Barbara Wirkijowska (ur. 1935, Ołyka), zootechnik, wieloletnia pracowniczka Państwowej Stadniny Koni w Stubnie. Jej ojciec Tadeusz Kotowicz-Eysmont (1906-1971) pracował jako guwerner u księcia Edmunda Ferdynanda Radziwiłła w jego zamku w Ołyce, był tam także prezesem Związku Strzeleckiego. Miała trzy siostry: Krystynę (ur. 1922), Annę (ur. 1924) oraz Elżbietę (ur. 1941). Po zajęciu Ołyki przez Rosjan w 1939 r. rodzina Kotowiczów-Eysmontów musiała wyprowadzić się z zamku, przyjęła ich do siebie żona sędziego Noska w swoim mieszkaniu w centrum Ołyki. Udało im się uniknąć wywózki na Syberię w 1940 roku, ale musieli przeprowadzić się do pobliskiego Cumania, gdzie przyjęła ich znajoma Ukrainka. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. i zajęciu tych terenów przez III Rzeszę, Tadeusz Kotowicz-Eysmont wrócił do pracy na ołyckim zamku, był tam tłumaczem i buchalterem. Zimą 1941-1942 odmroził sobie woreczki łzowe i zachorował poważnie na oczy, konieczna była operacja. Otrzymał od Niemców zezwolenie na wyjazd do Generalnej Guberni. Pojechał tam z córkami, żona Maria została jako zakładniczka – gdyby nie wrócił, miała trafić do obozu. Jeszcze przed wyjazdem z Wołynia, Barbara Wirkijowska była świadkiem zbrodni na ludności żydowskiej oraz ataków ukraińskich nacjonalistów. Tadeusz Kotowicz-Eysmont z córkami wyjechał z Łucka pociągiem transportującym rannych niemieckich żołnierzy z frontu wschodniego. Przez Chełm dojechali do Opoczna, gdzie zatrzymali się u Stanisławy Nojek (z domu Kowalska, siostra Marii Kotowicz-Eysmont). Jej mąż Stefan Nojek był z pochodzenia Niemcem, prowadził gręplarnię w Opocznie, miał także warsztat tkacki. Druga siostra mamy, Bronisława, wyszła za mąż za Austriaka Straucha, który z kolei prowadził w Opocznie farbiarnię. Tutaj Barbara Wirkijowska z siostrami i ojcem mieszkała do końca wojny, była świadkiem wejścia Armii Czerwonej. Jej mama Maria Kotowicz-Eysmont trafiła na pewien czas do obozu niemieckiego (skutek niewywiązania się jej męża z obietnicy powrotu na Wołyń), ale udało jej się uciec i dołączyła do rodziny w Opocznie. Po wojnie Kotowiczowie mieszkali w Opocznie, Barbara Wirkijowska spędzała dużo czasu u wujka Jana Kowalskiego (brat mamy) w Brzuśnie, gdzie był tartak i młyn. Tam uczyła się opieki nad zwierzętami, poznała także podstawy kowalstwa. Po pewnym czasie przeprowadzili się w okolice Ostrowa Wielkopolskiego – ojciec otrzymał posadę w Gminnej Spółdzielni w Odolanowie, a starsza siostra była pielęgniarką w szpitalu w Ostrowie Wielkopolskim. Barbara Wirkijowska chodziła do szkoły i pomagała w gospodarstwie we wsi Tarchały Wielkie. Otrzymała stamtąd rekomendację do nauki w Technikum Rolniczym w Środzie Wielkopolskiej (obecnie Zespół Szkół Rolniczych). Uczyła się tam w latach 1949-1954 . Po zdaniu matury, na podstawie nakazu pracy, trafiła na stanowisko zootechnika do Państwowej Stadniny Koni w Stubnie. Pracowała tam do emerytury, pełniła także obowiązki weterynarza (mimo braku formalnego wykształcenia w tym zakresie). 4 października 1956 r. wyszła za mąż za Kazimierza Wirkijowskiego ze Stubna (w latach osiemdziesiątych był działaczem Solidarności Rolników Indywidualnych, internowany w Uhercach po wprowadzeniu stanu wojennego), ma dwóch synów: Wojciecha (ur. 1958) i Piotra (ur. 1960, mieszka w USA, jest malarzem i konserwatorem zabytków). Źródła: Monitor Wołyński (https://monitorwolynski.com/pl/news/3374-25512 – dostęp: 07.11.2025), wywiad własny.
