Zbigniew Trześniowski (ur. 1938, Rzeszów), emerytowany urzędnik, pisarz, folklorysta i regionalista. Dziadek Jakub Trześniowski był kolejarzem w Rzeszowie, ojciec Bronisław w 1928 r. otrzymał pracę w Łańcucie: był szoferem u hrabiego Potockiego, a także członkiem orkiestry dętej Straży Pożarnej. W 1936 r. ożenił się ze Stanisławą Dubiel z Przedmieścia Łańcuckiego. W 1938 r. jako kierowca był z hrabią Potockim na Zaolziu. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, podczas której dostał się do niewoli. Zbigniew Trześniowski został pod opieką matki, jednak po jej śmierci latem 1941 r. zajęła się nim matka chrzestna Antonina Rejmanowa. W 1952 r. rozpoczął naukę w Liceum im. Henryka Sienkiewicza w Łańcucie, maturę zdał w 1956 r. Po niej rozpoczął pracę w dziale podatków Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Łańcucie. W 1965 r. przeniósł się do pracy w oddziale Ministerstwa Gospodarki Komunalnej, a w 1983 r. wrócił do Urzędu Miejskiego, gdzie pełnił funkcję rachmistrza. W 1990 r. został zwolniony. Do emerytury w 1994 r. pracował w firmie betoniarskiej swojego zięcia. W czasie pracy ukończył zaocznie dwuletnie studia ekonomiczne na Wyższej Szkole Ekonomicznej w Krakowie. Historią miasta i regionu zaczął się interesować w 1957 roku, wtedy zaczął zbierać informacje i archiwalia. Spisywał legendy i podania przekazywane drogą ustną, zajmował się też opracowywaniem historii krzyży i kapliczek przydrożnych, których ponad pół tysiąca zewidencjonował i opisał. Jego artykuły i gawędy publikowane były w „Łańcuckim Biuletynie Miejskim” i innych czasopismach regionalnych, a także w wielu publikacjach książkowych. W 1999 roku został wyróżniony przez Ministra Kultury i Sztuki RP Złotą Odznaką „Za opiekę nad zabytkami”, a w 2002 roku Nagrodą I Stopnia im. Franciszka Kotuli.
więcej...
mniej
[00:00:07] Rodzina Niziołów mieszkała na przedmieściach Łańcuta przy ul. Nabrzeżnej. W 1942 r. w domu mieszkała jedna z córek Marka Nizioła. Dom, w którym ukrywano Wolkenfeldów należał kiedyś do Lewickiego, łowczego Potockich. Przed wojną zamieszkali tam Niziołowie. Niewiele wiadomo o Anieli Nizioł, prawdopodobnie pochodziła spoza Łańcuta, została zabita przez Niemców za pomoc Żydom.
[00:03:33] Wiosną 1944 r. boh. był przed domem. Zajechała dorożka z dwoma uzbrojonymi żandarmami niemieckimi i psem. Gdy Niemcy odjechali, w domu mówiono, że ten młody to był Kokot. Boh. miał wtedy siedem lat i to go nie interesowało, po latach się to zmieniło. Kokota, prześladowcę Żydów, nazywano „Diabłem łańcuckim”. [+]
[00:05:16] W 1958 r. boh. pracował w Rzeszowie. Kokot, z pochodzenia Czech, został aresztowany i osądzony w Rzeszowie na Zamku. Boh. poszedł na rozprawę i wpuszczono go pomimo tego, że nie miał przepustki. Nie miał dostępu do protokołów sądowych, ale do sprawozdań prasowych i napisał na ten temat. Jednym ze świadków na rozprawie Kokota był Michał Nizioł, mąż Anieli. Świadkami byli także sąsiedzi Niziołów, którzy widzieli, co stało się z rodziną Wolkenfeldów. Inny ze świadków był w tamtym czasie w areszcie łańcuckim i widział śmierć Anieli Nizioł z rąk Józefa Kokota. [+]
[00:08:05] Ludzi rozstrzeliwanych na dziedzińcu sądu wywożono na cmentarz furmanką z magistratu. Pochowano ich w co najmniej dwóch mogiłach, na których stały drewniane krzyże, na metalowych tabliczkach widniały nazwiska ofiar. W obydwu grobach są też osoby nieznane. Nie było nazwiska Anieli Nizioł. Nie wiadomo, czy została tam pochowana i jest jedną z bezimiennych ofiar, czy pochowano ją w innym miejscu. Księgi cmentarne z tamtego okresu zaginęły. Obecnie są nagrobki, ale nie ma informacji, że to ofiary zamordowane przez Niemców na terenie sądu w Łańcucie. Napis głosi, że to żołnierze AK zabici w 1942 r.
