Stanisław Lula (ur. 1928 r, Pikulice k. Przemyśla) opisuje losy swojej rodziny, deportowanej w lutym 1940 do posiołka Wietlany w rejonie gorodkowskim. Pracowali przy wyrębie tajgi, a po przeniesieniu do Niżnych Gorodków - w kołchozie. Jesienią 1941 rodzina Lulów przez Saratów dotarła do Tatiszczewa [Tatishchevo] do formującej się armii polskiej. Pan Stanisław trafił do 8 kompanii junaków, z którą został ewakuowany statkiem z Krasnowodzka do Pahlevi, a dalej przez Teheran i Ahwaz – do Afryki. Przebywał w Masindi, a potem – w ramach leczenia ciężkiej malarii – w Rongai w Kenii. W 1948 powrócił do Polski. W 1950 roku zdał maturę i ukończył oficerski kurs strażacki. W 1954 roku został komendantem straży pożarnej w Przemyślu – funkcję tę pełnił przez kolejne 40 lat. W 1968 r. ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Obecnie na emeryturze, mieszka w Przemyślu.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonego w 1928 r. w Pikulicach, które obecnie są w granicach Przemyśla.
[00:00:26] Rodzice pochodzili z Woli Zgłobieńskiej koło Rzeszowa, w 1920 kupili ziemię w Pikulicach z parcelacji majątku księżnej Lubomirskiej. Do 1940 r. pracowali na roli. Boh. chodził do szkoły w Pikulicach, przed wojną skończył cztery klasy. Był zapisany do piątej klasy w przemyskiej szkole przy ul. Konarskiego. W czasie wojny bomba uderzyła w budynek i w październiku [1939] boh. poszedł do szkoły przy ul. Wodnej. W 1940 r. szkoła została przeniesiona na ul. Władycze, ponieważ szkoła przy Wodnej znajdowała się zbyt blisko granicy na Sanie. Boh. chodził do szkoły aż do wywózki na Syberię.
[00:02:15] W sobotę 10 lutego 1940 boh. miał iść do szkoły. Żeby zdążyć na godzinę ósmą, musiał wyjść z domu o siódmej. Po piątej rano do okien zapukali Rosjanie, jeden z nich powiedział, że w domu jest broń i zaczęto jej szukać. Po jakimś czasie kazano rodzinie zbierać się do wyjazdu. Na zebranie rzeczy dano godzinę. Siostra wyszła na podwórze i zobaczyła, że sanie stoją też przed domami krewnych i sąsiadów. Wszyscy byli Polakami, którzy kupili ziemię z parcelacji. W pobliskiej wsi większość stanowili Ukraińcy, była cerkiew i kościół oraz dwa domy ludowe: polski i ukraiński. W czasie wywózki Ukraińcy pomagali Rosjanom. Po godzinie siódmej kazano się pakować na sanie. Młodsza siostra była chora, więc zawinięto ją w pierzynę. Siostra wyszła do piwnicy, a za nią poszedł rosyjski żołnierz, który po cichu powiedział jej, że pojadą do Rosji. Rodzinę zawieziono do ukraińskiego Domu Ludowego. Tam zebrano innych deportowanych. Koło ósmej rano przewieziono wszystkich na stację towarową Bakończyce i załadowano do wagonów towarowych. [+]
[00:08:10] Opis wnętrza wagonu – rozmieszczenie ludzi. Boh. był na wyższej pryczy, było tam wąskie okienko, przez które mógł wyglądać – pierwsza podróż pociągiem – ciekawość świata. W wagonie było ciepło, ogrzewanie zapewniał piecyk. Drzwi były zamknięte, więc powietrze wpadało dziurą w podłodze, do której się załatwiano. Pociągu pilnowali uzbrojeni strażnicy – wyjazd w kierunku Lwowa. [+]
[00:11:32] Boh. czytał książkę o deportacji rodziny Stańczaków. Syna nie było w domu w czasie wywózki, skontaktował się z posterunkiem sowieckim i pozwolono mu kupić bilet i pojechać do Lwowa w pogoni za transportem deportacyjnym. Rosjanie drwili z niego, że jedzie za żoną i dziećmi. Z Julkiem Stańczakiem boh. był w obozie w Masindi w Ugandzie, chłopcy chodzili razem do klasy. Stańczak wyjechał potem do Ameryki i został znanym malarzem.
