Rudolf Kocoń (ur. 1931, Ujsoły) pochodzi z wielodzietnej (dziesięcioro rodzeństwa) rodziny góralskiej. W czasie wojny mieszkali w Stołężynie, powiat Wągrowiec. 1 maja 1940 za odmowę podpisania przez ojca volkslisty rodzina została wywieziona do obozu przy ulicy Głównej w Poznaniu. W czerwcu 1940 zostali wywiezieni do Chrzanowa koło Janowa Lubelskiego, skąd czwórka rodzeństwa pana Rudolfa trafiła na roboty przymusowe. Cała rodzina przeżyła wojnę, po wyzwoleniu mieszkali w Wielkopolsce. W 1950 roku Rudolf został junakiem „Służby Polsce”, brał udział w budowie elektrowni wodnej w Jaworznie. W latach 1952-53 odbył służbę wojskową jako radiotelegrafista w Węgrowcu i Wrocławiu. W 1955 roku ożenił się, ma dwóch synów.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. Przedstawienie rodziców Marii i Wawrzyńca.
[00:00:38] Mieszkano w Ujsołach. Ojciec był żołnierzem Piłsudskiego. W 1938 r. była parcelacja majątków niemieckich na terenie Wielkopolski i Pomorza i piłsudczycy dostali ziemię. Rodzina przeprowadziła się. W nowym gospodarstwie w Stołężynie była stodoła, obora i dom w budowie.
[00:02:45] Gospodarzono w Stołężynie do maja 1940. W kwietniu przyjechali rowerami dwaj Niemcy, którzy kazali ojcu podpisać volkslistę. Ojciec nie podpisał. Nie zrobił tego żaden z górali mieszkający we wsi. Volkslistę podpisało kilku poznaniaków, ci pozostali w swoich gospodarstwach. 1 maja [1940] przyjechały samochody, rodzinę zawieziono do gminy w Wapnie. Tam załadowano ich do pociągu i przewieziono do Poznania, do obozu na Głównej, przeznaczonego dla Polaków, którzy nie chcieli służyć Hitlerowi. W obozie były całe rodziny – warunki bytowe, wyżywienie. W czerwcu rodzina została wywieziona do Janowa Lubelskiego, stąd trafiła do dużej wsi Chrzanów. Ojciec pracował przymusowo, woził wójta do okolicznych wsi, które mu podlegały. Boh. pracował u gospodarza, pasł krowy do wejścia sowietów.
[00:08:40] W marcu wyjechano z Janowa do Wielkopolski. Boh. pracował z ojcem w gospodarstwie do 1950 r., kiedy wezwano go do Służby Polsce. Tam był trzy miesiące, budował elektrownię wodną w Jaworznie. Został odznaczony srebrnym medalem za pracę społeczną.
[00:10:15] W 1952 r. boh. dostał wezwanie do wojska. Trafił do Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu, do 1953 r. służył w kompanii radiowej jako radiotelegrafista. Po śmierci Stalina dowódca plutonu wysłał go do sztabu, do kapitana, który prowadził mapę sztabową w czasie manewrów. Boh. pomagał kapitanowi w radiowęźle. W kancelariach sztabu pracowały 84 fizylierki, w czasie wojny były Sybirankami [sic!], by wyrwać się z Rosji wstępowały do Armii Czerwonej i polskiego wojska, a potem szły do Berlina. Dawne fizylierki chodziły w polskich mundurach i miały baretki od rosyjskich i polskich medali. Kobiety przychodziły do radiowęzła i składały kondolencje Stalinowi [sic!]. Trwało to do godz. 15. Boh. obsługiwał radiowęzeł i pomagał kapitanowi przy mapie. Gdy fizylierki przestały przychodzić, boh. ruszył skalą w radiowęźle i złapał Wolną Europę, usłyszał to cały sztab. Po dwudziestu minutach przyszedł pułkownik Bałaklejec, Rosjanin, szef łączności w Okręgu – scena w kancelarii. Pułkownik wyszedł trzaskając drzwiami. Potem wpadł podporucznik, który wyłączył radiowęzeł i zaczął krzyczeć na boh. Kapitan kazał porucznikowi opuścić kancelarię.
