Maria Krzykalska (ur. 1951, Nowy Sącz) przywołuje wspomnienia rodzinne dotyczące korzeni rodziny Freislerów, z której się wywodzi. Opowiada o latach przedwojennych oraz o okresie okupacji niemieckiej. Szczególną uwagę poświęca Janowi Freislerowi, znanemu kurierowi, który przemycał ludzi z okupowanej Polski na Węgry. Pani Maria wspomina także dzieciństwo w domu Freislerów na ul. Nawojowskiej w Nowym Sączu, studiach na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie oraz pracę zawodową.
[00:00:09] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1951 r. w Nowym Sączu.
[00:00:17] Boh. w Nowym Sączu spędziła dzieciństwo i chodziła do szkoły, maturę zdała w II Liceum Ogólnokształcącym. W Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie studiowała polonistykę. Po studiach została w Krakowie, wyszła za mąż i prawie 40 lat pracowała w szkołach średnich.
[00:00:46] Data urodzenia. Dziadkowie Jadwiga i Jan Freislerowie byli znani w Sączu. Dziadek przyjechał do Galicji w czasach zaborów, w kościele zobaczył babcię, potem oświadczył się jej. Po ślubie zamieszkano przy Nawojowskiej 70. Dziadek był z pochodzenia Niemcem, szlachetnym i uczciwym człowiekiem, szybko zyskał poważanie u sąsiadów. Dziadkowie mieli ośmioro dzieci, cztery córki i czterech synów. Wuj Jan Freisler był w czasie okupacji kurierem. Dziadek był kreślarzem, przyjechał do hamerni w Nawojowej. Boh. znała go jako staruszka, jej matka była jednym z młodszych dzieci dziadków. Dziadek chciał wnuczkę uczyć pisania po niemiecku gotykiem.
[00:04:00] Pradziadek Bielański, ojciec babci Freislerowej, był zarządcą majątku koło Czchowa, jego trzech starszych synów poszło w świat, babcia była jednym z młodszych dzieci. Po śmierci pradziadka Bielańskiego właściciel majątku nie rozliczył się uczciwie z wdową, która znalazła się z córką Jadwigą w Nawojówce, mieszkały niedaleko karczmy żydowskiej – pomoc krewnych.
[00:06:20] Ojciec boh. pochodził z biednej wielodzietnej rodziny. Dziadek Jakub Ziaja dostał pracę na kolei i mieszkanie w nowosądeckiej Nowej Kolonii. Po śmierci żony dziadek drugi raz się ożenił i z tego małżeństwa też miał dzieci. Boh. była mała, gdy dziadek zmarł. Ojciec też pracował na kolei. Matka dopingowała go, by zdał maturę, po wojnie ojciec uczył się wieczorowo w II LO. Był urzędnikiem kolejowym, zajmował się logistyką, układał rozkłady jazdy pociągów. Raz do roku jechał do Sopotu na spotkanie urzędników Dyrekcji Kolej, tam układano rozkłady dla całego kraju – „oni byli niesamowici, raz do roku ten rozkład jazdy był robiony i to wszystko grało”.
[00:09:00] Matka Lidia z domu Freisler po wojnie skończyła dwuletnią szkołę gospodarstwa domowego w Staniątkach koło Krakowa. Najstarszy z jej braci Józef Freisler został doktorem chemii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dziadkowie opłacili jego wykształcenie, wuj obiecał, że pomoże wykształcić młodsze rodzeństwo. Matka po skończeniu szkoły wyszła za mąż i urodziła czworo dzieci. Dopiero pod koniec życia podjęła pracę jako magazynierka w ZNTK [Zakłady Naprawy Taboru Kolejowego] w Nowym Sączu. W rodzinie były tradycje kolejarskie, wuj Kazimierz Freisler był związany z koleją. Rodzice wzięli ślub w 1950 r.
[00:10:50] W czasie okupacji ojciec trafił do obozu w Alpach przy granicy austriacko-włoskiej. Pracował przy drążeniu tuneli w górach. Próbował uciec, pierwsza ucieczka nie udała się, ale druga się powiodła i wrócił do Sącza. Ojciec pewnego dnia golił się, gdy macocha krzyknęła „Misiek, gestapo”, rzucił do miednicy przybory do golenia i pobiegł na strych. Nie wiedział, że dziadek zabił deskami okienko, ukrył się więc w kufrze. Gestapowiec tam włożył rękę, ale go nie znalazł i zatrzasnął kufer. Ojciec nie mógł się uwolnić i zaczęło mu brakować powietrza, uratowała go siostra i macocha. Ojciec z obozu dostał się do Wiednia, a stamtąd do Krakowa jechał pociągiem na węglu.