[00:10:40] O Niziołowej mówiono m.in., że była z pochodzenia Żydówką i dlatego zaopiekowała się Wolkenfeldami. Jedna z Żydówek z Nowosielec zmieniła wiarę i była ochrzczona w Łańcucie, ponieważ tam mieścił się Urząd Powiatowy. Prawdopodobnie Aniela Niziołowa, żona Michała Nizioła, nie pochodziła z Łańcuta. Jej mąż był krawcem i zmarł w latach 60. Być może żyją jeszcze osoby pamiętające Niziołową, może to być Anna Lechowicz z domu Kwolek, sąsiadka Niziołów, która w czasie okupacji była dzieckiem.
[00:14:25] Boh. nie ma wiadomości na temat policjanta granatowego Antoniego Głowniaka. Sąsiad Leś, policjant granatowy, był wyznania grecko-katolickiego i pochodził ze wsi Biała koło Rzeszowa. Ożenił się z Eleonorą Bałtowską, wdową z dwójką dzieci i miał z nią dwoje dzieci: Staszka i Marysię. We wrześniu 1944, już po wejściu sowietów, polskie podziemie wykonało wyrok na Lesiu. Jego pasierb Józef Bałtowski opowiadał, że wieczorem matka przygotowała kolację. Przy stole siedzieli Bałtowski i Leś, do domu weszło dwóch mężczyzn, jeden zaczął czytać wyrok, a Leś sięgnął po broń, w tym czasie drugi z mężczyzn go zastrzelił. Mówiono, że to Leś zaprowadził Niemców do domu Ulmów. Podobno chciał mieć dom po Goldmanach na Wisielówce w Łańcucie. Leś miał dwoje dzieci, a dom, w którym mieszkano, był ojcowizną pasierbów Bałtowskich.
[00:18:30] Przed beatyfikacją Ulmów ktoś dzwonił z pytaniem, czy żandarmi byli na weselu córki Lesia. Według boh. mogło chodzić o wesele pasierbicy. Marysia Leś wyszła za mąż kilka lat po wojnie. Boh. zna kilka podobnych przypadków, gdy goszczono żandarmów. W tym czasie podziemie mogło coś zorganizować, przewieźć broń, kogoś bezpiecznie przeprowadzić. Wcześniej mówiono o Lesiu [w kontekście zadenuncjowania Ulmów], w folderze ostatniej uroczystości nie ma o nim wzmianki.
[00:20:42] Prawdopodobnie wyrok na Lesiu nie został wykonany za denuncjację Ulmów. Leś był granatowym policjantem w Dynowie i okolicach, prawdopodobnie tam popełnił jakieś grzeszki i wykonawcy wyroku przyszli stamtąd. Boh. jest przekonany, że śmierć Lesia nie miała nic wspólnego ze sprawą Ulmów. Leś był wyznania greckokatolickiego, w sąsiednim Zalesiu była cerkiew, obecnie zamieniona na kościół. Ulmowie zginęli 24 marca, boh. skończył tego dnia 6 lat.