mehr...
weniger
[00:00:07] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1935 r. na Wołyniu.
[00:00:30] Boh. od dziecka lubiła zwierzęta i wieś – marzenia. Babcia miała majątek Rosochy na Podolu. Po wojnie boh. chciała, by ojciec pojechał na zachód i zajął jakieś gospodarstwo.
[00:01:40] Ojciec był guwernerem u Habsburgów, uczył też u Radziwiłłów w Nieborowie. Gdy jego uczniowie poszli na studia, został przeniesiony na zamek księcia Edmunda Radziwiłła w Ołyce. Tam się urodziła boh. – kościół i sklepiki w centrum miasta. Wspomnienie sklepikarki pani Weissowej i kupowanych u niej cukierków. Boh. dostała od niej lizaka i zapamiętała ten gest. Niemcy już byli w Ołyce, boh. słyszała strzały i myślała, że ktoś strzela do wron. W niedzielę chciała iść do kościoła i do sklepiku pani Weissowej – odpowiedź matki, że pani Weissowa jest w niebie. Potem zrozumiała, że Żydzi zostali rozstrzelani.
[00:06:56] Zaczęły się mordy ukraińskie, rodzina przeżyła, bo ojciec zachorował i musiał jechać do lekarza. Gubernator Wołynia dał mu przepustkę. Ojciec zabrał boh., Haneczkę i najmłodszą córkę Elżbietkę, która miała wtedy 2 lata – wyjazd razem z transportem rzeczy po Żydach, który z Ołyki jechał do Łucka.
[00:08:08] Po egzekucji Żydów boh. nie była a ni razu w kościele, nie widziała też zamkniętego sklepu pani Weissowej. Jako dziecko nie rozumiała, co się stało.
[00:08:36] Boh. była urwisem i matka przepowiadała jej tragiczną śmierć. Rodzice dostali od Radziwiłłów obraz Jezusa, który wodzi wzrokiem za tym kto na niego patrzy. Matka kazała jej uklęknąć przed obrazem i nauczyła córkę modlitwy do Opatrzności Bożej – scedowanie na Pana Boga opieki nad boh., która potrafiła pójść do sąsiedniej Brzuśni i buszować w sadach. Na defiladzie odczytano Manifest Lipcowy – reakcja matki na informację o darmowych szkołach.
[00:11:15] Boh. nie pamięta imion państwa Weissów i nie wie czy mieli dzieci. Znajoma matki została zastrzelona, gdy przerzucała chleb przez płot getta w Ołyce. Przez jakiś czas w domu boh. mieszkała sędzina Noskowa, ale pewnego dnia zniknęła. Ojciec wszystkich ludzi traktował tak samo, w domu były służące Ukrainki, matka uczyła je czytania i pisania po polsku. Zdrobnienie imienia matki boh.
[00:14:27] Ojciec urodził się w Odessie, dziadek Kotowicz był tam konsulem. Ojciec mówił, że dziadek wydał paszport Sienkiewiczowi, który potem napisał „W pustyni i w puszczy”. Dziadek zmarł w Odessie i tam został pochowany. Ojciec zmienił swój akt urodzenia i przed rewolucją wyjechał do ciotki Nehrebekowej mieszkającej w Warszawie. Jej mąż prof. Nehrebek jest opisany w „Przedwiośniu”.