[00:13:48] Brat ojca Jan Ziaja był radiotelegrafistą na ORP „Burza”. Rodzice zmienili nazwisko i boh. już w szkole nazywała się Zalewska. Matka z jakichś powodów nie chciała nosić nazwiska Ziaja, a ojciec nie chciał niemieckiego nazwiska Freisler. Matka często była zapraszana do szkół, których patronami są kurierzy sądeccy. Z okupacji pamiętała strach, „dom był bez przerwy najeżdżany przez gestapo”, sąsiedzi byli donosicielami. Matka i siostry przenosiły wiadomości, ale potem matka niewiele o tym mówiła.
[00:15:18] Freislerowie mieli ośmioro dzieci, dwaj synowie mieli „zakusy ku wojskowości”. Juliusz Freisler został zawodowym wojskowym i imponował młodszemu bratu Jankowi. Przed wybuchem wojny Juliusz Freisler stracił w wypadku rękę i oko, w 1939 r. nie musiał iść do wojska, ale zgłosił się na ochotnika i zginął w obronie Warszawy.
[00:16:50] Janek Freisler był wysportowanym chłopakiem, po wybuchu wojny spotkał w Warszawie kolegę Klemensa Gucwę, który wciągnął go do konspiracji. Wuj Jan był wykorzystywany do trudnych misji. Gdy praca kurierska przestała mieć sens i wojna zbliżała się ku końcowi, związał się z oddziałem Juliana Zubka „Tatara”. Jako kurier bardzo często przechodził granicę, był ranny. Jeden z sąsiadów z ul. Nawojowskiej opowiadał, że pewnego dnia przyjechało gestapo, w tym czasie w domu na strychu był ranny Janek. Babcia zasłoniła sobą wejście i Niemcy go nie znaleźli. [+]
[00:20:46] Wuj nie opowiadał o swojej działalności kurierskiej. Po wyjściu z więzienia żył jeszcze 10 lat. Miał problemy ze znalezieniem pracy. Został rehabilitowany i otrzymał mieszkanie w Warszawie, często przyjeżdżał do Sącza. Gdy po raz pierwszy po wyjściu z więzienia przyjechał do rodziny, pokazał boh. dąb, który własnoręcznie zasadził. W okolicznych wioskach odwiedzał znajomych, którzy pomagali mu na szlaku. O tym, co przeżył w ciężkich stalinowskich więzieniach matka dowiedziała się dopiero po jego śmierci, od znajomego z ZNTK, który z wujem siedział we Wronkach. Boh. zapamiętała wuja jako wesołego człowieka. Gdy jeździła na wakacje do Warszawy, to zatrzymywała się u niego. Pewnego dnia zabrał ją na Stare Miasto – odwiedzanie kościołów a udział w niedzielnej mszy. [+]
[00:24:40] W domu opowiadano, że gestapo przyjechało w dzień urodzin babci, 23 września. Z domu zabrano łączniczkę, która zażyła cyjanek. Zabrano też babcię, ale nie dziadka. Janek przyszedł do domu wieczorem i chciał iść na gestapo – reakcja dziadka. Babcia przez trzy miesiące siedziała w areszcie w Sączu, zetknął się z nią wtedy [Roman] Stramka. Babcię w różny sposób dręczono, ale nie mówiła potem o biciu ani o Hamannie. Gdy ją wypuszczono, miała kłopoty. Nikt nie wierzył, że czegoś nie podpisała. Po latach przed dziećmi różne rzeczy ukrywano, boh. nigdy nie dowiedziała się, kto z sąsiadów powiadamiał gestapo. Boh. nie wie, czy Hamann przyjeżdżał na Nawojowską.
[00:28:40] Niemcy dawali spokój Kazimierzowi Freislerowi, który walczył w 1939 r., a potem wrócił do domu. Kazimierz był chory na padaczkę. Nad ranem do domu wpadli Niemcy, jeden z nich rozrzewnił się widząc róże rosnące przy ganku. Babcia przed przybyciem Niemców zakopała broń przy krzewach i widać było zruszoną ziemię.