[00:20:38] Boh. groziło minimum 5 lat za słuchanie Wolnej Europy. Niektórzy żołnierze mieli radyjka i też słuchali tej stacji. Dwaj kaprale i plutonowy trafili za to do obozu. Rosyjscy pułkownicy, którzy mieli najwyższe stanowiska w sztabie, domagali się od 5 do 7 lat zesłania na Syberię. I tak by się stało, gdyby razem z boh. nie było w radiowęźle kapitana. Boh. nie został ukarany, ponieważ kapitan był szefem Informacji Wojskowej Okręgu Śląskiego. Miał takie stanowisko jak I Sekretarz partii w województwie. Zdarzenie miało miejsce w dniu śmierci Stalina. Kapitan prowadził mapę sztabową i przez telefon dostawał aktualizacje, boh. pomagał mu. Fizylierki przychodziły, by korzystać z radiowęzła.
[00:24:02] Fizylierki to były „panienki Sybiranki”, które się wydostały z Rosji. Pracowały w sztabie – ich mundury. Były o kilka lat starsze od boh., który w 1951 r. miał 22 lata. Boh. ruszył skalą nie wiedząc, że złapie Wolną Europę. Rozmowa była po polsku, więc ją zostawił. Kapitan zapewne wiedział, co to za audycja, ale też jej słuchał. Redaktor Wolnej Europy śpiewał „Umarł Maciek umarł i leży na desce”. Na wsi nie było elektryczności ani radia. Używano lampy naftowej, do krów chodzono z latarką na naftę. Zachowanie kapitana wobec porucznika. Kapitan powiedział, że słuchał audycji tak samo jak żołnierz. Ze zwykłym kapitanem zrobiono by porządek. Ten miał takie stanowisko, że się nikogo nie bał.
[00:27:28] Władza sekretarza wojewódzkiego partii – gdy kazał kogoś zastrzelić, to ubecy zrobili to. Jeśli kazał kogoś wypuścić z obozu, to go wypuszczono. Boh. wiedział o tym z Wolnej Europy. Zdarzały się ucieczki oficerów UB do Ameryki. W zakładach pracy też byli sekretarze partii, dyrektorzy musieli ich słuchać.
[00:29:30] Gdy zmarł Stalin, boh. służył w sztabie Okręgu Śląskiego we Wrocławiu. Niedaleko sztabu mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Szef UB, ojciec byłego prezydenta Komorowskiego, rozmawiał z żołnierzami i werbował ich do UB . W Wolnej Europie mówiono, że miał, jak każdy jeden ubek, „ręce we krwi zmaczane do łokci”, a był sekretarzem wojewódzkim urzędu bezpieki. [opinia boh. nie potwierdzona w źródłach]. Polacy mówili to po kryjomu. Jak się za dużo rozmawiało na temat ubeków, to zamykali minimum na trzy lata. Od 1945 do 1990 r. było jednakowo. Ubecy, dopóki byli, mordowali w piwnicach.
[00:32:55] Gdy zmarł Stalin, boh. spędził prawie cały dzień w sztabie. W tym czasie żołnierze byli na manewrach, tylko pluton [łączności] został w jednostce. Podporucznik wysłał tego dnia boh. do pomocy kapitanowi, który prowadził mapę. Boh. udostępniał radiowęzeł żołnierkom, które pracowały w kancelariach sztabu. W sztabie zostało niewielu oficerów, większość była na manewrach. Opis radiowęzła i zadania boh., który ruszając skalą trafił na Wolną Europę. Radiowęzeł nadawał na cały sztab. „Sybiranki” składały przez radiowęzeł kondolencje Stalinowi [sic!]. Kobiety przychodziły do godz. 15. W każdej kancelarii było radio-kołchoźnik – nadawane komunikaty. Kapitan, który także słuchał audycji nie miał wysokiego stopnia, ale zajmował wysokie stanowisko. Na radzieckiego pułkownika nawet nie spojrzał. Boh. miał spuchniętą nogę i lekarz pułkowy nie puścił go na manewry. Radiostacja, którą nosił i obsługiwał ważyła 15 kg, pomocnik nosił baterie, które ważyły 17 kg. Słowa wypowiedziane po rosyjsku przez pułkownika. [+]
[00:40:44] W jednostce służyło ośmiu pułkowników sowieckich, którzy zajmowali najwyższe stanowiska. Dowódcą Okręgu był gen. Władysław Wsiewołod Strażewski, gdy zmarł w latach 70. boh. widział jego nekrolog w „Kurierze”, było tam napisane, że był Rosjaninem.