[00:17:26] W bramie zamku w Ołyce stała warta. Ksiądz [Stanisław] Woronowicz przychodził do ojca na brydża, dla boh. miał słodycze. Przy wartowni były resztki mostu zwodzonego, była też zarośnięta fosa zarośnięta – system napełniania jej wodą. Pewnego dnia boh. wyszła poza teren zamku i postanowiła iść fosą do księdza Woronowicza po cukierki. W łozinie usłyszała, że ktoś mówi po ukraińsku i przestraszyła się, że zostanie zamordowana. Ukryła się i zasnęła. Obudził ją niemiecki wilczur, potem ktoś odprowadził ją do zamku. Z tej przygody najbardziej zapamiętała psa. [+]
[00:24:16] Wspomnienie wyjazdu z Ołyki razem z transportem rzeczy, prawdopodobnie po Żydach – ochronę transportu stanowili uzbrojeni motocykliści. Na stacji wszystko załadowano do wagonów, boh. z ojcem i siostrami była w pierwszym wagonie za lokomotywą. Kolejarze rozmawiali po polsku. W wagonie były napisy zostawione przez zesłańców jadących na Syberię, ojciec robił notatki. Skład miał wiele wagonów, pociąg co jakiś czas zatrzymywał się, przodem jechała drezyna, jej obsługa sprawdzała, czy nie ma min. Pociągiem jechali ranni żołnierze niemieccy.
[00:28:08] Była wiosna, kwitły kaczeńce i kaszka. Na postoju ranni płukali bandaże w strumieniu, dalej były mokradła. Boh. zeszła na łąkę po kwiatki, a potem, gdy pociąg dał sygnał do odjazdu, nie mogła się wdrapać na wysoki nasyp – jego konstrukcja. Gdy wyszła na górę, pociąg już jechał – pomoc niemieckich żołnierzy, jeden z nich wciągnął ją do wagonu. Na stacji ojciec odebrał córkę.
[00:34:47] W Brzuśni był młyn i tartak – turbina wodna i lokomobila. Gdy siostra cioteczna Marysia rozwieszała pranie, boh. zauważyła, że na drodze jest dużo Niemców. Z krzaków ktoś zapytał Marysię o chleb, boh. zobaczyła, że to ubrany na zielono mężczyzna z biało-czerwoną opaską i orzełkiem na czapce. Był to pierwszy widziany w czasie okupacji partyzant polski.
[00:39:00] Boh. z dwójką innych dzieci ukryła się w łubinach i patrzyła na Niemców. Żołnierze zatrzymali człowieka, który na patyku niósł buty z cholewami. Mężczyzna pokazał żołnierzom, że jest głuchoniemy, ale gdy odwrócił się na „Halt!”, został zastrzelony. Ucieczka dzieciaków – komentarz wuja. Do domu przyszli Niemcy i zebrali robotników z młyna – reakcja boh. na pytanie o partyzanta.
[00:45:30] W czasie manifestacji 22 lipca w 1947 r. boh. zapytała siostrę Krysię, kim będzie i dowiedziała się, że siostra chce być lekarzem. Hanka chciała tańczyć w „Mazowszu”, ale miała platfusa. Boh. powiedziała, że chciałaby mieć gospodarstwo, by jej dzieci nie głodowały.
[00:47:19] W Brzuśni był tartak i młyn, który należał do wuja Janka Kowalskiego, brata matki. Wuj miał troje dzieci: Tadka, Wojtka i Marysię oraz żonę ciotkę Felicję. Wszyscy bracia matki: Józef, Jan i Marian byli młynarzami. Matka miała też dwie siostry: Bronię i Stasię. Ojcowizna Kowalskich byłą w Brzuśni. Tam boh nauczyła się doić krowy, podkuwać konie, bronować, kultywatorować.