[00:30:20] Dziadek nie podpisał volkslisty – argumenty. W domu rządziła babcia, „to ona narzuciła pewien dryl, ten patriotyzm”. Dziadek nie był w siatce akowskiej, ale nie przeszkadzał rodzinie w działalności konspiracyjnej. Był szanowanym specjalistą w zakładach kolejowych, przyjaźnił się z panem Forlauferem, Austriakiem, kolegą z pracy, długo [po wojnie] wymieniano listy.
[00:32:30] W czasie okupacji matka boh. była „smarkata”, czasem coś przenosiła. Starano się nie wiedzieć, kogo wuj Janek przeprowadza przez granicę. Boh. słyszała jakieś nazwiska, ale już ich nie pamięta, byli to ludzie związani z polskim rządem. Jednemu z przeprowadzanych babcia podała kaszę jaglaną i zachwycił się tym, a podobno wcześniej jadał „cuda”. Wuj pomagał wszystkim, nie patrzył na zapłatę, przeprowadzał Polaków, ale także Żydów. Wuj wpadł w czasie przeprowadzania przez granicę. Wpadka była koło Koszyc i ledwo się uratował.
[00:34:35] Matka opowiadała, że wuj Janek pewnego dnia zawołał domowników. W domu były dzieci, jego oraz wuja Julka, przed dziećmi ukrywano czym zajmują się dorośli. Dwa synowie wuja Janka urodzili się w czasie wojny na Węgrzech. Żona wuja przez jakiś czas ukrywała się pod innym nazwiskiem w Sączu. Młodszy syn Krzysztof wychowywał się u dziadków. Wujenka mieszkała w Katowicach i Warszawie. Warunki życia podczas okupacji.
[00:36:50] Boh. nie słyszała, by ktoś z bliskich sąsiadów był zaangażowany w konspirację. Boh. jako dziecko słyszała o wyzwoleniu Sącza i wysadzeniu zamku. Niewiele mówiono o okupacji w mieście. Babcia Jadwiga woziła jakieś dokumenty i broń do Krakowa, była przystojną kobietą i czasem jakiś Niemiec niósł jej walizkę.
[00:38:53] Boh. zapamiętała spotkanie ojca z dwoma braćmi - jeden był marynarzem radiotelegrafistą, a drugi przeżył Oświęcim. Kłócili się o to, który czasie wojny miał najtrudniej, ojciec opowiedział wtedy o okupowanym Sączu. Stryj działał w konspiracji i trafił do Oświęcimia, w przeżyciu obozu pomogła mu sprawność fizyczna. Dzięki żonie dostawał paczki i był trochę lepiej odżywiony.
[00:40:36] W domu mówiono o wybuchu na zamku w Sączu. Boh. jako dziecko bawiła się z rówieśnikami, gdy zmarł Stalin powiedziano, że ma o tym nie rozmawiać z dziećmi. Wuj Kazimierz Freisler przyjaźnił się z panią Słojowską, wdową po oficerze, który zginął w Katyniu. Dzieciom mówiono, by nie używały słowa „Katyń”. Ojciec wspominał wejście Rosjan, którzy kradli zegarki i obrywali guziki od mundurów kolejowych uważając, że są ze złota.
[00:43:22] Po wojnie w Warszawie nastąpiła wsypa, stała za tym „Marcysia” [Emilia Malessa] i wuj Jan został aresztowany. Miał wykonać ostatni rozkaz i nie wracać do kraju. Aresztowano go w mieszkaniu na Mokotowie i skazano na karę śmierci. Dziadkowie i żona pisali pisma w jego sprawie do Bieruta, zbierano podpisy mieszkańców Nowego Sącza. W czasie okupacji wuj pomagał różnym ludziom. Bierut zamienił karę śmierci na dożywocie, potem na 10 lat więzienia. Gdy na mocy amnestii wuj wyszedł z więzienia, miał problem ze znalezieniem pracy. Dostał mieszkanie w Warszawie przy ul. Bonifraterskiej, początkowo pracował w kiosku ruchu, potem był instruktorem jazdy. Zmarł na atak serca. Pan Kwiatkowski, związany z lotnictwem, zorganizował przelot na pogrzeb małym samolotem z lotniska w Tęgoborzu do Warszawy. Na pogrzeb poleciał ojciec boh. [+]
[00:47:31] [Przerwa techniczna]
[00:48:00] Wspomnienia z dzieciństwa. Dom stał w ogrodzie, dzieciaki bawiły w bocznej uliczce, gdzie nie jeździły samochody. Na pobliskiej łące pasły się krowy. Jeżdżono z plecakami po wodę mineralną do Żegiestowa. Chodzono do lasu po borówki, maliny, grzyby, orzechy laskowe – kontakt z przyrodą, zamiłowanie do turystyki. W domu przy Nawojowskiej był salonik, nad komodą wisiały dwa portrety pradziadków. Pradziadek, zarządca majątku w Czchowie, był w stroju powstańca styczniowego, choć nie był powstańcem. Na komodzie stał krzyż, w maju babcia inicjowała rodzinne odmawianie litanii. Dziadek do końca życia modlił się po niemiecku. Gdy umierał, chciał się wyspowiadać w języku niemieckim, ale nie było takiej możliwości. Dziadkowie zmarli w latach 70.