[00:14:38] Na dłuższych postojach otwierano drzwi wagonów i mężczyźni wychodzili po węgiel i wodę. Jedzono żywność zabraną z domów, ale kilka razy zesłańcy dostali zupę rybną. Podróż do stacji Ural-Neft trwała do końca lutego [1940] – krajobrazy. Stacja leżała ok. 15 km od głównej linii z Permu, wtedy Mołotow, do Swierdłowska. Pociąg był bardzo długi, na zakrętach boh. widział jego przód i tył. Do Ural-Neftu dojechały 3-4 wagony. Pozostałe skierowano gdzie indziej. Dwaj wujowie oraz rodzina Stańczaków trafili do Krywoi. Siostra miała w worku ziemniaki, które w czasie podróży zamarzły na kamień.
[00:18:56] Na stacji czekały sanie, położono tam chorą siostrę i matkę. Reszta rodziny – boh. miał czworo rodzeństwa, szła z tyłu. Dojechano do posiołka Wietlany, a stamtąd jeszcze kilka kilometrów w głąb lasu, do połowy drogi pochodziła kolej wąskotorowa. W lesie stał jeden duży budynek, w którym rozlokowano zesłańców. Komendant posterunku Poługałow miał telefon.
[00:22:04] Na drugi dzień po przyjeździe zesłańcy musieli iść do pracy w lesie. Codziennie z posiołka przyjeżdżała saniami Katia Sażyna i Alosza Kanow, rówieśnik boh., którzy przywozili żywność, najczęściej była to kasza z oliwą, chleb. Zesłańcy pracowali przy wyrębie dziewiczej tajgi. Drewno transportowano do kolejki i przewożono nad rzekę. W marcu była sroga zima, temperatury spadały do minus 30 stopni. Obawiano się, że roztopy uniemożliwią transport, więc po miesiącu zesłańców przeniesiono do posiołka. Mieszkano w dużych drewnianych budynkach. Oprócz siedmioosobowej rodziny boh. była jeszcze czteroosobowa rodzina Mycaków i inni zesłańcy, razem ok. 20 osób – warunki bytowe.
[00:25:17] Ojciec, dwie siostry i brat, o dwa lata starszy od boh., chodzili do pracy. Matka nie pracowała. Dwunastoletni boh. chodził do szkoły w Wietlanach oddalonych o kilkanaście kilometrów. By zdążyć na ósmą, wychodził o szóstej rano. Grupka Polaków i Rosjan szła torami kolejki. Pewnego dnia boh. nie poszedł do szkoły i schował się pod pierzyną. Komendant Poługałow codziennie sprawdzał, czy wszyscy wyszli do pracy i znalazł go – mowa motywująca. Po latach boh. był komendantem Straży Pożarnej – początek pracy w straży w 1949 r. Po miesiącu komendant dał spokój Polakom i do szkoły chodziły tylko rosyjskie dzieci.
[00:28:55] Wiosną boh. zaczął pracować jako markierowszczyk – specyfika pracy. Dziesiętnik przyjmował ścięte drzewa mierzył wierzchołki i klasyfikował drewno. Ten, kto ścinał drzewa zapisywał ich ilość, to samo robił wozak ściągający drewno koniem do kolejki. W Wietlanach drewno spuszczano do rzeki Czusowaja, dopływu Kamy. Praca przy pieczętowaniu drewna nie była ciężka. Potem tę robotę dostał Alosza Kanow, a boh. rżnął drewno z drugim chłopcem. Inną pracą było zbieranie mchu, którym uszczelniano budynki. Za tę prace płacono. Walonki były drogie, więc do pracy chodzono w łapciach z łyka lipowego. Boh. nauczył się je robić, a także naprawiał stare. Łapcie wytrzymywały ok. 3 tygodnie – wyrabianie zimą obuwia dla członków rodziny. [+]
[00:35:35] W stołówce jadali traktorzyści Rosjanie, zesłańców nie było na to stać. Jadano kaszę i chleb. Osoba pracująca dostawała 800 gram chleba, niepracująca 400 gram. Gdy były nadwyżki mąki, pieczono z niej chleb, który można było kupić – suszenie chleba. Tak dotrwano do wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej w czerwcu 1941.