[00:49:37] W niedzielę do kościoła jeżdżono wolantem zaprzężonym w parę koni. Młyn pracował dzień i noc, wuj najmował ludzi do pracy. W jego gospodarstwie była elektryczność. Opinia na temat zdolności wuja i jego syna Wojtka – wóz z kołami od niemieckiej armatki. Nabyte w Brzuśni umiejętności przydały się boh. w technikum, żaden z chłopaków w klasie nie potrafił podkuć konia, a ona to zrobiła. Najszybciej w klasie doiła krowę i nauczyciel dziwił się, że rodzina nie ma gospodarstwa. Boh. skończyła szkołę celująco i nie dostała nakazu pracy. Otrzymała talon i list polecający do ministra [rolnictwa], był nim wtedy [Jan] Dąb-Kocioł.
[00:53:42] W latach 60. boh. i jej mąż pojechali „Żukiem” po grzejniki do huty w Stąporkowie. Po drodze wstąpili do Brzuśni – reakcja na widok podupadłego gospodarstwa. Młynem zajmował się Tadeusz [Kowalski], a Wojtek przejął tartak. Położenie wsi Brzuśnia.
[00:56:40] Ojca [w czasie wojny] wypuszczono z Ołyki na operację do Warszawy. Matka i siostra Krysia zostały jako zakładniczki. Gdyby ojciec nie wrócił, matka miała trafić do obozu i tak się stało. Uniknęła śmierci, bo Niemcy potrzebowali kucharki dla oficerów. Matka zgłosiła się, a jako pomocnicę wzięła córkę – okoliczności ucieczki podczas robienia zakupów do obozowej kuchni. Kolejarz wsadził matkę i siostrę do wagonu z deskami, podróż trwała długo, boh. nie poznała potem matki.
[01:00:36] Boh. żyje dzięki opatrzności Bożej – stan zapalny po ciąży pozamacicznej. Boh. miała niedobrego męża, jego matka i babcia mówiły, że to „hitlerowiec” – przemoc w rodzinie, „ja wiedziałam, że w końcu Bóg straci cierpliwość”. Stan zdrowia boh.
[01:02:04] Ojciec z córkami dojechał do Opoczna i poszedł do ciotki Stasi Nojek, której mąż był z pochodzenia Niemcem. Wuj Nojek miał gręplarnię i tkalnię. W czasie okupacji ubierano się w wełniaki – usługi wuja. Mąż ciotki Broni Strauch był z pochodzenia Austriakiem, zajmował się farbowaniem wełny i farby sprowadzał z Meksyku. Gdy wuj Strauch chorował, boh. nosiła mu jabłka. Matka wyszła za Kotowicza, guwernera u Radziwiłłów, Czetwertyńskich i Dzieduszyckich. Boh. znała hrabiego Dzieduszyckiego. Ojciec miał dwie lewe ręce do prac domowych, ale znał kilka języków. W domu był album ze zdjęciami Habsburgów, Radziwiłłów, Sapiehów.
[01:09:20] Kwestia przebiegu rury z gazem. Mąż należał do „Solidarności” rolników i rodzinę prześladowano. Jego krewni byli na Syberii. Boh. miała jechać na studia do Odessy, ale nie chciała studiować w Związku Radzieckim. W pierwszym dowodzie osobistym miała ZSRR jako miejsce urodzenia – reakcja urzędnika na jej protest.
[01:13:45] Zamieszkano w Opocznie u ciotki Stasi Nojkowej, po drugiej stronie ulicy było UB. W czasie okupacji boh. widziała zastrzelenie dwóch Żydów, którzy chcieli dojść do rzeki.