[00:41:40] Kapitan pokazał boh., jak obsługiwać radiowęzeł – szukanie stacji radiowych. Boh. ruszył „koreczkiem” i złapał stację, w której mówiono po polsku i zostawił ją. Okazało się, że to Wolna Europa. Kapitan na pewno wiedział, co to za stacja, ale też słuchał. [+]
[00:43:25] Gdy boh. odchodził do cywila, dostał opinię z wojska. Jako rekrut był w kompanii samodzielniej, gdzie uczono go alfabetu Morse'a. Tych, którzy odbierali i nadawali najwięcej punktów na minutę, skierowano do sztabu. W sztabie każdy radiotelegrafista miał stolik i radyjko – przesyłane rozkazy. Słuchano też Wolnej Europy i trzej żołnierze (dwóch kaprali i plutonowy) zostali za to skazani na trzy lata obozu. [+]
[00:46:30] Po powrocie z Lubelszczyzny boh. ukończył jeszcze jedną klasę – nauka po łebkach. Były szkoły siedmioklasowe, ale tam nie poszedł. Skończył różne kursy, w tym dwa spawalnicze, spawacza ołowiu i metali twardych. W warsztacie ślusarko-spawalniczo-tokarskim pracował do emerytury.
[00:48:58] W dzieciństwie boh. bawił się z rówieśnikami i pasał krowy. Gdy mieszkano w górach, ojciec miał cztery krowy, konia i 80 owiec. Mleko odstawiano do mleczarni, za owcze mleko dobrze płacono. Takie mleko pito w domu codziennie rano. Boh. miał dziesięcioro rodzeństwa, starszego brata Józefa i młodszych: Mietka, Janka, Jurka i Antka oraz siostry Ludwikę, Anielę, Helenę, Rozalię i Marysię. Obecnie żyje tylko boh. i siostra Helena, która skończyła 98 lat. W czerwcu [2024] w Gołańczy zmarł brat Janek, urodzony w 1935 r., który działał w stowarzyszeniu kombatantów i dotarł do dokumentów rodziny z obozu w Poznaniu. Większość dokumentów dotyczących obozów ubecy zniszczyli, boh. nie wie, dlaczego to robili.
[00:55:23] W obozie przejściowym w Poznaniu przy Głównej przebywano miesiąc – wywózki z obozu. Późniejszy kardynał Józef Glemp, starszy od boh. o dwa lata, był w tym samym obozie. Boh. miał lat 9, a Glemp 11. W obozie było ok. 3 tysiące osób – warunki bytowe rodzin. Przesiedleńców wywożono na wschód. Tam pracowano u gospodarzy, czasem żebrano o kawałek chleba. Stosunek miejscowej ludności do przesiedleńców. Ludzie trafiali do obozu za to, że nie chcieli słuchać Hitlera i nie podpisali volkslisty. Nie zrobił tego żaden Góral [mieszkający w Stołężynie]. Mieszkańcy Lubelszczyzny nie lubili poznaniaków, którzy po wysiedleniu pracowali w gminie dla Niemców.
[00:59:02] Zajęcia w obozie dla przesiedleńców – sprzątanie terenu. Skracał się czas pobytu w obozie dla kolejnych grup ludzi. Najdłużej siedzieli ci, których przywieziono najwcześniej. Transport składał się z wagonów towarowych. W jednym było kilka rodzin. W lubelskie jechano w krytych wagonach, gdy wracano z Lublina do Poznania, na stacjach kolejowych rządzili Rosjanie. Podróż w odkrytych wagonach w kwietniu 1945 trwała trzy tygodnie – warunki pogodowe. Rodzinom wydawano w czasie drogi chleb i wodę.
