Andrzej Szymański (ur. 1937, Warszawa) we wczesnym dzieciństwie stracił matkę, a podczas powstania warszawskiego ojca, rozstrzelanego przez Niemców. Wychowywał się u wujostwa Stanisławy i Józefa Martyniaków, zamieszkałych na ulicy Targowej na Pradze. W 1956 roku ukończył technikum mechaniki precyzyjnej i rozpoczął pracę w Zakładach Wytwórczych Lamp Elektrycznych im. Róży Luksemburg. W latach 1958-60 odbył zasadniczą służbę wojskową jako radiotelegrafista w marynarce wojennej na Helu. Po wojsku na krótko powrócił do pracy w Zakładach Wytwórczych Lamp Elektrycznych im. Róży Luksemburg, gdzie pracował na wydziale produkcji lamp kineskopowych do pierwszych polskich telewizorów „Wisła” i „Belweder”. W 1961 roku zatrudnił się na stanowisku młodszego konstruktora w Zakładzie Badań i Studiów Teletechniki. W 1964 roku przeszedł do Instytutu Mechaniki Precyzyjnej. W latach 1966-1972 pracował jako technolog w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Radia i Telewizji przy ul. Wałbrzyskiej, a następnie jako konstruktor w Instytucie Elektrotechniki. W 1975 roku podjął pracę na stanowisku konstruktora w Zakładzie Wysokiej Próżni Politechniki Warszawskiej. W 1979 roku wyjechał na rok do Chicago w USA, gdzie pracował w fabryce APCO. W latach 1981-84 prowadził działalność gospodarczą. Od 1985 roku zatrudniony w Zakładach Wytwórczych Urządzeń Telefonicznych (ZWUT) w Warszawie, a od 1987 roku ponownie w Zakładzie Wysokiej Próżni Politechniki Warszawskiej. W latach 1991-92 bezrobotny, potem prowadził działalność gospodarczą. W latach 1994-99 zatrudniony w firmach prywatnych (Dom-Mat, Combud, Paninstal). Od 1998 do 1999 pracował w Instytucie Elektrotechniki jako konstruktor, potem w Komisji Papierów Wartościowych i firmie San-Produkt Toros. Od 1962 roku żonaty z Wandą Dutkiewicz (zm. 2020), ma syna Pawła (od kilkunastu lat w USA).
mehr...
weniger
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonego w 1938 r. w Warszawie.
[00:00:40] Po latach ciotka mówiła mu, że szła ulicą Podchorążych i niosła go na rękach. Boh. pacnął w ramię przechodzącego oficera niemieckiego – reakcja Niemca i ciotki. Gdy jechano ciuchcią do Brzostowca, zsunął się z kolan ojca i poszedł do żołnierzy niemieckich, którzy siedzieli z przodu wagonu – zachowanie ojca i jednego z żołnierzy. Mieszkano na wprost bramy wjazdowej do koszar zajętych przez Niemców, teraz w tym miejscu jest szkoła tysiąclatka. Boh. bawił się na parapecie okna i przedrzeźniał żołnierza stojącego na warcie. Zapomniał o tym i gdy kiedyś znalazł się przy budce wartownika, ten go złapał i chciał mu dać cukierki – reakcja wystraszonego chłopca. Kiedyś ulica Podchorążych dochodziła do Belwederskiej, boh. chodził tam z ojcem i jeździł rowerem po asfalcie. Popisywał się jeżdżąc i zauważyli to oficerowie niemieccy, którzy chcieli mu coś dać – reakcja ojca. Boh. wracał z matką ciuchcią od rodziny mieszkające w Brzostowcu. Na jednej ze stacji Niemcy zawsze robili kipisz w pociągu. Matka miała przy sobie niewielki woreczek z mąką, a synowi dała kawałek słoniny. Podczas rewizji Niemiec nie ruszył dziecka – poczucie bohaterstwa. [+]
[00:06:11] Dziadek zmarł przed powstaniem, matka, ciężko chora na serce, niedługo po nim. Boh. został z ojcem – zachowanie podczas nalotu na miasto, który miał miejsce przed powstaniem.
[00:06:56] 1 sierpnia 1944 była piękna pogoda. Ojciec ubrał się i powiedział synowi, że wychodzi na trzy dni. Wyszedł z łączniczką, która mieszkała w tym samym domu. Trzeciego dnia powstania został rozstrzelany na rogu obecnej ul. Gagarina, jest tam pomnik z nazwiskami ofiar. Potem boh. słyszał od członków rodziny, że ojciec został złapany na Placu Unii, sprowadzono go na dół ulicą Spacerową i rozstrzelano wraz z innymi osobami. Miejsce egzekucji było ok. 700 metrów od domu. O śmierci ojca dowiedziano się 2-3 dni później. Boh. został z młodszą przyrodnią siostrą ojca i babcią. [+]
[00:09:25] Babcia mieszkała w czteropiętrowym budynku przy ulicy, która dziś już nie istnieje. W kamienicy nie było żadnych wygód, kran z wodą był tylko na korytarzu. Tam przebywano około tygodnia. Pewnego dnia zaczęła się strzelanina, boh. widział przez okno postrzelenie powstańca w szyję. Zapamiętał kwiatki rosnące na podwórku. Mieszkańcy gromadzili się przy kapliczce na wspólną modlitwę. Wraz z natarciem Niemców ludzie uciekali, babcia, ciotka i boh. poszli z sąsiadem, który chciał dotrzeć do syna walczącego na Sadybie – zabudowa okolicy.