[00:51:53] Boh. skończyła siedem klas w szkole im. Królowej Jadwigi, nauczycielami byli państwo Skorupkowie. Zofia Skorupkowa była związana z nowosądeckim Domem Kultury, jej mąż uczył biologii. Polonista zadał uczniom nauczenie się „Świtezianki” na pamięć. Boh. chodziła potem do II LO, z tej szkoły nie ma dobrych wspomnień. Skończyła liceum mając braki w różnych przedmiotach i nie mogła się dostać na medycynę – wybór polonistyki.
[00:53:27] Zmiany na ulicy Nawojowskiej na przestrzeni lat. Boh. pamięta baraki stojące przed wiaduktem, potem spotkała ludzi, którzy tam mieszkali w ciężkich warunkach. Idąc w stronę dworca kolejowego, już na ulicy Kolejowej po jednej stronie było osiedle cygańskie i pola, na których rosło zboże. Do kościoła kolejowego szło się ścieżką przez pole.
[00:55:43] Rodzina ze strony babci, Bielańscy, mieszkała przy Nawojowskiej w miejscu, gdzie dziś stoją bloki. Brat babci, Stanisław Bielański, założył ogród, jeden z piękniejszych w mieście. Uczniowie szkół przychodzili oglądać rośliny. Gdy boh. była mała, mieszkały tam kuzynki matki, Stanisław Bielański przeziębił się w czasie powodzi, która nawiedziła Nowy Sącz w 1934 r. i zmarł.
[00:57:45] Potok Łącznik utrudniał kontakty z sąsiadami, czasem wylewał. Kiedyś brat uratował topiącego się kota. Boh. do ósmej klasy chodziła w nowej szkole nr 15 przy Nawojowskiej. Zaczęto regulować rzeki i Łącznik został zasypany. Gdy boh. chodziła do szkoły, klasy były przepełnione.
[00:59:31] Boh. chciała studiować medycynę, w tamtym czasie dostanie się na te studia graniczyło z cudem. Boh. powinna znać dobrze fizykę, chemię – poziom nauczania tych przedmiotów w II LO. Młodszy brat studiował na Politechnice i też miał kłopoty z fizyką. Boh. została polonistką, lubiła swoją pracę w szkołach średnich, w tym w szkole przemysłu spożywczego – wpływ na młodzież.
[01:01:48] Boh. chodząc do szkoły w Nowym Sączu brała udział w pochodach pierwszomajowych – miejsce ustawienia trybuny. W maju bywało zimno, a młodzież musiała być w sportowych ubraniach i boh. zmarzła. Ojciec chodził na pochody z przymusu. Pracował w biurze kolejowym, gdyby nie poszedł, to nie dostałby podwyżki. Matka w tamtym czasie nie pracowała, zajmowała się czwórką dzieci. Uprawiano warzywa na działce pracowniczej, by wyżywić rodzinę. Ojciec słuchał Głosu Ameryki i Wolnej Europy, nie ukrywał tego.
[01:04:37] Boh. pamięta z dzieciństwa dorożki na ulicach Nowego Sącza i słynnego dorożkarza Kozę. Gdy wyjechała z Sącza do Krakowa i przyjeżdżała do domu, to już inaczej patrzyła na rodzinne miasto. W jej opinii wiele zmieniło się na minus, gdy Nowy Sącz został miastem wojewódzkim.
[01:05:33] Na studiach najtrudniejszy był dla niej język staro-cerkiewno-słowiański, był to przedmiot obowiązkowy na polonistyce. Jego wykładowcami byli profesorowie: [Kazimierz] Wyka i [Stanisław] Sierotwiński. Zetknęła się z prof. [Eugeniuszem] Pawłowskim, który mieszkał w Nowym Sączu – przyjazd do domu w damskim kapeluszu jako przykład profesorskiego roztargnienia. Po latach boh. spotkała profesora podczas górskiej wycieczki.