[01:02:30] W obozie dawano po kromce chleba centymetrowej grubości oraz pół litra zupy na cały dzień. Rano i wieczorem dawano kawę. Niemcy czasem wyrzucali niedojedzony chleb na wysypisko śmieci. Boh. chodził tam z kolegami. Śmietnika pilnował Niemiec – zwykły szeregowiec udawał, że nie widzi chłopaków, esesman bił pałką. [+]
[01:05:00] Niektórzy Niemcy byli w porządku. Inni dobrze mówili po polsku, a byli gorsi od Niemców, byli to Ślązacy, poznaniacy, ludzie z dawnego zaboru niemieckiego. Byli wśród nich folksdojcze i Polacy. Gdy byli Niemcy, służyli Niemcom, a gdy weszli Rosjanie, służyli im, wstępowali do UB.
[01:05:57] W obozie każdy dzień był taki sam. Do Lublina jechano krytymi wagonami, rodzina dostawała bochenek chleba. Na stacjach kolejowych do wagonu przynoszono wiadro wody. Niemcy mieli wszystkiego więcej niż potem Rosjanie. Boh. w listopadzie skończy 94 lata.
[01:07:55] Z obozu w Poznaniu rodzina trafiła do Chrzanowa, była to duża gmina. Był tam majątek żydowski, w jego skład wchodziła mleczarnia i młyn. Drugi majątek miał ponad 100 hektarów, właściciel brał ludzi do koszenia łąk i do żniw. Od 1942 r. do wejścia Rosjan ojciec woził bryczką wójta, Ukraińca, Iwana Panczenko, który zarządzał czterema wsiami. Ojciec opiekował się koniem wójta. Matka zajmowała się dziećmi – zdobywanie jedzenia. Traktowanie wygnańców przez miejscowych gospodarzy. Za zabicie świni groziło 6 miesięcy obozu – nielegalny ubój. Świniak miał był zarejestrowany, wykarmiony i oddany Niemcom.
[00:12:18] Rodzina dostała od wójta nieduże gospodarstwo w Chrzanowie. Mieszkał tam wcześniej gospodarz, który ożenił się we wsi Łada i tam się przeprowadził. Przy domu był ogród. Wójt dał nieruchomość za pracę ojca. Dał też zezwolenie na przydział pół litra mleka na osobę dziennie, mleko odbierano z mleczarni. Chleb i ziemniaki dostawano od miejscowych – pomoc w gospodarstwach za jedzenie.
[01:14:15] Rodzina została z obozu w Poznaniu wywieziona do Chrzanowa. Rodzice nie pracowali dla Niemców, tylko dla miejscowych gospodarzy. Nie pracowano na niczyje zlecenie, ale by zarobić na życie. Gospodarze pomagali przeżyć przesiedleńcom.
[01:15:24] Brat i trzy siostry zostali wywiezieni na roboty przymusowe do Niemiec w 1941 r. Sołtys przyniósł do domu pismo. Rodzeństwo zgłosiło się w gminie, potem czekano w remizie strażackiej. Niemcy przyjechali ciężarówkami i zabrali ludzi na roboty. Rodzeństwo przeżyło wojnę. Siostry trafiły do dobrego Niemca, katolika, który jadł z Polakami przy jednym stole. Tego nie wolno było robić i gospodarz, który był oficerem, został wysłany na front wschodni. Po wojnie odwiedził dwukrotnie siostrę Ludwikę i boh. go widział. W czasie pobytu na robotach siostry mieszkały w domu, każda miała swoje łóżko. Brat był u gospodarza, który mieszkał po sąsiedzku. Rodzeństwo spotykało się.
[01:20:10] Matka zajmowała się dziećmi, a ojciec woził wójta. W czasie stanu wojennego boh. pracował, także nocami był w zakładzie pracy. Nic się nie działo. Zakład był niezły i niezłe były zarobki.
[01:21:25] Przed wojną boh. chodził do szkoły w Wielkopolsce. W Chrzanowie w lubelskim za rozbiorów szkoły nie było. W 1920 r. dzięki Piłsudskiemu powstała szkoła siedmioklasowa. W czasie okupacji zajęli ją Niemcy i dzieci nie chodziły do szkoły, tylko pracowały w gospodarstwach.