[00:22:30] Refleksje na temat rodziny Ulmów – kwestia odpowiedzialności za własne dzieci i zachowania zasad bezpieczeństwa. Ukrywani Żydzi chodzili koło domu, we wsi o tym wiedziano. Inna rodzina z Markowej przeniosła się przed wojną do Jarosławia. Ci ludzie także przechowywali Żydów. W maju 1944 nie oddali kontyngentu i przyszedł Niemiec z dwoma polskimi policjantami. Niemiec zorientował się, że w domu są ukrywani Żydzi i poszedł do sołtysa. Na straży został jeden z policjantów, który kazał rodzinie uciekać, w domu został tylko dziadek. Niemiec przyprowadził ludzi, którzy rozebrali dach i znaleźli ukrywanych Żydów. Niemiec zastrzelił Żydów oraz dziadka. W opinii boh. gdyby Ulmowie nie przyjęli Żydów, ci mogliby się uratować w inny sposób – porównanie z biblijnym dobrym Samarytaninem.
[00:26:56] Żydów ukrywanych u Niziołów zabito od razu, a Niziołową aresztowano, a potem na jeden dzień wypuszczono. Mówiono, że była w tym czasie w kościele, wyspowiadała się, ale nie uciekła. W tamtym czasie boh. miał cztery lata i te sprawy zna tylko z opowieści.
[00:27:20] Donosiciel Feliks Kraus był folksdojczem, jego brat mieszkał w Krakowie i był polskim patriotą. Pan Prędki, inkasent w elektrowni, opowiadał, że Kraus chwalił się białym chlebem, który był tylko dla Niemców.
[00:29:00] Boh. słyszał, że Kokot mordował Żydów i nie zastrzelił nikogo z katolickich mieszkańców Łańcuta. Miał w mieście znajomych i krewnych. Boh. znalazł w księdze ślubów parafii łańcuckiej Czecha, Franciszka Kokota, który w 1918 r. ożenił się z jedną z mieszkanek Łańcuta. Prawdopodobnie Franciszek był stryjem Józefa Kokota. Kokot dobrze mówił po polsku, ale na rozprawie, którą prowadził sędzia Rybarczyk, miał tłumacza z czeskiego. Boh. po latach pracował z Rybarczykiem i rozmawiał na temat procesu, jeden ze świadków mówił, że znał Kokota, ale na sali sądowej wskazał tłumacza. Pod koniec wojny Kokot wstąpił do Wehrmachtu i trafił do niewoli, jako Czech został zwolniony i po wojnie mieszkał w Czechosłowacji. [+]
[00:33:00] Boh. nie ma wiadomości na temat rodziny Wolkenfeldów, którzy zginęli w domu Niziołów. Po wojnie w Łańcucie mieszkała Beresiowa, z pochodzenia Żydówka, ale boh. nie znał jej wcześniejszego nazwiska. W latach 50. Beresiowa zajmowała się mieniem opuszczonym, jej mąż pracował w drukarni. [Historię Bersiowej dopowiada prowadzący spoza kadru].
[00:36:00] Kalman Wolkenfeld był przed wojną piłkarzem – książka wydana w Izraelu. Kluby sportowe w mieście – pochodzenie nazwy klubu Trumpeldor.
[00:37:32] Grzegorz Kuźniar chodził po domach i wyszukiwał zdjęcia, zebrał ich bardzo dużo. Boh. z nim współpracował, pisał teksty, a Kuźniar dostarczał zdjęcia. Dziennikarz Jerzy Bauer pisał sprawozdania z imprez sportowych do gazet. Boh. napisał książkę o historii łańcuckiego sportu.