[00:12:24] Gdy boh. został z ojcem, ten często zakładał elegancki garnitur, kapelusz i brał pakunek. Syn jechał z nim na rowerku. Razem szli do drewnianej budy, w której stały dwie tokarki. Ojciec oddawał pakunek szefowi warsztatu. Po wojnie boh. dowiedział się, że robiono tam broń. Ojciec był tokarzem, przed wojną pracował na lotnisku mokotowskim.
[00:13:55] Uciekając w czasie powstania chciano przeskoczyć na drugą stronę Iwickiej – ostrzeliwanie ulicy z bunkra – jego lokalizacja. Pomidory jako podstawa wyżywienia. Po zmroku udało się przejść przez ulicę i dotrzeć do drugiej ciotki. Tu przebywano ponad tydzień. Pewnego dnia sześcioletni boh. i młodszy od niego syn ciotki usiedli w otwartym oknie i patrzyli, jak wygląda powstanie. Teren był niezabudowany, więc widzieli jadący czołg. Dorośli ich stamtąd zabrali. Jedna z lokatorek przybiegła krzycząc, by ukryć mężczyzn, ponieważ akowcy biorą ich do budowania barykad. Wujek i jeszcze jeden pan ukryli się w piwnicy. [+]
[00:18:20] Ojciec często jeździł z synem na ul. Targową 21 do wujostwa. Wuj był tramwajarzem i chodził w mundurze – legitymacja uprawniająca do poruszania się w czasie godziny policyjnej. Boh. przejeżdżał z wujkiem tramwajem przez getto – wyrzucenie śniadania przez okno. Ciotka opowiadała, że razem z ojcem boh. handlowała tytoniem. Jeżdżono po niego w okolice Lublina. Gdy wracano, natknięto się na łapankę przy ul. Targowej, złapano ojca, który miał przy sobie paczkę z tytoniem. Na szczęście było ciemno i Niemiec nie zorientował się, co jest w paczce. Pewnego dnia wybrano się z wujostwem do kogoś na ul. Towarową. Dojechano do Ronda Waszyngtona i trafiono w środek łapanki. Wuj założył ojcu na głowę swoją czapkę tramwajarską, sam miał swoją przepustkę z pracy. Ojciec został w tramwaju i udawał konduktora. Ludzi zabierano z tramwajów, sprawdzano dokumenty i pakowano do bud. Rodzinie udało się przejść, gdy dojechano na Towarową okazało się, że ojciec już jest u znajomych. Ciotka opowiadała, że gdy mieszkano przy Grenadierów, przyjechał rowerem ojciec boh., wyjął z kieszeni pistolet i powiedział, że uciekł z łapanki. [+]
[00:24:52] W czasie powstania zatrzymano się u ciotki mieszkającej przy ul. Kaszubskiej. Niemcy nacierali w kierunku Wilanowa i przeniesiono się na ul. Czerską. Dokumenty rodzinne, zdjęcia zakopywano. Budynek na Czerskiej stoi do dziś, tam też przebywano przez ok. tydzień. Boh. nie pamięta, co tam jedzono. Później na Sadybie zbierano pomidory z pola. Niemcy strzelali „krowami”, pociskami wypełnionymi fosforem. Przyniesiono na drzwiach kobietę, którą niesiono do szpitala przy Chełmskiej. Potem był ostrzał „krowami” i kobietę znów przyniesiono, ale była poparzona.
[00:27:38] Znajomy dziadka zaproponował przejście na Sadybę. W piwnicy budynku chowano się w jednym miejscu uznając, że tam jest najbezpieczniej. Po wojnie boh. tam był, wszystko stało, a to miejsce było zawalone. W czasie ucieczki znaleziono się po zmroku po drugiej stronie Czerskiej, teren był porośnięty czarnym bzem i tam się ukryto słysząc odgłos żołnierskich butów. W grupie była m.in. ciotka z dwójką małych dzieci.