[01:16:32] Pewnego dnia przez megafony ogłoszono, że w Opocznie będzie kocioł i mieszkańcy mają opuścić miasto. Była zima, boh. zaproponowała siostrom Krysi i Marysi, by zabrały prześcieradło, którym można się przykryć na śniegu. Marysia ją poparła i dziewczyny wzięły prześcieradło. Reszta rodziny została w piwnicy przy farbiarni. Dziewczyny szły drogą w kierunku „zameczka” – ucieczka ludzi z Opoczna. Nadleciały samoloty, dziewczyny uciekły z wąwozu na górę i położyły się w bruzdach – bombardowanie ludzi i zwierząt znajdujących się na drodze w wąwozie. Dziewczyny ukryły się w murowanej stajni, siostra Krysia modliła się – uderzenie pocisku w róg budynku. [+]
[01:23:16] Dziewczyny wróciły do Opoczna. Boh. chciała iść do domu ciotki Nojkowej. Na wjeżdżającym do miasta czołgu siedziały kobiety „Moskalki” z pepeszami. Czołgi jechały ulicą miażdżąc trupy, hełmy, broń. Boh. nie chciała przejść przez ulicę po rozjeżdżonych wnętrznościach, gdy się cofała upadła na zwłoki żołnierza, któremu ktoś już ściągnął buty. Ze strachu nie mogła się podnieść, a jej towarzyszki śmiały się. Refleksje na temat współczesnej wojny na Ukrainie. Głód [po wyzwoleniu] – jedzenie koniny. [+]
[01:29:25] Mąż o mało nie zabił boh., lekarka zobaczyła ją po latach i zdziwiła się, że przeżyła, choć tak była zmasakrowana.
[01:30:10] Do gospodarstwa w Brzuśnie przyszedł bandyta w masce „tlenowej”, by wuj go nie rozpoznał. Bandyta chciał pieniędzy mówiąc, że wojsko ludowe ich potrzebuje, chyba synowie wuja go „załatwili”.
[01:32:00] W czasie defilady 22 lipca matka cieszyła się, że różne rzeczy będą za darmo i skończy się wyzysk – reakcja ojca, który wspomniał o Katyniu, gdzie zginęło kilku jego kolegów. Boh. nie chciała jechać na studia do Odessy. Opinia na temat Putina. Stosunek do aborcji, do domów starców, w których stosuje się eutanazję. Wspomnienie pobytu w szpitalu. Łzy ludzkie jak kamienie – refleksje. Współczesna Polska – dywagacje, w opinii boh. Polska to Mesjasz narodów. Wiara w Opatrzność Bożą i sąd Boży.
[01:39:10] Boh. chodziła do szkoły podstawowej w Opocznie. Siostra mieszkająca w Ostrowie Wielkopolskim była pielęgniarką i zaocznie studiowała medycynę, boh. pilnowała jej syna Jacka i uczyła się w szkole wieczorowej. Wcześniej chodziła do szkoły w Odolanowie – prowadzenie banderii konnej. Dowiedziała się, że w Racocie powstała szkółka jeździecka i napisała list do dyrektora. Złożyła podanie do technikum rolniczego w Środzie Wielkopolskiej, ale trzeba było zapłacić wpisowe do szkoły. Ojciec nie dał jej pieniędzy. Boh. pojechała na egzamin, pieniądze na pociąg dała jej siostra Krysia, i zdała go.
[01:46:08] Boh. lubiła obserwować rośliny i owady. Miała oswojoną białą mysz, z którą chodziła do szkoły, „tylko zaczęłam myszami śmierdzieć”. Podejście do psów, koni, krów. Szkoła w Środzie miała swoje gospodarstwo i była samowystarczalna – przetwory, wędliny. Ranga szkoły rolniczej w Dublanach, tę szkołę skończył dyrektor placówki w Środzie. Boh. zdała celująco egzamin do szkoły, ale nie miała na wpisowe, nie miała też za co wrócić do domu. Dyrektor przyznał jej stypendium, internat oraz miejsce na turnusie dla uczniów, którzy po skończeniu pierwszej klasy pracowali latem w gospodarstwie. Boh. pracowała i była w swoim żywiole – pochwały dyrektora. [+]
[01:56:06] Boh. była najlepszą uczennicą w szkole. Zespół artystyczny prowadziła artystka z „Mazowsza”. W czasie wojny w Korei w szkole było czterech Koreańczyków, jeden szybko wyjechał, bo jego ojciec zginął. Boh. nauczyła tańczyć jednego z chłopaków, Coja Kukuriuna – taniec w opadającej spódnicy.
