Maria Nicpońska (ur. 1930, Stary Sącz) wspomina przedwojenny Stary Sącz, opisując barwnie wygląd rynku i życia codziennego. Opowiada o rodzicach i ich pochodzeniu, okupacji niemieckiej w Starym Sączu, getcie i działalności folksfojczów. Wspomina wkroczenie Armii Czerwonej w 1945 roku, a także swoją powojenną edukację i pracę pedagogiczną.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1930 r. w Starym Sączu. Po maturze z nakazu pracy wyjechała do wsi Czubrowice.
[00:00:45] Matka boh. była z domu Sowińska. Ojciec urodził się w Barcicach, jego rodzina dostała ziemię w Popowicach po parcelacji gruntów. Ojciec miał dwie starsze siostry, jako dziecko pomagał w gospodarstwie. Gdy dorastał, dziadek pozwolił mu iść do pracy na kolei. Ojciec chodził pieszo, przewoźnik przewoził go przez Poprad, musiał zdążyć na godz. 6 rano na pociąg. Gdy wybuchła I wojna, ojca powołano do wojska austriackiego. Dostał się do niewoli rosyjskiej i trzy lata przebywał na Ukrainie. Problemy ojca ze wzrokiem, leczenie i palenie papierosów jako lekarstwo.
[00:04:10] Po wojnie ojciec wrócił do domu i podjął pracę na kolei. Zamieszkał na stancji w Starym Sączu i rozglądał się za kandydatką na żonę. Matka pochodziła z wielodzietnej rodziny, uczyła się fachu u krawcowej, jej starsza siostra uczyła się w seminarium nauczycielskim. Do matki przyszedł ojciec ze swatem, kandydat spodobał się i młodzi wzięli ślub w lutym 1928 r. Rok później urodził się brat. Matka dostała od rodziców plac pod budowę domu w dzielnicy Poczekaj, blisko lasu i Dunajca. Rodzice budując dom mieszkali u babci, w 1930 urodziła się boh. Ojciec był pracowity, sam robił wiele rzeczy w domu – opis budynku. Kupiono krowę, by mieć mleko dla dzieci.
[00:09:33] Ojciec wstawał przed piątą rano, by zdążyć do pracy. Stacja była odległa o 3 km. Obiad w domu podawano o godz. 16, gdy ojciec wracał z pracy. Przed wybuchem wojny boh. miała czwórkę rodzeństwa, po wojnie urodziło się jeszcze dwoje dzieci. W 1939 r. boh. poszła do pierwszej komunii. Przedstawienie rodziców: Stefanii i Józefa. Ojciec pracował na kolei, nie należał do żadnych organizacji. Matka prowadziła dom, zajmowała się ogrodem warzywnym. Gdy była panną, uczyła się zawodu u krawcowej, potem szyła ubrania dla swojej gromadki. Skończyła siedem klas i pomagała dzieciom w nauce. Jedna z sióstr matki została nauczycielką. Dziadkowie mieli dziesięcioro dzieci i musieli żyć oszczędnie.
[00:13:48] Dom rodzinny – opis wnętrza, podwórko było ogrodzone, by dzieci nie wybiegały na ulicę, przed wojną była to ulica Piłsudskiego, w czasie okupacji Główna. Boh. nie poszła do szkoły od 1 września i w połowie miesiąca przyszło wezwanie. Matka ją tam odprowadziła, na drugie śniadanie dostała dwie kromki chleba. Była najmniejsza i siedziała w pierwszej ławce. W czasie przerwy wyjęła chleb i papier rzuciła na ziemię, starsza koleżanką ją upomniała i już nigdy się tak nie zachowała. Boh. chodziła do szkoły siedem lat. W czasie okupacji szkoły były zajęte przez Niemców. Zakonnice pozwoliły uczyć się w klasztorze, lekcje były co drugi dzień, dziewczynki zamieniały się z chłopcami. W czasie okupacji nie było lekcji historii ani geografii, uczono polskiego i niemieckiego. Wiele sióstr było z pochodzenia Austriaczkami i mówiły po niemiecku, to dzięki nim Niemcy zezwolili na lekcje w klasztorze. [+]
[00:18:36] Przed wojną w Starym Sączu było dużo sklepów żydowskich. W soboty sklepy były zamknięte, a w niedzielę otwarte, wszystko można było tam dostać. Gdy dzieci chorowały, matka chodziła do apteki. Chodzono na msze do fary, a gdy był odpust, to do klasztoru, do św. Kingi przychodziły pielgrzymki. Po mszy w klasztorze udawano się do straganów w rynku, można tam było kupić ciastka tzw. różańce. W rynku stała też karuzela, „to był ubaw”. Czasem były jarmarki, też z karuzelą.