[00:37:48] O wybuchu wojny dowiedziano się później. Na zesłaniu byli także Tatarzy i Ukraińcy. Pewnego dnia w połowie sierpnia przyjechał komendant posterunku milicji z Wietlan, zwołał zebranie i powiedział o ataku Niemiec oraz o przyjaźni polsko-sowieckiej – pozwolenie na wyjazd. Mężczyźni chcieli się znaleźć bliżej stacji Ural-Neft. Z kołchozów przysłano furmanki i zabrano wszystkich zesłańców do wioski Niżnyje Gorodki nad rzeką Czusowaja. Zesłańców rozmieszczono w domach prywatnych. Rosjanie chętnie brali do domów Polaków, którzy pomagali im w pracach polowych. Boh. był na wykopkach oraz na zasiewach. W listopadzie boh. jeździł z kolegą na łyżwach po zamarzniętym jeziorze.
[00:43:28] Dowiedziano się, że koło Saratowa tworzy się armia polska. Pojechała tam delegacja, dowiedziano się, że można przyjeżdżać pod opiekę wojska. Cerkiew w Niżnych Gorodkach przygotowywano na przyjęcie rannych żołnierzy, robiono dla nich prycze i ojciec tam pracował. Rosjanie szli zesłańcom na rękę, władze dały wagon kolejowy, by mogli wyjechać. Wagon pociągnięto do stacji węzłowej Chmielicha i tam mieli się zebrać zesłańcy, w tym wujowie. Niespodziewanie wagon został podpięty do transportu jadącego w kierunku Swierdłowska. Na węzłowej stacji Berdiausz czekano kilka dni. Na stacji było pełno więźniów zwolnionych z łagrów – korzystanie ze stołówki było utrudnione. Boh. raz schował się pod ławkę i dzięki temu drugi raz mógł kupić coś do jedzenia. Delegacja pojechała do Tatiszczewa, gdzie stacjonowała 5 Dywizja gen. Boruty-Spiechowicza. Po zesłańców przyjechał stamtąd chorąży w mundurze i podróż do Tatiszczewa odbyto pociągiem osobowym. [+]
[00:48:50] Ze stacji w Tatiszczewie rodzinę skierowano do baraków. Korzystano z kuchni polowej, był ksiądz, który odprawiał msze. W Tatiszczewie spędzono święta. Brat chorował na tyfus. W styczniu-lutym [1942] wojsko odjeżdżało na południe zabierając ludność cywilną. W długim pociągu z wojskiem trzy wagony przeznaczono dla cywili. Kierowano się na południe. Na jednej ze stacji sprawdzano wagony i uznano, że wagon, w którym jechała rodzina nie nadaje się do dalszej jazdy. Wagon odczepiono i odstawiono na boczny tor, a pociąg pojechał dalej. Kończyło się jedzenie i boh. żebrał, wychodząc bał się, że wagon może odjechać. Proszono naczelnika stacji o przyłączenie wagonu do jakiegoś transportu. Gdy zanieczyszczono teren wokół wagonu, został doczepiony do pociągu i odczepiony kilka stacji dalej. Sytuacja się powtarzała aż dojechano do Dżalalabadu w Kirgizji, gdzie stacjonowała 5 Dywizja. [+]
[00:54:30] W Dżalalabadzie rozdzielano ludzi do wojska, do junaków, a reszta trafiła do kołchozów. Boh. i brat wstąpili do junaków, a rodzinę wysłano do kołchozu. Po tygodniu junaków przewieziono do Wrewskoje koło Jangi-Julu. We Wrewskoje był wojskowy ośrodek szkoleniowy. Boh. i brat dostali angielskie mundury, buty i wyposażenie. Boh. był w 8 kompanii złożonej z najmłodszych junaków. Korzystano z kuchni wojskowej - wyżywienie, mieszkano w namiotach rozstawionych na polanie. W wolnych chwilach pływano w rwącym strumieniu i boh. zaczął się topić. Uratował go kolega Siwy z najstarszego rocznika junaków.
[00:59:02] Wiosną 1942 likwidowano obóz, junaków przewieziono do Kermine. Stacjonowała tam 7 Dywizja. Miejsce nazywano doliną śmierci. Junaków zakwaterowano koło semafora przy stacji i budziły ich przejeżdżające pociągi. W Kermine żołnierze masowo umierali. Niedaleko namiotów był głęboki rów, do którego wrzucano zwłoki. Na stacji kolejowej staruszki sprzedawały uruk, kompot. Boh. napił się i dostał rozwolnienia, cierpiał na kurzą ślepotę. W Kermine przebywano dwa miesiące. Potem przeniesiono się do miejscowości Narpaj, junacy szli tam na piechotę. Tam panowały lepsze warunki, było jeziorko i aryki nawadniające uprawy.