[00:39:42] Tuż po wojnie, gdy w mieście byli jeszcze sowieci, a front stał koło Dębicy, już grano w piłkę. Do starszych kuzynek przychodzili chłopcy: Edward Łańcut, Tadek Fink, Marian Sondej i rozmawiano o sporcie i strzelonych golach. Na terenie koszar było boisko do siatkówki i żołnierze tam grali. Boh. ciekawiła kwestia goli i w 1945 r. zabrano go na stadion. Kilka miesięcy wcześniej był tam, by oglądać samoloty. Stadion był zamieniony na lotnisko, z którego startowały kukuruźniki latające na Przełęcz Dukielską, gdzie trwały walki o przejście na Słowację. Boh. zabrano na mecz, ale nie pamięta kto grał. Na stadionie był tłum, wcześniej tyle ludzi widywał w kościele, ale na stadionie inaczej się zachowywano. [+]
[00:42:52] Boh. uprawiał sport w gimnazjum, lubił grać w koszykówkę. W wakacje po X klasie grano w piłkę niedaleko domu. W upalny dzień po meczu chłopcy chlapali się zimną wodą ze studni i boh. ciężko zachorował. Jesienią trafił do szpitala, potem był w Istebnej, do szkoły wrócił dopiero w grudniu. Po chorobie ze sportu zostały mu tylko szachy i kibicowanie.
[00:45:32] Józef Bik, kolega z pracy, był przedwojennym sportowcem i boh. dużo nim rozmawiał. Bik przyjaźnił się z Romanem Sawarynem i pokazał boh. jego grób. Decyzja o napisaniu książki na temat sportu w Łańcucie – kontakty z dawnymi sportowcami. Boh. miał trudności ze zdobywaniem materiałów z okresu przedwojennego. Korzystał ze zbiorów biblioteki w rzeszowskim muzeum, ale dyrektor nie wyraził zgody na udostępnienie mu przedwojennych gazet. Boh. miał jednak do nich dostąp dzięki uprzejmości pań pracujących w bibliotece.
[00:49:33] Dawny sport łańcucki to Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Zachowały się jego kroniki i dokumenty. Mieszkańcy zamku w Łańcucie uprawiali sport: jeździectwo, strzelectwo, tenis – chłopcy z miasta podawali piłki, potem kort tenisowy powstał przy szkole. Od wejścia Austriaków w 1772 r. w mieście był garnizon pułków jazdy. Odbywały się zawody, wyścigi. W mieście były dwie ujeżdżalnie koni, wojskowa i zamkowa. Urządzano pogoń za lisem.
[00:52:50] W początkach XX w. powstała drużyna polo, grali w niej hrabiowie Alfred i Jerzy Potoccy, ich kuzyni z Antonin, Roman i Józef oraz zawodnicy wybierani ze służby. Trenerem był Anglik. W zamku grano także w golfa, w bilard, w brydża.
[00:54:52] Pracownicy zamku łańcuckiego a rozwój sportu. W 1919 r. dzięki Czesławowi Krassowskiemu, księgowemu w Ordynacji i harcerzowi, powstała drużyna piłki nożnej „Biali”, a potem Harcerski Klub Sportowy „Orzeł”. W 1922 r. klub zgłoszono do rozgrywek o mistrzostwo klasy C okręgu lwowskiego, pierwszy mecz rozegrano w kwietniu w Przemyślu. W Łańcucie nie było boiska piłkarskiego, drugi mecz rozegrano na placu polo, na którym wytyczono boisko. Powstało Towarzystwo „Sokół” a niedługo potem wybudowano budynek Sokolni, w 1924 r. powstało boisko piłkarskie, było jednak małe i w 1936 zbudowano większe.
[00:58:32] W polo grywano w latach 20., gdy nastąpił kryzys zrezygnowano z tego sportu, który generował duże koszty. Zawodnicy jeździli na turnieje do Warszawy, Poznania, byli też w Anglii. W 1928 r. do pracy w zamku przyszedł ojciec boh. i jego pierwszym zajęciem było utrzymywanie placu do polo – koszenie trawy. Obecnie na terenie placu polo jest basen. W parku był niewielki teren do gry w golfa. Duże pole golfowe było w Julinie.