[01:58:24] W 1939 r. do Ołyki przyszli Rosjanie. Rodzina boh. miała zostać wywieziona na Sybir. Sowieci wywieźli inteligencję z pałacu, a także rodzinę stolarza, Austriaka, pana Schmaussa. Nocą pod dom podjechały sanie, zapakowano na nie cały dobytek, w tym meble i pojechano do Cumania. Był tam duży tartak i ojciec zaczął tam pracować jako księgowy. Rodzina zamieszkała w połowie chałupy należącej do Ukraińca. Boh. spała na piecu. Życie w Cumaniu zakończył atak Niemiec na ZSRR – bombardowanie niemieckie. Pewnego dnia przyjechał wóz z Ołyki i rodzina wróciła do zamku. Gdyby tak się nie stało, Ukraińcy by ich zamordowali. W tartaku w Cumaniu zamordowano znajomego leśniczego.
[02:02:40] Boh. wyjechała do szkoły w Środzie Wielkopolskiej i przez dwa lata nie pojechała do domu, nawet na święta. Dorabiała rysując pomoce naukowe, np. przeciętego królika z opisem wnętrzności. Zaliczyła dwuletni kurs weterynarii, robiła sekcję zwierząt. W latach 50. w Stubnie nie było weterynarza ani lekarza. Gdy tu przyjechała, to myślała, że jest w innym kraju, „tutaj ludzie robili tak, jak za króla Ćwieczka”. Buraki cukrowe kopali ręcznie. Boh. pracowała jako zootechnik w stadninie.
[02:05:08] Boh. była w Warszawie – odmowa wyjazdu na studia do ZSRR, zamieszanie w urzędzie. W Centralnym Związku Hodowców Koni spotkała się z dyrektorem i prosiła o pracę w stadninie. Okazało się, że to dawny dyrektor stadniny w Racocie, [Stanisław] Kurowski, do którego kilka lat wcześniej napisała list. Dyrektor pokazał jej mapę Polski i mogła sobie wybrać stadninę. Boh. chciała być blisko Bieszczad – wybór stadniny w Stubnie, „tam gdzie diabeł dobranoc powiedział”.
[02:12:48] Wspomnienie prowadzenia banderii w czasie uroczystości – dyplom pamiątkowy. Boh. jechała na ogierze, który potem zrzucił swojego właściciela. Kwestia nagrody pieniężnej za banderię. Boh. codziennie jeździła na ogierze rozpłodowym – konieczność ruchu konia. Ojciec był prezesem Spółdzielni Samopomoc Chłopska, pewnego dnia przyjechał z matką, która zobaczyła córkę na koniu i przestraszyła się – skok przez niewielką przeszkodę. Właściciel konia pozwolił boh. pojechać na nim w czasie święta ludowego. Na manifestację przyszło dużo ludzi, grała orkiestra kolejowa. Boh. siedziała na koniu ubrana w strój krakowski i gumowce lakierki, z braku odpowiednich butów z cholewami. Koń miał elegancki, królewski rząd – siodło wybijane mosiężnymi aplikacjami, strzemiona ozdobne, napierśnik z guzem i pomponem, ogłowie z gwiazdą mosiężną i ozdobny munsztuk – jego funkcja. Boh. nigdy później nie widziała takiego rzędu końskiego. Po tym występie była uwielbiana w szkole jak jakaś primabalerina. Były jeszcze wyścigi, ale boh. nie chciała startować.
[02:24:22] Boh. przez dwa lata uczyła się w technikum. Siano grabiono grabarką konną, boh. jeździła na niej całe lato i tak dorabiała. Dopiero potem pojechała do domu.