[01:03:10] W sierpniu [1942] nastąpił wyjazd z Kermine do Krasnowodzka. Komendantem był tam ppłk Zygmunt Berling, skonfliktowany z gen. Borutą-Spiechowiczem. Berling miał kontakty z Rosjanami i został w ZSRR, co uznano za dezercję. Boh. wyjeżdżał ostatnim transportem, potem granica została zamknięta.
[01:05:50] Boh. znalazł się na pokładzie statku „Kaganowicz”. Podróż trwała dwa dni. Załatwiano się za burtę – wygląd statku po dopłynięciu do Pahlevi. By się napić, spuszczano menażki na sznurku do wody, ale nie dało się tego pić. [+]
[01:06:50] W Pahlevi rozlokowano junaków w namiotach na plaży – nocne odgłosy szakali. Kwarantanna trwała dwa tygodnie. Plutonowy Kruk prowadził ćwiczenia junaków – tupot nóg na piasku. Junaków przewieziono do Teheranu. Kierowcami ciężarówek byli Persowie – wspomnienie drogi nad przepaściami. W Teheranie zakwaterowano junaków w szałasach, obok był jeden z trzech obozów dla cywili. Codziennie odbywały się ćwiczenia, junacy trzymali dwugodzinne warty. Boh. chciało się spać i zdrzemnął się w czasie warty. Obudził go junak, który kazał mu iść do dowódcy por. Misiaka. Boh. szukał jednego buta, ale nie znalazł go i tak poszedł do dowódcy. Wtedy już wiedziano, że junacy urodzeni w 1928 pójdą do cywila. Niedługo potem najmłodsi junacy zostali zwolnieni. Boh. chciał zostać w wojsku i żałował, że podał prawdziwą datę urodzenia.
[01:13:02] Boh. zgłosił się do komendanta obozu i był gońcem, ale po krótkim czasie zrezygnował i zapisał się do szkoły. W Teheranie był półtora roku, skończył tam piątą i szóstą klasę. Wspomnienie kolędowania w czasie świąt. Z Teheranu pojechano do Ahwazu – zakwaterowanie w budynkach koszarowych. Po dwóch miesiącach dowiedziano się, że grupa pojedzie do Afryki.
[01:15:22] W porcie Karamsza [Chorramszahr] na rzece Tygrys czekał statek „Batory”. Załoga była polska, ale rozlokowaniem zajmował się Anglik. Boh. był w kabinie z oknem, jako harcerz pełnił służbę na pokładzie. Z rzeki Tygrys wypłynięto na Zatokę Perską i tam „Batory” płynął w konwoju, z przodu i z tyłu płynęły krążowniki. Po tygodniu zawinięto do portu w Mombasie.
[01:18:18] W Mombasie w Kenii uchodźców wsadzono do pociągu, na stacji w Nairobi dano im posiłek. Dojechano do Kampali w Ugandzie, stamtąd promem do Masindi. Osiedle składało się z ośmiu obozów. Boh. był w ósmym, ostatnim obozie. Każdy z obozów miał swój magazyn. W domkach mieszkały dwie rodziny. W tym czasie rodzina boh. składała się z czterech osób, dwie siostry były w Pomocniczej Służbie Kobiet, a brat zmarł w Teheranie, ponieważ był wycieńczony po tyfusie i dostał biegunki. Dom w Masindi dzielono z rodziną Skuriatów, mąż pani Skuriatowej był w wojsku. Na podwórzu był ustęp i kuchnia. Prowiant pobierano z magazynu. Uprawiano ogródek, posadzono drzewa bananowe. W Masindi przebywano w latach 1945-48.
[01:22:02] Wiele osób chorowało na malarię, leczono ją chininą. Przebieg choroby – boh. nie przyjmował lekarstwa we właściwy sposób, stracił przytomność i zabrano go do szpitala. Był w takim stanie, że pielęgniarka przyprowadziła księdza – ostatnie namaszczenie. Zajmował się nim doktor Zaks, Żyd. Boh. podawano wątrobę w proszku, by zwiększyć liczbę czerwonych krwinek. Po dwóch tygodniach zaczął chodzić. Boh. był uczniem drugiej klasy gimnazjum. Nauka była przerywana atakami malarii, wtedy od razu zabierano go do szpitala. W szpitalu nie mógł wstawać i musiał załatwiać się do basenu i kaczki. W czasie ataku był żółty, podawano mu atebrynę. Po kilku atakach lekarze uznali, że musi zmienić klimat.