[01:00:54] Do 1937 r. w mieście była jednostka konna, potem ją zmotoryzowano. Był tor przeszkód. Jeden z krewnych pasł krowę, a na torze ćwiczyli żołnierze. Chłopak widząc żołnierza, który spadł z konia wsiadł na jałówkę i przeskoczył z nią przeszkodę. Oficer dał mu za to 5 zł. Na terenie folwarków odbywały się gonitwy z udziałem wojska. W koszarach było boisko do piłki nożnej. W czasie wojny w Łańcucie była jednostka węgierska i miejscowi grali z Węgrami w piłkę.
[01:04:40] Po wojnie w jednostkach wojskowych także uprawiano sport, działał klub sportowy „Granat” Łańcut. Miasto nazywano miastem sportu, ponieważ uprawiano tu większość dyscyplin sportowych. Był boks, akrobatyka, hokej, kolarstwo, sport samolotowy, spadochroniarstwo, siatkówka, koszykówka, tenis, podnoszenie ciężarów i inne.
[01:07:42] Żydzi byli w Łańcucie do 1942 r., wtedy wywieziono ich do Pełkiń i rozstrzelano. W 1936 r. kolega kuzynki wpisał do sztambucha, że życzy jej, by doczekała wygnania Żydów z Łańcuta. Śmiano się z tego, ale Żydzi byli w mieście jeszcze tylko sześć lat. Niemcy od początku ich prześladowali i pędzili do różnych prac. Dzięki Żydom powstały Planty na rynku, w układzie alejek dopatrywano się swastyki. Ludzi pilnowała policja złożona z młodych Żydów i trafili do niej przedwojenni sportowcy – mecze na targowisku w latach 1940-41.
[01:10:58] Koło stadionu mieszkał Jerzy Bauer, który był świadkiem meczu z Niemcami. Po nim Niemiec zostawił piłkę, którą grano. W czasie okupacji w mieście stale było wojsko, np. jednostki wycofywane z frontu na odpoczynek. Boh. mieszkał przy drodze prowadzącej na strzelnicę i pamięta idących i śpiewających żołnierzy.
[01:12:40] Jan Potocki, syn Marka z gałęzi antonińskiej rozmawiał z boh. o postrzeganiu rodziny Potockich w czasie okupacji. Przed wojną i w czasie okupacji Ordynacja była największym zakładem pracy w okolicy. W jej skład wchodziła m.in. likiernia, browar, ogrody, folwarki. Hrabia Potocki wchodził do kościoła i stał między ludźmi. Pacyfikacja miasta za zabicie Niemca przebiegła stosunkowo łagodnie dzięki Potockiemu. Chłopów z przedmieścia zaprowadzono na boisko, gdzie stały karabiny maszynowe. Zastrzelono wtedy dwóch mężczyzn, grupę wywieziono do Pustkowia. W sąsiednim Leżajsku zastrzelono w czasie pacyfikacji trzydziestu mężczyzn. W pustkowskim obozie był w tym czasie Stefan Tomaszek, znajomy boh., który potem opowiadał, że sytuacja więźniów z Łańcuta była o wiele lepsza niż pozostałych. Łańcucianie nie chodzili do ciężkich prac. Pacyfikacja była w lipcu a w grudniu ich zwolniono. Wśród więźniów był prof. Ziemiański, nauczyciel historii w gimnazjum, który po latach powiedział uczniom, że łagodne potraktowanie i zwolnienie zawdzięczano likierom i rosolisom hrabiego.
[01:18:57] Boh. mieszkał jako dziecko przy gościńcu, pewnego dnia jechała niemiecka półciężarówka wioząca skrzynki z likierami. Kierowca zjechał z nasypu na łąkę i butelki wypadły. Ludzie się zbiegli, postawili samochód na kołach i zapakowali ocalałe skrzynki. Na łące zostały potłuczone butelki, w których był jeszcze alkohol – wspomnienie sąsiada, który je zbierał i pił przez zęby, by zatrzymać szkło. Potem zasnął na łące.