[00:21:04] Dniem targowym była co druga środa, w rynku stawały stragany. W Starym Sączy królowało rękodzieło, dziadek-szewc wynosił na handel zrobione przez siebie buty. Towar wykładali krawcy, garncarze. Garnki kupowali mieszkańcy wsi, którzy przywozili m.in. nabiał. Matka miała garnek gliniany do kwaszenia mleka.
[00:22:17] Przed wojną w Gołkowicach i Barcicach mieszkali osadnicy niemieccy – inne domy. W Starym Sączu Żydzi mieszkali w rynku. Dom boh. jest pożydowski. Żydzi handlowali materiałami, żywnością, słodyczami. W mieście była synagoga. Czasem dzieciaki polskie i żydowski przezywały się. Mąż miał znajomych wśród Żydów. Wielu mieszkańców Starego Sącza pracowało na kolei.
[00:24:38] 1 września 1939 matka była w domu z dziećmi. Ojciec razem z warsztatami kolejowymi został ewakuowany do Stanisławowa. Pierwsi Niemcy, jakich boh. zobaczyła przyjechali na motocyklu. Pod lasem mieszkał gajowy, chyba stamtąd strzelano i Niemcy byli tym zdziwieni, potem jednostka zatrzymała się na rynku. Szkoła była zamknięta. Niektórzy pakowali się na furmanki i uciekali na wschód, ale po jakimś czasie wrócili. Ojciec wrócił w listopadzie [1939] i cieszył się z tego.
[00:28:35] W czasie okupacji ojciec wrócił do pracy na kolei. Niemcy zabierali kontyngenty, matka miała jedną krowę i codziennie rano musiała oddać do mleczarni litr mleka. Była oszczędna i trochę mleka zostawało w domu. Czasem piekła chleb, ale częściej kupowano przydziałowy chleb w sklepie. Matka miała kury, więc były jajka – kolacja. Na śniadanie jedzono tzw. mieszankę: mąkę gotowaną na wodzie i podlaną mlekiem. Głodowano, ale dzieci nie upominały się o jedzenie, bo wiedziały, że nic nie ma. Latem chodzono do lasu na grzyby i jagody. Potrawy gotowane przez matkę, „to było matczysko jedyne […] sama nieraz nie dojadła, żeby nam dać”.
[00:33:00] Przed wojną ojciec w jatce kupował mięso. Sprzedawcy oszukiwali, lepsze mięso sprzedawali znajomym, obcym albo dzieciom sprzedawali kości. Matka nie posyłała dzieci po mięso. Jatki były w rynku i przy ul. Głównej, przed wojną Piłsudskiego. Na jarmarki chłopi przywozili cielęta, świnie, króliki, drób. Kupowali od nich właściciele jatek.
[00:35:50] W czasie okupacjo rodzina nie miała do czynienia z Niemcami, ale pewnego dnia do matki, która trochę znała niemiecki ze szkoły, przyszedł Niemiec – zamiana dzień dobry z do widzenia.
[00:36:48] Kolejarz Lawiczka [Franciszek Lawitschka] był pochodzenia austriacko-czeskiego, „był bardzo niedobry w stosunku do swoich kolegów” – konsekwencje. Bano się go i chowano przed nim.
