiedzi pożyczyli mu drabinę i wszedł do mieszkania. Zabrał stamtąd niektóre rzeczy, np. zdjęcia rodzinne. Gdy boh. w Busku szła do pierwszej komunii, to dostała album fotograficzny i umieściła w nim fotografie przyniesione przez ojca. W tamtym czasie mieszkanie w Mosinie nie było jeszcze zajęte. Dom był nowoczesny, zbudowany w 1935 r., wcześniej rodzice mieszkali w stylowej willi – współczesne wizyty boh. w Mosinie.
[00:59:52] W 1957 r. boh. skończyła studia i rok później wyszła za mąż. Rodzice przenieśli się do innego mieszkania. Siostra ojca, mieszkająca w Gdyni, po ślubie z Holendrem wyjeżdżała do Holandii i zostawiła rodzinie swoje meble.
[01:01:17] Na wsi nie widziano lekarza ani księdza, kościół był we wsi odległej o 3 km. Gdy ojciec wracał, mosiniacy mieszkający we wsi wyszli na jego spotkanie. Boh. nie wie, skąd ludzie wiedzieli, że wraca. Była jesień, a ludzie biegli przez pola, by dowiedzieć się, co się dzieje Mosinie. Podczas innej wyprawy ojciec został aresztowany przez Niemców na granicy Generalnego Gubernatorstwa. Jeden z przesłuchujących go Niemców znał właściciela młyna w Mosinie i wypuścił ojca.
[01:03:22] Ojciec postanowił wrócić do Mosiny i zabrać z domu potrzebne rzeczy. Był też ciekaw co się dzieje w mieszkaniu. Dostał się tam przy pomocy sąsiadów. Spakował plecak, a część rzeczy miał w wózku dziecięcym. W czasie drogi pomagali mu napotkani wieśniacy, którzy podwozili go furmankami. Szedł lasami „i dlatego to się nazywa zielona granica”. Jako harcerz orientował się w kierunkach dzięki słońcu. Ojciec został aresztowany przez Niemców, gdy przekraczał granicę z Kraju Warty do Generalnego Gubernatorstwa. Zatrzymał go Niemiec, który znał właściciela młyna w Mosinie. Na początku okupacji, gdy ojciec nie mógł być nauczycielem, został zatrudniony w młynie jako buchalter. Dzięki temu rodzina miała z czego żyć do czasu wysiedlenia.
[01:06:50] Rodzina została wysiedlona do wsi Miętne koło Tarnobrzega. Polacy wiedzieli, ze zbliża się front. W różnych komórkach konspiracyjnych działali harcerze. Wiadomo było, że powstała Armia Krajowa. Boh. bardzo kaszlała i rodzice bali się, że ma zapalenie płuc. Ojciec pracował w przeładowni bagażu w Szczucinie nad Wisłą, do rodziny przyjeżdżał na sobotę i niedzielę. W Szczucinie nawiązał kontakt z konspiracją.
[01:10:17] Rodzina przeniosła się do Buska dzięki kontaktom harcersko-akowskim ojca. Przed wojną do szkoły szły sześciolatki. W 1941 r. rodzice uznali, że boh. musi chodzić do szkoły. W Busku była szkoła polska i niemiecka. Sąsiadki Rosjanki chodziły do szkoły niemieckiej, a boh. poszła do szkoły polskiej, która mieściła się w drewnianym budynku sprzed I wojny – stan budynku, sytuacja w czasie deszczu. Nauczycielką była Maria Zarębina, z którą boh. utrzymała kontakt do jej śmierci. Refleksje na temat solidarności nauczycielskiej. Szkoła niemiecka mieściła się w murowanym budynku, przeniesiono się tam po wojnie.
[01:13:55] Ojciec działał w konspiracji. Był komendantem hufca Szarych Szeregów w Busku i pracował w spółdzielni rolniczo-handlowej jako kierownik jajczarni. Z niemieckiego wojska uciekali Ukraińcy. Do ojca zgłosił się Ukrainiec w mundurze niemieckim mówiąc, że chce uciec grupa żołnierzy i prosząc o pomoc. Mogła to być prowokacja, ale ojciec się zgodził i udało się. Po wojnie przyjechał do Poznania redaktor gazety z Buska, który przeprowadził z ojcem wywiad na temat jego działań w konspiracji.
[01:15:40] Ojciec pracował na wyładowni w Szczucinie, potem z pomocą konspiracji przeniesiono się do Buska. W Miętnem, by nie tracić czasu, matka uczyła dzieci pisać na zamarzniętych szybach. Nie było zeszytów ani innych przyborów, brat pisał na jednej szybie, a boh. na drugiej. Zima 1940-41 była bardzo mroźna. Gdy ojciec przyjeżdżał i chodzono na sanki, to widziano wieś ponieważ spod śniegu ulatniał się dym. Tam urodził się najmłodszy brat. Chrzest miał być w kościele oddalonym o 3 km. Obiecano dzieciom wyjazd do kościoła saniami. 1 stycznia [1941] był taki mróz, że nie chciano zabrać dzieci – scena na podwórzu przed chałupą [+]. Rodzice chrzestni także pochodzili z Mosiny i po wojnie brat ich odwiedzał.