[01:08:15] Boh. kończyła na WSP studia trzyletnie i nie wiedziała, czy zostaną utworzone studia magisterskie – informacja uzyskana 1 maja. Była studentką prof. [Bolesława] Faraona, pisała u niego pracę magisterską na temat [Pawła] Jasienicy, z której dostała trójkę – przeprosiny profesora. Pisząc pracę jeździła do archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, tam przeglądała roczniki pism – to, czego potrzebowała było z nich wycięte. Jasienica nie był w tamtym czasie dobrym tematem dla magistrantki polonistyki. [+]
[01:11:03] Studiując na WSP boh. nie odczuwała jakoś specjalnie indoktrynacji komunistycznej. Tak było na wszystkich uczelniach, może najmniej na ASP i Akademii Medycznej. Największy problem stanowiło studium wojskowe, kpiono z tego i były kłopoty z zaliczeniami.
[01:11:53] Boh. chciała wrócić do Nowego Sącza. Proponowano jej stanowisko dyrektorki szkoły w Bobowej, która mieściła się w dworku Długoszowskich. Sprawdzono jej orientację polityczną, należała wtedy do „Solidarności”, i propozycję wycofano. W Bobowej było mieszkanie służbowe.
[01:13:10] Boh. pracowała w szkole budowlanej w hucie, w tamtym czasie mąż zaczął chorować. Szukała szkoły bliżej mieszkania przy ul. Św. Jana i trafiła do placówki na Kleparzu. Tam namówiono ją, by zapisała się do „Solidarności”, „nie wiedziałam, w co się wtedy wpakowałam”. Działalnością związkową zajmowali się nieodpowiedzialni ludzie.
[01:14:40] Gdy wprowadzono stan wojenny, boh. była u ojca w Nowym Sączu. Matka w tamtym czasie była w Czechach i opiekowała się parą staruszków, przyjaciół babci. Boh. wróciła do Krakowa, kilka razy widziała różne akcje na ulicach. Na każdy wyjazd do rodziny potrzebna była zgoda władz.
more...
less
The library of the Pilecki Institute
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Monday - Friday, 8:00 - 16:00
(+48) 22 182 24 75
The library of the Berlin branch of the Pilecki Institute
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
This page uses 'cookies'. More information
Ever since it was established, the Witold Pilecki Institute of Solidarity and Valor has been collecting and sharing documents that present the multiple historical facets of the last century. Many of them were previously split up, lost, or forgotten. Some were held in archives on other continents. To facilitate research, we have created an innovative digital archive that enables easy access to the source material. We are striving to gather as many archives as possible in one place. As a result, it takes little more than a few clicks to learn about the history of Poland and its citizens in the 20th century.
The Institute’s website contains a description of the collections available in the reading room as well as the necessary information to plan a visit. The documents themselves are only available in the Institute’s reading room, a public space where material is available free of charge to researchers and anyone interested in the topics collected there. The reading room also offers a friendly environment for quiet work.
The materials are obtained from institutions, public archives, both domestic and international social organizations, as well as from private individuals. The collections are constantly being expanded. A full-text search engine that searches both the content of the documents and their metadata allows the user to reach the desired source with ease. Another way to navigate the accumulated resources is to search according to the archival institutions from which they originate and which contain hierarchically arranged fonds and files.
Most of the archival materials are in open access on computers in the reading room. Some of our collections, e.g. from the Bundesarchiv, are subject to the restrictions on availability resulting from agreements between the Institute and the institutions which transfer them. An appropriate declaration must be signed upon arrival at the reading room in order to gain immediate access to these documents.
Before your visit, we recommend familiarizing yourself with the scope and structure of our archival, library and audio-visual resources, as well as with the regulations for visiting and using the collections.
Everyone interested in using our collections is invited to the seat of the Pilecki Institute at 82 Sienna Street in Warsaw. The library is open from 8–16 on Mondays, Tuesdays and Fridays and from 8–19.30 on Wednesdays and Thursdays. An appointment must be made in advance by emailing czytelnia@instytutpileckiego.pl or calling (+48) 22 182 24 75.
Please read the privacy policy. Using the website is a declaration of an acceptance of its terms.