[01:28:48] W Rongai w Kenii był lepszy klimat, ale nie było drugiej klasy gimnazjum. Boh. zabrano tam razem z ewakuowanymi dziećmi z sierocińca. Wspomnienie podróży barką i drażnienia krokodyli. Rongai leżało 15 km na południe od równika. Po przyjeździe na miejsce boh. prewencyjnie trafił do szpitala, gdy wybrał się do Nakuru, został uznany za zdrowego i wypisany. Jako uczeń drugiej klasy nie chciał chodzić do pierwszej. Miał półroczną przerwę w nauce i jeździł z Włochem Bartoluccim, który woził mleko z Nakuru do Rongai. Czasem to boh. prowadził auto – uwagi Bartolucciego, że samochód to nie lew. Po wakacjach wrócił do szkoły i skończył trzecią klasę.
[01:33:14] W czasie pobytu w Rongai boh. nie chorował. W sierocińcu było ok. 400 dzieci, boh. był najstarszy. Zakupiono siedem rowerów i miał klucz do magazynku. W obozie była świetlica YMCA, w której odbywały się potańcówki i przedstawienia. W jasełkach boh. był Herodem.
[01:34:50] W 1946 r. chciał wrócić do rodziców do Masindi, a ponieważ nie chciano go odwieźć, postanowił uciec z kolegą Romanem Śliwą. Pociąg jeździł z Mombasy do Kampali w poniedziałki i czwartki, koło siódmej wieczorem zatrzymywał się na stacji w Rongai. Boh. i kolega wsiedli do przedziału, ale nie mieli biletów, konduktor ich nie wyrzucił, ale na stacji w Tororo przyszedł z dwoma policjantami, Afrykańczykami. Chłopaków zamknięto w klatce na stacji i siedzieli tam do rana. Po przesłuchaniu zawiadomiono obóz i wsadzono uciekinierów do pociągu towarowego. Towarzyszył im uzbrojony policjant. Odstawiono ich na posterunek w Rongai, w tym czasie komendant przesłuchiwał tubylca i pobił go. Wieczorem przyjechał samochód z osiedla i chłopaków zabrano. Boh. miał być Herodem w jasełkach, ale ponieważ uciekł, zastąpił go Sierociuk – powrót do roli. Kupiono bilet matce, która na dwa tygodnie przyjechała do Rongai i widziała przedstawienie. [+]
[01:40:55] W 1947 r. boh. miał 19 lat, w podobnym wieku było jeszcze trzech chłopaków, w tym kolega Magierowski. Kapitan zwany Gorylem prowadził z nimi musztrę, gdy nie chcieli się podporządkować, odesłano ich do Masindi. Tam boh. był jeszcze przez rok i już nie chorował na malarię. W szkole jego dawni koledzy byli w czwartej klasie, a boh. był w trzeciej. Przed wyjazdem ukończył pierwszy semestr IV klasy. Po przyjeździe do Przemyśla przyjęto go do pierwszej klasy liceum dla dorosłych. W Masindi boh. zrobił kurs motorowy.
[01:44:06] Rodzina postanowiła wrócić do Polski. Boh. nie chciał, ale ojciec chciał wrócić do domu. W czasie nieobecności rodziny mieszkał tam jakiś Ukrainiec, ale stryj, który wrócił z Syberii pisał, że dom jest już wolny. Dwie siostry były w Londynie i boh. mógł tam wyjechać. Zapisano się na wyjazd do Polski. Repatriantów odwiedziono do Mombasy. Tam ponad miesiąc czekano na statek. Rejs do Genui trwał dwa tygodnie – wspomnienie burzy piaskowej w Kanale Sueskim. W Genui repatrianci wsiedli do pociągu, który potem przed granicą austriacką stał dwa dni z powodu strajku we Włoszech. 21 lipca [1947] dojechano do Dziedzic, tam repatriantów skierowano do obozu z powodu święta 22 lipca. Następnego dnia wydano bilety na drogę do Przemyśla. Po przyjeździe boh. poszedł na piechotę do Pikulic, stryj wyjechał furmanką po resztę rodziny.