[00:25:18] Boh. dostała pracę w Stubnie. Na Boże Narodzenie sprzedawano robotnikom warchlaki. Boh. zaproponowała księgowej Barbarze Sypule zakup na spółkę. Pan Dąbrowski zrobił wędliny i podzielono się. Boh. pożyczyła walizkę i zabrała wyroby wędliniarskie jadąc do rodziny. W Tarnowie była przesiadka, na stacji podszedł do niej milicjant z psem, który wąchał walizkę. Boh. powiedziała mu, co wiezie, a milicjant zabrał ją na posterunek. Tam na stole leżały skonfiskowane połcie słoniny, a obok siedziałby baby, handlarki. Boh. zrobiła awanturę na posterunku i milicjant odprowadził ją na pociąg – scena na stacji. [+]
[02:35:10] Po świętach boh. musiała wrócić do pracy. Milicja z powiatu w Radymnie nie dała zgody na zabawę sylwestrową. Dyrektor [Marek] Roszczynialski zrobił zebranie w pałacu i poinformował pracowników o sytuacji.
[02:37:10] Boh., młodą pracownicę, lekceważono. Dokonywano kradzieży na jej oczach – podbieranie lucerny dla cieląt. Przyszedł anonim, że „chlewniomistrz” z PGR w Kalnikowie kradnie jedzenie przeznaczone dla loch. Boh. zgłosiła to dyrektorowi Roszczynialskiemu i chciała tę sprawę zbadać – „mówienie” poszkodowanych świń. W porze karmienia boh. pojechała do Kalnikowa – rozmowa z pracownikiem, Ukraińcem z pochodzenia. Reakcja głodnych świń na stukanie wiadrami. [+]
[02:45:12] Na zebraniu w sprawie zabawy nikt z pracowników się nie odezwał. Drogi były zawiane śniegiem i nikt nie chciał jechać do Radymna oddalonego o 15 km. Boh. zgłosiła się i pojechała konno – stan drogi. Sekretarz Gminy Radymno pochodził ze Stubna, boh. zatrzymała się u niego – załatwienie sprawy. Po latach syn namalował obraz, matkę jadącą konno przez zaspy. Przed wyjazdem musiała podpisać dokument, że jedzie na własną odpowiedzialność. Potem zmienił się stosunek miejscowych do boh.
[02:50:43] Boh. zajmowała się zwierzętami w pięciu PGR-ach. Każdy narodzony cielak musiał zostać zapisany, a jego umaszczenie odmalowane na specjalnej formie. W samym Stubnie było ok. 600 sztuk bydła. Raz w miesiącu trzeba było zrobić udój kontrolny. Boh. zakładała licencje krów, do tego były potrzebne pomiary ilości dawanego mleka. Boh. była i jest kinomanką, obecnie ogląda serial [turecki] „Dziedzictwo”. Do Stubna przyjechało kino objazdowe i w pałacu miał być wyświetlony film. Boh. była na kontroli mleczności w gospodarstwie w Kalnikowie i bardzo się śpieszyła – szybki udój. Wspomnienie drogi z Kalnikowa i galopu w ciemności. „I naraz koń się skończył, nie ma konia” – upadek na tłuczeń do budowy drogi. Koń wpadł do dużego dołu, boh. nie mogła zdjąć siodła. Szła do mostu płacząc, usłyszała, że ktoś nadjeżdża, ale to był koń, który sam wyszedł z dołu.
[02:59:58] Jesienią boh. wracała z Kalnikowa i na zakręcie w Stubnie o mało nie wpadła na rowerzystę, który ją zwyzywał – wymiana zdań. Rowerzysta został później mężem boh.