[01:19:17] Ojciec pracował w Busku w spółdzielni rolniczo-handlowej, zbierano tam kontyngenty od chłopów. Rolnicy musieli oddawać żywność na potrzeby armii walczącej na wschodzie, w zamian dostawali węgiel. Ojciec znał dobrze niemiecki i pośredniczył w kontaktach Niemców z rolnikami. Boh. często odwiedzała go w pracy. Ojciec zachorował na reumatyzm i był w sanatorium za miastem. Zbliżał się front i strzelano, boh. by uniknąć pocisków biegła do ojca ukrywając się za drzewami. W kwietniu 1944 urodziła się siostra, boh. była łączniczką między rodzicami. Gdy ojciec był w sanatorium, boh. przeprowadziła rodzinę podwórzami do spółdzielni. Od wschodu leciały pociski katiuszy. Spółdzielnia miała sklepione piwnice i to było najpewniejsze schronienie. Dużo osób w mieście zginęło.
[01:23:15] Niemcy zrobili zapory z bali, mające utrudnić Rosjanom wejście do miasta. Front stał od jesieni 1944 do stycznia 1945, miasto w tym czasie przechodziło kilka z rąk do rąk, a ojciec był w szpitalu. Rodzina mieszkała przy głównej drodze od strony Stopnicy. Niemcy kazali więźniom wbijać w ziemię bale, przestrzenie między nimi wypełniano kamieniami. To miało zatrzymać czołgi sowieckie. Pewnego dnia, gdy przebywano w piwnicach spółdzielni, weszli tam Rosjanie, czytano ludziom manifest lubelski i pokazywano polskie banknoty.
[01:26:05] W spółdzielni za dostarczone kontyngenty rolnicy dostawali alkohol. Na terenie były kadzie z alkoholem. Dla Rosjan była to pokusa. Żołnierze kładli się na ziemi i żłopali spirytus. Niektórzy tak się upijali, że wpadali i topili się. Innym to nie przeszkadzało w piciu. Rosjanie na pierwszą linię wysyłali więźniów i przestępców politycznych – opinia na temat oficerów, Rosjan. W sąsiedztwie żołnierze sowieccy gwałcili kobietę, która krzyczała. Wszedł tam oficer, który strzelił do żołnierza. O tej sprawie mówiono w mieście.
[01:28:27] Po wyzwoleniu przeniesiono się bliżej szpitala, w którym leżał ojciec. Przy przedwojennym sanatorium przeciwgruźliczym stały baraki w lesie sosnowym. Chorzy spędzali tam lato i oddychali leśnym powietrzem, na zimę wracali do murowanego budynku. W 1945 na całe lato przeniesiono się do pokoju w jednym z baraku. Ojciec w procesie leczenia korzystał z kąpieli siarkowych. Lekarze działali w konspiracji i sprawę zamieszkania na terenie sanatorium załatwiono dzięki kontaktom konspiracyjnym.
[01:31:00] Po wojnie zmieniła się sytuacja polityczna. Kierownikiem szkoły w Mosinie został nauczyciel, który przed wojną był nauczycielem wiejskim. Wysłał kogoś do Buska i dowiedział się o tym, że ojciec działał tam w konspiracji i zwolnił go z pracy. Ojciec w 1945 zdążył przepracować w szkole 3-4 miesiące. Potem nie mógł pracować z młodzieżą jako nauczyciel.
[01:32:55] Ojciec jechał do Krakowa w sprawie służbowej, a boh. jechała tam do lekarza. Po drodze zatrzymywano się i ojciec szedł do lasu, gdzie był z kimś umówiony – tajemnica przed córką. Po wojnie wyjeżdżano na wakacje do wsi Budy, w tym czasie ojciec jeszcze musiał się leczyć w sanatorium. Kierownikiem majątku w Budach był najmłodszy brat ojca, Marian Myszkier, obrońca Helu w 1939 r., który potem przebywał jako jeniec na terenie Niemiec. Stryj kilka razy uciekał i przychodził do brata, np. gdy mieszkano w Busku. Ojciec przez kontakty w AK ulokował go w majątku i jeżdżono tam. Matka napisała do znajomej nauczycielki w Miętnem z prośbą o ausweis kogoś zmarłego w odpowiednim wieku i dostała listem dokument, którego potem używał stryj – problemy z nazwiskiem po wojnie.