[01:21:10] Niemcy chcieli spalić synagogę w Łańcucie, ale na prośbę hrabiego odstąpili od tego zamiaru – współczesne wycieczki Żydów, którzy modlą się w synagodze. Pewnego dnia boh. widział, jak z autokaru wysiadł mężczyzna i pytał taksówkarza o cmentarz żydowski. Taksówka była z Rzeszowa i taksówkarz tego nie wiedział, więc boh. wsiadł do autobusu pełnego młodych Żydów z pejsami i pokazał drogę. Cmentarzem opiekowała się pani Janczurowa – jej zachowanie. Boh. za swoją usługę dostał piwo ze Szwajcarii.
[01:24:40] Wspomnienia pierwszego meczu, na którym boh. był jako dziecko. Starsi bracia kolegi Tadzia Kwiatka grali w piłkę i zabierali go na mecze wyjazdowe. Boh. na pierwszy mecz pojechał do Rzeszowa. Potem był kibicem „Stali” Rzeszów – wspomnienie meczu ze „Stalą” Mielec.
[01:26:45] Boh. chodził też na mecze koszykówki – wygrana z Resovią – skład zwycięskiej drużyny. W pewnym okresie w mieście były trzy drużyny koszykówki: „Stal”, LZS przy szkole mechaniki rolnictwa i klub MKS, gdzie wybijającym się zawodnikiem był Ratajczak. Drużyny szkolne grały w rozgrywkach ligowych. Obecna sytuacja koszykówki w mieście – drużyna weszła do ekstraklasy, kwestie finansowe. Przegrany w ostatnich minutach mecz w Warszawie z drużyną „Dzików”. Boh. już nie chodzi na mecze.
[01:31:50] Stan zdrowia – problemy ze wzrokiem. Wydaną obecnie książkę napisał trzydzieści lat temu. W 1965 r. na bazie zakładu budżetowego tworzono przedsiębiorstwo mające inny system rozrachunkowy. Podpatrywano przy tym doświadczenia innych przedsiębiorstw i boh. dużo jeździł służbowo. Firma rozwijała się, ale potem zaczęła podupadać – odejście na bezrobocie. Boh. w książce opisał działalność przedsiębiorstwa i pracowników. Jeden z kierowców opowiadał, że miał dyżur nocny, a w dyrekcji pracowano do późna, potem odwiózł uczestnika spotkania, pana Rybkę, do Zalesia, ale „spracowany” mężczyzna się nie obudził, a napotkany miejscowy ani sołtys go nie rozpoznali. Potem okazało się, że chodziło o inne Zalesie.
[01:38:55] Wspomnienie meczu drużyny łańcuckiej z Zamościem rozegranego w czasie huraganu – granie z wiatrem i pod wiatr. Pokonanie silniejszej drużyny „Garbarni” – obrona Liszki, najbardziej znanego zawodnika „Stali” Łańcut. Wspomnienie piłkarza Ostafińskiego, który potem grał w reprezentacji Polski. Dobrych zawodników miała np. „Stal” Rzeszów. Rozgrywki ligowe w 1954 r. Na meczu w Przeworsku „Spójnia” Łańcut pokonała „Spójnię” Rzeszów 1:0, bramkę zdobył Tadzio Gwizdak, jego rodzina w czasie okupacji przechowywała Żydów. Wygrany mecz z drużyną z Mielca, na którym było wielu przyjezdnych kibiców – strzał Zenona Macha. Wspomnienie drużyn, które już nie istnieją i dawnych zawodników.