[03:01:17] Boh. zdała maturę i dostała propozycję studiów w Odessie – blef, że jest w ciąży. Porównanie polskich żołnierzy i Rosjan z 1939 r. – smród dziegciu. Nikt nie chciał pracować w Stubnie, ale boh. wybrała to miejsce – zacofanie we wsi.
mehr...
weniger
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Mo. - Fr. 8:00 - 16:00 Uhr
(+48) 22 182 24 75
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Berlin
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Diese Seite verwendet Cookies. Mehr Informationen
Das Archiv des Pilecki-Instituts sammelt digitalisierte Dokumente über die Schicksale polnischer Bürger*innen, die im 20. Jahrhundert unter zwei totalitären Regimes – dem deutschen und sowjetischen – gelitten haben. Es ist uns gelungen, Digitalisate von Originaldokumenten aus den Archivbeständen vieler polnischer und ausländischer Einrichtungen (u. a. des Bundesarchivs, der United Nations Archives, der britischen National Archives, der polnischen Staatsarchive) zu akquirieren. Wir bauen auf diese Art und Weise ein Wissenszentrum und gleichzeitig ein Zentrum zur komplexen Erforschung des Zweiten Weltkrieges und der doppelten Besatzung in Polen auf. Wir richten uns an Wissenschaftler*innen, Journalist*innen, Kulturschaffende, Familien der Opfer und Zeugen von Gräueltaten sowie an alle an Geschichte interessierte Personen.
Das Internetportal archiwum.instytutpileckiego.pl präsentiert unseren Bestandskatalog in vollem Umfang. Sie können darin eine Volltextsuche durchführen. Sie finden ebenfalls vollständige Beschreibungen der Objekte. Die Inhalte der einzelnen Dokumente können Sie jedoch nur in den Lesesälen der Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau und Berlin einsehen. Sollten Sie Fragen zu unseren Archivbeständen und dem Internetkatalog haben, helfen Ihnen gerne unsere Mitarbeiter*innen weiter. Wenden Sie sich auch an sie, wenn Sie Archivgut mit beschränktem Zugang einsehen möchten.
Teilweise ist die Nutzung unserer Bestände, z. B. der Dokumente aus dem Bundesarchiv oder aus der Stiftung Zentrum KARTA, nur beschränkt möglich – dies hängt mit den Verträgen zwischen unserem Institut und der jeweiligen Institution zusammen. Bevor Sie vor Ort Zugang zum Inhalt der gewünschten Dokumente erhalten, erfüllen Sie bitte die erforderlichen Formalitäten in der Bibliothek und unterzeichnen die entsprechenden Erklärungsformulare. Informationen zur Nutzungsbeschränkung sind in der Benutzungsordnung der Bibliothek zu finden. Vor dem Besuch empfehlen wir Ihnen, dass Sie sich mit dem Umfang und Aufbau unserer Archiv-, Bibliotheks- und audiovisuellen Bestände sowie mit der Besucherordnung und den Nutzungsbedingungen der Sammlung vertraut machen.
Alle Personen, die unsere Bestände nutzen möchten, laden wir in den Hauptsitz des Pilecki-Instituts, ul. Sienna 82 in Warschau ein. Die Bibliothek ist montags, dienstags und freitags von 8 bis 16 Uhr und mittwochs und donnerstags von 8 bis 19.30 Uhr geöffnet. Bitte melden sie sich vor Ihrem Besuch per E-Mail: czytelnia@instytutpileckiego.pl oder telefonisch unter der Nummer (+48) 22 182 24 75 an.
In der Berliner Zweigstelle des Pilecki-Instituts befindet sich die Bibliothek am Pariser Platz 4a. Sie ist von Dienstag bis Freitag von 10.30 bis 17.30 Uhr geöffnet. Ihr Besuch ist nach vorheriger Anmeldung möglich, per E-Mail an bibliothek@pileckiinstitut.de oder telefonisch unter der Nummer (+49) 30 275 78 955.
Bitte lesen Sie unsere Datenschutzerklärung. Mit der Nutzung der Website erklären Sie sich mit ihren Bedingungen einverstanden..