[01:37:46] Relacje matki z teściową, wspomnienie wizyt boh. u babci mieszkającej w Gdyni. Przed wojną babcia przyjechała do Gdyni do córek i już nie zdążyła wrócić do Rawicza. Jest pochowana w Gdyni – refleksje boh. nad jej grobem.
[01:39:34] Ojciec był w konspiracji komendantem hufca harcerskiego w powiecie Busko-Zdrój. Rodzice starali się, by dzieci jak najmniej wiedziały. W Busku była komórka i boh. idąc po drewno znalazła tam pudełko z konspiracyjnymi dokumentami ojca. Przyniosła je do domu, a matka powiedziała jej, że nie może o tym nikomu powiedzieć, bo od tego zależy los ojca i całej rodziny. Po tym oświadczeniu matki boh. czuła się ważna. Gdy wojna się kończyła, miała niecałe 9 lat.
[01:42:55] W Busku mieszkali Żydzi, Polacy i Rosjanie. Z koleżanką z klasy boh. miała po wojnie kontakt w Gdyni. Jej ojciec był Żydem, a matka Aryjką, rodzice poznali się na studiach w Poznaniu. W pierwszej klasie koleżanka nazywała się Helena Goldszmidt. Ktoś poradził jej matce, by wróciła do panieńskiego nazwiska Żwan i tak zrobiono. Gdy przyjechano do Buska, jeszcze mieszkali w nim Żydzi, był kirkut. Niemcy oznaczyli literą „V” kamienice, w których mieszkali „arianie”. Pani Żwan i jej córki uratowały się. Niemcy w nocy wyprowadzali Żydów i pędzili do Treblinki, kolumna szła koło domu, ale był taki rygor, że nic nie słyszano. Z Buska pędzono ludzi pieszo. Rano była cisza. Wcześniej boh. chodziła do sklepiku żydowskiego, Żydówka sprzedawała, a przez uchylone drzwi widać było modlącego się mężczyznę. Koleżanki w klasie, które mieszkały w Busku przed wojną, myślały początkowo, że boh. jest Żydówką, ponieważ zamieszkano przy ulicy, gdzie większość sąsiadów była Żydami. W pobliżu była piękna bożnica i dzieciaki czasem tam wchodziły. Niektórzy rodzice zabraniali się bawić z żydowskimi dziećmi, Helenka i Basia [Goldszmidt] przychodziły do boh. W Busku nie było zamkniętego getta.
[01:48:30] Gdy do Buska weszli Rosjanie, rodzina przebywała w piwnicach [spółdzielni], przyszli oficerowie i pokazywali polskie pieniądze – radość z wyzwolenia, wojna skończyła się dopiero w maju. Boh. chodziła w Busku do III klasy, edukację kończyła po powrocie do Mosiny.
more...
less
The library of the Pilecki Institute
ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa
Monday to Friday, 9:00 - 15:00
(+48) 22 182 24 75
The library of the Berlin branch of the Pilecki Institute
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
This page uses 'cookies'. More information
Ever since it was established, the Witold Pilecki Institute of Solidarity and Valor has been collecting and sharing documents that present the multiple historical facets of the last century. Many of them were previously split up, lost, or forgotten. Some were held in archives on other continents. To facilitate research, we have created an innovative digital archive that enables easy access to the source material. We are striving to gather as many archives as possible in one place. As a result, it takes little more than a few clicks to learn about the history of Poland and its citizens in the 20th century.
The Institute’s website contains a description of the collections available in the reading room as well as the necessary information to plan a visit. The documents themselves are only available in the Institute’s reading room, a public space where material is available free of charge to researchers and anyone interested in the topics collected there. The reading room also offers a friendly environment for quiet work.
The materials are obtained from institutions, public archives, both domestic and international social organizations, as well as from private individuals. The collections are constantly being expanded. A full-text search engine that searches both the content of the documents and their metadata allows the user to reach the desired source with ease. Another way to navigate the accumulated resources is to search according to the archival institutions from which they originate and which contain hierarchically arranged fonds and files.
Most of the archival materials are in open access on computers in the reading room. Some of our collections, e.g. from the Bundesarchiv, are subject to the restrictions on availability resulting from agreements between the Institute and the institutions which transfer them. An appropriate declaration must be signed upon arrival at the reading room in order to gain immediate access to these documents.
Before your visit, we recommend familiarizing yourself with the scope and structure of our archival, library and audio-visual resources, as well as with the regulations for visiting and using the collections.
All those wishing to access our collections are invited to the Pilecki Institute at ul. Stawki 2 in Warsaw. The reading room is open from 9–15, Monday to Friday. An appointment must be made in advance by emailing czytelnia@instytutpileckiego.pl or calling (+48) 22 182 24 75.
Please read the privacy policy. Using the website is a declaration of an acceptance of its terms.