[01:49:25] Boh. mając świadectwo z Afryki zapisał się do liceum dla dorosłych, w styczniu [1948] skończył pierwszą klasę i w lutym zaczął naukę w drugiej. Szkolnym kolegą był Stanisław Wysokiński, kapral Straży Pożarnej. Boh. po służbie w junakach podobał się jego mundur. Kolega powiedział, że w Warszawie będzie kurs oficerski. Major Madej, teść Wysokińskiego, był komendantem Straży w mieście. Boh. złożył dokumenty i został przyjęty na czteromiesięczny kurs organizowany przez Związek Straży Pożarnych, który nie podlegał Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Gdy utworzono Komendę Główną Straży Pożarnej, boh. jako bezpartyjny nie został komendantem powiatowym tylko był p.o. Po skończeniu kursu dostał stopień podporucznika. Do państwowej Straży Pożarnej nie zostałby przyjęty. Będąc na kursie opuścił cztery miesiące nauki w drugiej klasie liceum. Żeby uniknąć wojska, we wrześniu zapisał się ponownie do drugiej klasy. Koledzy z poprzedniej klasy chcieli, by do nich wrócił. Tak się stało, ale musiał nadrabiać zaległości. W lutym 1950 zdał maturę.
[01:55:05] Po skończeniu kursu oficerskiego od 1 września [1950] rozpoczął pracę jako komendant powiatowy Ochotniczej Straży Pożarnej. 4 lutego 1950 wyszła ustawa o ochronie przeciwpożarowej, która skasowała Związek Straży Pożarnych. Wtedy starych komendantów powiatowych wymieniano na nowych. Kadrowiec z Komendy Wojewódzkiej w Rzeszowie zaproponował boh. wstąpienie do partii. Boh. nie zgodził się, ale miał maturę, więc zastanawiano się co z nim zrobić. Żaden z nowych komendantów powiatowych nie miał matury. Zaproponowano mu stanowisko referenta w rzeszowskiej Komendzie Wojewódzkiej, zgodził się i pracował tam cztery lata. Gdy w 1954 r. zwolniła się posada komendanta zawodowej straży w Przemyślu, objął to stanowisko. Straż miesiła się przy ul. Wodnej. W latach 1957-59 zbudowano nową siedzibę i dostał tam mieszkanie służbowe.
[01:58:25] W latach 1963-68 studiował zaocznie na Uniwersytecie Jagiellońskim i uzyskał tytuł magistra prawa. Gdy w 1975 r. nastąpiła reorganizacja województw, został komendantem wojewódzkim Straży. Podlegały mu placówki w Przemyślu, Jarosławiu, Przeworsku i Lubaczowie. Księgowość mieściła się w Przemyślu i stąd rozwożono pobory. W 1991 r. przeszedł na emeryturę. W sierpniu 1960 r. wziął ślub w przemyskiej katedrze. Przyjęcie odbyło się w siedzibie Straży Pożarnej.
[koniec samodzielnej relacji – świadek odpowiada na pytania]
[02:01:00] Przedstawienie rodziców: Stefanii i Piotra. Boh. miał siostry: Zofię, Marię i Weronikę. Brat Władysław zmarł w Teheranie. Zofia i Maria były „pestkami” i po wojnie zostały w Anglii.
[02:02:40] 1 września 1939 boh. widział z Pikulic bombardowanie Przemyśla. Polacy strzelali do samolotów niemieckich z Tatarskiej Góry, ale nie trafili. 14 września wysadzono główny most, boh. widział czarny dym. Następnego dnia przyszli Niemcy. 27 września kompania ponad stu polskich kawalerzystów wjechała do lasku za strzelnicą i tam żołnierze się rozbroili. Konie rozsiodłano i puszczono luzem. Żołnierze poszli w kierunku lasów bieszczadzkich. Mieszkańcy wsi łapali konie. Ojciec i brat też przyprowadzili konia. Na drugi dzień przyszli Ukraińcy i zabrali wszystkie wojskowe konie. Ojciec nie został zmobilizowany z powodu wieku.
[02:06:06] W czasie okupacji boh. pomagał w gospodarstwie i chodził do szkoły. W Przemyślu mieszkało wielu Żydów, boh. nie miał z nimi styczności. Rosjanie wycinali las i budowali schrony. Jeden powstał na polu należącym do rodziny i jesienią mieszkało tam trzech żołnierzy.