[00:38:16] Ojciec nie był zaangażowany w partyzantkę – jego charakter. Dziadek był szewcem, dużo rzeczy robił dla Niemców. Jeden z wujów pracował z dziadkiem, wywieziono go na roboty do Niemiec. Dwie ciotki w czasie okupacji pracowały na Wołyniu, potem musiały stamtąd uciekać. Jeden z wujów uciekł w góry i pasł owce z Góralami, może współpracował z partyzantką, ale przy dzieciach o tym nie mówiono. Partyzanci byli w lesie, pewnego dnia brat ich spotkał i wskazał im drogę.
[00:40:57] Żydów zgromadzono w getcie przy ul. Krakowskiej. Potem wywożono ich do obozów. Getto było częściowo ogrodzone – rzucanie chleba, Żydów pilnowali żołnierze oraz wyznaczeni miejscowi. W czasie likwidacji getta część osób rozstrzelano w lesie i zakopano. Po jakimś czasie ziemia na zwłokach zaczęła się ruszać – zachowanie miejscowych chłopaków. Po wojnie miała miejsce ekshumacja, zwłoki przeniesiono na cmentarz w Nowym Sączu. Boh. nie słyszała odgłosów egzekucji, matka pilnowała dzieci, wcześnie chodzono spać. Dwie Żydówki uciekły na Podgórzu, ktoś pracujący w polu wskazał im drogę na Przehybę. Boh. nie wie, co się z nimi stało.
[00:44:46] W Barcicach mieszkali Niemcy, w Gołkowicach była szkoła niemiecka dla dzieci folksdojczów. Przy ul. Głównej też mieszkała rodzina folksdojczów, „nawet do psa mówiły po niemiecku te dziewczyny, moja mama się śmiała z tego”.
[00:45:21] Cieszono się z wyzwolenia, „taki dzień radosny był, że się już wojna skończyła”. Boh. widziała ucieczkę Niemców wyładowanymi furmankami, „skąd przyszli, tam uciekali”. Wyjeżdżali też folksdojcze, ale potem wracali, „ze zwieszonymi głowami przychodzili”. Po wojnie boh. uczyła się w gimnazjum.
[00:47:00] Rosjanie przyszli do domu i zabrali buty ojcu. Obuwie było poniemieckie. W Starym Sączu paliły się stodoły, były w nich magazyny niemieckie, trzymano tam buty, kożuchy. Po ugaszeniu pożaru ludzie zabierali co mogli, brat przyniósł na wpół spaloną odzież, którą matka przerabiała potem na ubrania dla dzieci. Ojciec miał stamtąd buty, po kradzieży nie miał w czym iść do pracy. Sowieci byli gorsi od Niemców.
[00:48:40] Po wojnie wuj partyzant brał ślub, przyszli koledzy z lasu, byli uzbrojeni, ale grzecznie się zachowywali. Wyjazdy byłych partyzantów na Ziemie Odzyskane, szwagier wuja też wyjechał i przeżył, „byliby go sprzątnęli ci ubowcy”.
[00:50:31] Po wojnie do Starego Sącza wróciło dwóch Żydów. Przyszli do swojego dawnego domu, w którym po wojnie mieszkali krewni boh., i z piwnicy zabrali ukryte skarby, mówiono o tym. Żydzi zaraz potem wyjechali.
[00:51:46] W marcu 1945 r. boh. poszła do gimnazjum koedukacyjnego, lekcje odbywały się w klasztorze. Koniec roku był 31 lipca, wakacje trwały miesiąc. Uczono się łaciny, którą potem wycofano ze szkoły. Przez trzy lata boh. chodziła do szkoły, która potem stała się szkołą prywatną, matka nie miała pieniędzy, więc jeździła do IV klasy do Nowego Sącza. Boh. chciała iść do szkoły pielęgniarskiej, ale matka jej tę profesję obrzydziła. Boh. poszła do liceum pedagogicznego, po dwóch latach została nauczycielką i dostała nakaz pracy. Boh. pochodziła z rodziny wielodzietnej i miała w szkole stypendium. Z nakazu pracy trafiła do powiatu olkuskiego do wsi Czubrowice. Pracowała tam trzy lata.