[01:22:48] Boh. przez 40 lat miał działkę. Do dziś sąsiedzi go tam zapraszają. Boh. poznał przyszłą żonę w 1954 r. na zachodzie. Przyjechał do sióstr, które mieszkały w Żydowcach (dzielnica Szczecina) i pracowały w Wiskordzie. Załatwiono tam pracę boh., który przepracował w zakładzie 11 lat jako spawacz. Ślub wzięto w 1955 r. Boh. ma dwóch synów, dwie wnuczki i trzech wnuków.
[01:24:55] W obozie w Poznaniu były drewniane baraki. Obóz mieścił 3 tysiące osób. Niemcy mieszkali w budynkach murowanych. Wokół chodzili niemieccy strażnicy.
więcej...
mniej
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Warszawie
ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa
Pon. - Pt. 9:00 - 15:00
(+48) 22 182 24 75
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Wt. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Ta strona wykorzystuje pliki 'cookies'. Więcej informacji
W Archiwum Instytutu Pileckiego gromadzimy i udostępniamy dokumenty w wersji cyfrowej. Zapisane są w nich losy obywateli polskich, którzy w XX wieku doświadczyli dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego. Pozyskujemy kopie cyfrowe dokumentów, których oryginały znajdują się w zbiorach wielu instytucji polskich i zagranicznych, m.in.: Bundesarchiv, United Nations Archives, brytyjskich National Archives i polskich archiwów państwowych. Budujemy w ten sposób centrum wiedzy i ośrodek kompleksowych badań nad II wojną światową i podwójną okupacją w Polsce. Dla naukowców, dziennikarzy, ludzi kultury, rodzin ofiar i świadków zbrodni oraz wszystkich innych zainteresowanych historią.
Portal internetowy archiwum.instytutpileckiego.pl prezentuje pełny katalog naszych zbiorów. Pozwala się po nich poruszać z wykorzystaniem funkcji pełnotekstowego przeszukiwania dokumentów. Zawiera także opisy poszczególnych obiektów. Z treścią dokumentów zapoznać się można tylko w czytelniach Biblioteki Instytutu Pileckiego w Warszawie i w Berlinie, w których nasi pracownicy służą pomocą w przypadku pytań dotyczących zbiorów, pomagają użytkownikom w korzystaniu z naszych katalogów internetowych, umożliwiają wgląd do materiałów objętych ograniczeniami dostępności.
Niektóre dokumenty, np. te pochodzące z kolekcji Bundesarchiv czy Ośrodka Karta, są jednak objęte ograniczeniami dostępności, które wynikają z umów między Instytutem a tymi instytucjami. Po przybyciu do Biblioteki należy wówczas dopełnić formalności, podpisując stosowne oświadczenia, aby uzyskać dostęp do treści dokumentów na miejscu. Informacje dotyczące ograniczeń dostępu są zawarte w regulaminie Biblioteki. Przed wizytą zachęcamy do zapoznania się z zakresem i strukturą naszych zasobów archiwalnych, bibliotecznych i audiowizualnych, a także z regulaminem[hiperłącze] pobytu i korzystania ze zbiorów.
Wszystkich zainteresowanych skorzystaniem z naszych zbiorów zapraszamy do siedziby Instytutu Pileckiego przy ul. Stawki 2 w Warszawie. Biblioteka jest otwarta od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00–15.00. Przed wizytą należy się umówić. Można to zrobić, wysyłając e-mail na adres czytelnia@instytutpileckiego.pl lub dzwoniąc pod numer (+48) 22 182 24 75.
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie znajduje się przy Pariser Platz 4a. Jest otwarta od wtorku do piątku w godzinach 10.30–17.30. Wizytę można odbyć po wcześniejszym umówieniu się, wysyłając e-mail na adres bibliothek@pileckiinstitut.de lub dzwoniąc pod numer (+49) 30 275 78 955.
Prosimy zapoznać się z polityką prywatności. Korzystanie z serwisu internetowego oznacza akceptację jego warunków.