[02:08:44] Deportacja w lutym 1940 była zaskoczeniem. Po wyjeździe w domu mieszkał Ukrainiec. W czasie załadunku do wagonów nikt z mieszkańców miasta tam nie podchodził, ponieważ stały posterunki sowieckie. Ludzie w wagonie modlili się i śpiewali pieśni religijne. Budynek, w którym zakwaterowano zesłańców, stał w środku gęstego lasu. Zesłańcom nie wolno się było oddalać. Dorośli chodzili do pracy w lesie a dzieci i starsi zostawali w baraku. Święta Bożego Narodzenia w Tatiszczewie.
[02:13:20] Gdy odpływano z Krasnowodzka, nie wiedziano, że to ostatni transport. Ci, którzy zostali, poszli potem do armii Berlinga. Na pokład statku wchodzono po schodkach, nie wyczytywano wcześniej żadnych nazwisk. Brat zmarł w szpitalu w Teheranie, była przy nim matka i boh. od niej się o tym dowiedział. Boh. nie chciał wracać do kraju i był przygnębiony, wiedział, do jakiej Polski jedzie.
więcej...
mniej
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Warszawie
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Pon. - Pt. 8:00 - 16:00
(+48) 22 182 24 75
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Wt. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Ta strona wykorzystuje pliki 'cookies'. Więcej informacji
W Archiwum Instytutu Pileckiego gromadzimy i udostępniamy dokumenty w wersji cyfrowej. Zapisane są w nich losy obywateli polskich, którzy w XX wieku doświadczyli dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego. Pozyskujemy kopie cyfrowe dokumentów, których oryginały znajdują się w zbiorach wielu instytucji polskich i zagranicznych, m.in.: Bundesarchiv, United Nations Archives, brytyjskich National Archives i polskich archiwów państwowych. Budujemy w ten sposób centrum wiedzy i ośrodek kompleksowych badań nad II wojną światową i podwójną okupacją w Polsce. Dla naukowców, dziennikarzy, ludzi kultury, rodzin ofiar i świadków zbrodni oraz wszystkich innych zainteresowanych historią.
Prosimy zapoznać się z polityką prywatności. Korzystanie z serwisu internetowego oznacza akceptację jego warunków.
Portal internetowy archiwum.instytutpileckiego.pl prezentuje pełny katalog naszych zbiorów. Pozwala się po nich poruszać z wykorzystaniem funkcji pełnotekstowego przeszukiwania dokumentów. Zawiera także opisy poszczególnych obiektów. Z treścią dokumentów zapoznać się można tylko w czytelniach Biblioteki Instytutu Pileckiego w Warszawie i w Berlinie, w których nasi pracownicy służą pomocą w przypadku pytań dotyczących zbiorów, pomagają użytkownikom w korzystaniu z naszych katalogów internetowych, umożliwiają wgląd do materiałów objętych ograniczeniami dostępności.
Niektóre dokumenty, np. te pochodzące z kolekcji Bundesarchiv czy Ośrodka Karta, są jednak objęte ograniczeniami dostępności, które wynikają z umów między Instytutem a tymi instytucjami. Po przybyciu do Biblioteki należy wówczas dopełnić formalności, podpisując stosowne oświadczenia, aby uzyskać dostęp do treści dokumentów na miejscu. Informacje dotyczące ograniczeń dostępu są zawarte w regulaminie Biblioteki. Przed wizytą zachęcamy do zapoznania się z zakresem i strukturą naszych zasobów archiwalnych, bibliotecznych i audiowizualnych, a także z regulaminem pobytu i korzystania ze zbiorów.
Wszystkich zainteresowanych skorzystaniem z naszych zbiorów zapraszamy do siedziby Instytutu Pileckiego przy ul. Siennej 82 w Warszawie. Biblioteka jest otwarta od poniedziałku do piątku w godzinach 8–16. Przed wizytą należy się umówić. Można to zrobić, wysyłając e-mail na adres czytelnia@instytutpileckiego.pl lub dzwoniąc pod numer (+48) 22 182 24 75.
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie znajduje się przy Pariser Platz 4a. Jest otwarta od wtorku do piątku w godzinach 10.30–17.30. Wizytę można odbyć po wcześniejszym umówieniu się, wysyłając e-mail na adres