[00:54:30] Boh. wyjechała na studia do Gdańska i pracowała na Pomorzu siedem lat, potem wróciła do Starego Sącza. W międzyczasie skończyła roczne Studium Nauczycielskie w Katowicach, zdobyła uprawnienia do nauczania prac ręcznych i rysunków. Trzy lata pracowała w Białej Niżnej. Potem pojechała do Warszawy i przez dwa lata pracowała w Instytucie Pedagogiki Specjalnej. Po powrocie w rodzinne strony pracowała przez 20 lat w szkole specjalnej.
[00:55:51] Po wojnie była bieda. Ludzie operatywni zajmowali się handlem i szabrem, uczciwi byli biedni. Ojciec był niewykwalifikowanym robotnikiem, pracował na kolei, ale bardzo marnie zarabiał, matka dorabiała gdzie mogła. Boh. pracując pomagała rodzinie. Jej pierwsza pensja wynosiła niecałe 300 zł, ale chleb był tani. Boh. i koleżanka przyjechały do Czubrowic przed początkiem roku szkolnego, zaczynały się wykopki i dostały od miejscowych trochę ziemniaków – wspomnienie kartofli upieczonych w ognisku.
[00:57:52] Boh. nie czuła w szkole indoktrynacji komunistycznej. Wychowała się w rodzinie katolickiej. Koleżanki, które należały do ZMP, miały zawsze lepsze oceny.
[00:59:00] Gdy zmarł Stalin, boh. pracowała w Czubrowicach. W czasie lekcji jedna z uczennic zaczęła płakać – reakcja boh.
[00:59:38] W Liceum Pedagogicznym był kolega, który wcześniej zdał maturę i zapisał się do partii. Gdy boh. zdawała maturę, był przy egzaminie czynnikiem społecznym, kolega donosił.
[01:00:33] Boh. przeżywała wprowadzenie stanu wojennego, wróciły dawne lęki.
more...
less
The library of the Pilecki Institute
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Monday - Friday, 8:00 - 16:00
(+48) 22 182 24 75
The library of the Berlin branch of the Pilecki Institute
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
This page uses 'cookies'. More information
Ever since it was established, the Witold Pilecki Institute of Solidarity and Valor has been collecting and sharing documents that present the multiple historical facets of the last century. Many of them were previously split up, lost, or forgotten. Some were held in archives on other continents. To facilitate research, we have created an innovative digital archive that enables easy access to the source material. We are striving to gather as many archives as possible in one place. As a result, it takes little more than a few clicks to learn about the history of Poland and its citizens in the 20th century.
The Institute’s website contains a description of the collections available in the reading room as well as the necessary information to plan a visit. The documents themselves are only available in the Institute’s reading room, a public space where material is available free of charge to researchers and anyone interested in the topics collected there. The reading room also offers a friendly environment for quiet work.
The materials are obtained from institutions, public archives, both domestic and international social organizations, as well as from private individuals. The collections are constantly being expanded. A full-text search engine that searches both the content of the documents and their metadata allows the user to reach the desired source with ease. Another way to navigate the accumulated resources is to search according to the archival institutions from which they originate and which contain hierarchically arranged fonds and files.
Most of the archival materials are in open access on computers in the reading room. Some of our collections, e.g. from the Bundesarchiv, are subject to the restrictions on availability resulting from agreements between the Institute and the institutions which transfer them. An appropriate declaration must be signed upon arrival at the reading room in order to gain immediate access to these documents.
Before your visit, we recommend familiarizing yourself with the scope and structure of our archival, library and audio-visual resources, as well as with the regulations for visiting and using the collections.
Everyone interested in using our collections is invited to the seat of the Pilecki Institute at 82 Sienna Street in Warsaw. The library is open from 8–16 on Mondays, Tuesdays and Fridays and from 8–19.30 on Wednesdays and Thursdays. An appointment must be made in advance by emailing czytelnia@instytutpileckiego.pl or calling (+48) 22 182 24 75.
Please read the privacy policy. Using the website is a declaration of an acceptance of its terms.