[01:46:54] Mecze z „Włókniarzem” Rakszawa w latach 50. Boisko było na łąkach koło fabryki. W fabrycznym teatrze wystawiano „Balladynę” i boh. była na przedstawieniu. Przepisy piłkarskie – w czasie meczu w Jarosławiu został kontuzjowany obrońca z Łańcuta i nie wolno było wprowadzić zawodnika rezerwowego. Połączenie drużyn łańcuckich w 1956 r. Powitanie zawodników na boisku drużyny Harcerskiego Klubu Sportowego „Czuwaj” – działalność jako klub spółdzielczy. Powstanie zrzeszeń sportowych na wzór sowiecki.
więcej...
mniej
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Warszawie
ul. Stawki 2, 00-193 Warszawa
Pon. - Pt. 9:00 - 15:00
(+48) 22 182 24 75
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Wt. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Ta strona wykorzystuje pliki 'cookies'. Więcej informacji
W Archiwum Instytutu Pileckiego gromadzimy i udostępniamy dokumenty w wersji cyfrowej. Zapisane są w nich losy obywateli polskich, którzy w XX wieku doświadczyli dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego. Pozyskujemy kopie cyfrowe dokumentów, których oryginały znajdują się w zbiorach wielu instytucji polskich i zagranicznych, m.in.: Bundesarchiv, United Nations Archives, brytyjskich National Archives i polskich archiwów państwowych. Budujemy w ten sposób centrum wiedzy i ośrodek kompleksowych badań nad II wojną światową i podwójną okupacją w Polsce. Dla naukowców, dziennikarzy, ludzi kultury, rodzin ofiar i świadków zbrodni oraz wszystkich innych zainteresowanych historią.
Portal internetowy archiwum.instytutpileckiego.pl prezentuje pełny katalog naszych zbiorów. Pozwala się po nich poruszać z wykorzystaniem funkcji pełnotekstowego przeszukiwania dokumentów. Zawiera także opisy poszczególnych obiektów. Z treścią dokumentów zapoznać się można tylko w czytelniach Biblioteki Instytutu Pileckiego w Warszawie i w Berlinie, w których nasi pracownicy służą pomocą w przypadku pytań dotyczących zbiorów, pomagają użytkownikom w korzystaniu z naszych katalogów internetowych, umożliwiają wgląd do materiałów objętych ograniczeniami dostępności.
Niektóre dokumenty, np. te pochodzące z kolekcji Bundesarchiv czy Ośrodka Karta, są jednak objęte ograniczeniami dostępności, które wynikają z umów między Instytutem a tymi instytucjami. Po przybyciu do Biblioteki należy wówczas dopełnić formalności, podpisując stosowne oświadczenia, aby uzyskać dostęp do treści dokumentów na miejscu. Informacje dotyczące ograniczeń dostępu są zawarte w regulaminie Biblioteki. Przed wizytą zachęcamy do zapoznania się z zakresem i strukturą naszych zasobów archiwalnych, bibliotecznych i audiowizualnych, a także z regulaminem[hiperłącze] pobytu i korzystania ze zbiorów.
Wszystkich zainteresowanych skorzystaniem z naszych zbiorów zapraszamy do siedziby Instytutu Pileckiego przy ul. Stawki 2 w Warszawie. Biblioteka jest otwarta od poniedziałku do piątku w godzinach 9.00–15.00. Przed wizytą należy się umówić. Można to zrobić, wysyłając e-mail na adres czytelnia@instytutpileckiego.pl lub dzwoniąc pod numer (+48) 22 182 24 75.
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie znajduje się przy Pariser Platz 4a. Jest otwarta od wtorku do piątku w godzinach 10.30–17.30. Wizytę można odbyć po wcześniejszym umówieniu się, wysyłając e-mail na adres bibliothek@pileckiinstitut.de lub dzwoniąc pod numer (+49) 30 275 78 955.
Prosimy zapoznać się z polityką prywatności. Korzystanie z serwisu internetowego oznacza akceptację jego warunków.