[00:29:23] Udało się dojść do Czerniakowskiej, a potem na Sadybę do akowców. Uciekinierom oddano oszkloną werandę domu. Boh. chodził po pomidory i czasem do niego strzelano. Chodził też do akowców, oddział liczył kilkanaście osób. Boh. zapamiętał mężczyznę po tracheotomii z rurką w krtani. Jeden z powstańców dał mu znaczek niemiecki ze świecącą swastyką i bawił się tym. Pewnego dnia akowcy zniknęli i cywile zostali sami. Przyszli Niemcy i „wyciągnęli nas jak szczury”, tłum złapanych ludzi szedł jak procesja przez cały Mokotów. Kolumna doszła do wsi – częstowanie pomidorami przez mieszkańców. Okoliczności, w jakich boh. został sam w tłumie ludzi – spotkanie drugiej babci, odnalezienie rodziny. Niemcy spędzili ludzi na dużą polanę, nagle nadleciały dwa kukuruźniki i strażnicy pochowali się. Rodzinie udało się uciec. Kierowano się do Zalesia Górnego, gdzie mieszkali krewni. Znaleziono się na podwórku jakiegoś gospodarstwa, tu boh. namalował smarem osiołkowi paski, by przypominał zebrę. Zobaczył to właściciel zwierzaka – jego reakcja. [+]
[00:36:35] W Zalesiu zatrzymano się u siostry dziadka. W domu były dwa łóżka i uciekinierzy spali na podłodze. Czasem przychodzili Niemcy, którzy stacjonowali w Zalesiu. Był tam nawet jeden czołg. Pewnego dnia przyszli nad ranem – ukrycie mężczyzn pod pierzynami. Niemcy zabrali tylko dziadka, który wrócił wieczorem i okazało się, że kopał rowy. Czasem Niemcy robili posterunek w chałupie i zgarniali z drogi ludzi. Jedna z córek ciotki rozmawiała z nimi, a druga szła na drogę i kierowała ludzi w inną stronę. Wokół były gospodarstwa zajęte przez Niemców – kradzież ziemniaków z pola. Heniek odstraszył Niemca granatem i udało się przynieść kartofle do domu. Boh. czasem siedział pod stołem z psem, pewnego dnia zobaczył, jak Heniek wyjął broń z szuflady. Chłopak wyskoczył z domu i strzelał na wiwat, ponieważ Niemcy uciekali – reakcja kobiet.
[00:42:50] Po wkroczeniu Rosjan boh. zapamiętał wozy wyładowane różnymi rzeczami. Gdy przyszła wiadomość, że Warszawa jest wyzwolona, mężczyźni, w tym wuj, poszli do miasta, by szukać mieszkań. Na rogu Podchorążych i obecnej Gagarina stało kilka domów, które w czasie okupacji zajmowali Niemcy. Tam zajęto dwa mieszkania – powrót do Warszawy. Z domu wychodzono w sierpniu [1944], boh. nie pamięta, jak był ubrany, gdy wracano zimą. Z Domanki koło Zalesia do Warszawy trzeba było iść na piechotę, droga wiodła przez Żabieniec, Piaseczno. Boh. chciał, by dorośli choć na chwilę się zatrzymali – strach, że się zgubi. Na rogu Dolnej i Puławskiej stał czerwonoarmista, który pytał dokąd grupa się kieruje. Wuj zajął umeblowane jednopokojowe mieszkanie z łazienką przy ul. Podchorążych. Było w nim m.in. radio Telefunkena i potem wuj „partyzant” słuchał wiadomości z Zachodu. Wuj po wojnie był kombatantem – odczucia boh. Skutki marszu do Warszawy – zakwasy w nogach. [+]
[00:48:18] Po trzech dniach odpoczynku najmłodsza siostra ojca ruszyła z boh. na Pragę. Most Poniatowskiego był zawalony. Wisła była zamarznięta, ale na deskach na lodzie stali polscy żołnierze, którzy pytali dokąd kto idzie. Na szczęście ciotka była w domu i boh. został u niej – odczucia. W czasie powstania wuj tramwajarz został zabrany z domu przez Niemców i ciotka mieszkała z córką Elą. Syn Bogdan urodził się w 1946 r. Pewnego dnia ciotka ugotowała prażuchę – wspomnienie potrawy. Jednym z najpiękniejszych dni w życiu boh. był ten, w którym wuj wrócił do domu – decyzja, że zostaje u wujostwa. [wzruszenie boh.] [+]
[00:51:55] Po wojnie wuj pracował jako motorniczy tramwaju, był też muzykiem i grał w orkiestrze tramwajarzy. Orkiestra brała udział w uroczystościach odsłonięcia pomnika Czterech Śpiących i boh. tam był. Pierwotnie pomnik stał bliżej poczty. Boh. często jeździł z wujem na koncerty. Po wojnie brakowało muzyków i orkiestra dużo grała, np. w Parku Skaryszewskim. Wuj zachorował w 1952 r.
[00:53:50] Czasem wuj wracał do domu po graniu razem z kolegami, wspomnienie harmonisty, pana Stecia. Żarty robione przez wuja. Kiedyś grano w szkole, młodzież chciała tańczyć boogie woogie, ale tego nie wolno było grać. Orkiestra się ugięła i zagrano, na to wpadł chłopak w zielonej koszuli i czerwonym krawacie, i zakazał gry – postawa wuja. Często grano na Bielanach, jeżdżono tam amerykańskimi samochodami. Boh. poznał przy okazji wiele występujących tam aktorek.
[00:57:05] Wuj [Józef Martyniak] zmarł w styczniu 1953. Czekano na pierwszy tramwaj, by boh. mógł pojechać na Mokotów i zawiadomić rodzinę. Tramwaj dojeżdżał do Placu Zbawiciela, dalej były ruiny i kilka ocalałych budynków. Ciotka Stasia [Stanisława Martyniak] została sama z dwójką własnych dzieci i boh., wtedy poznano co to bieda. Boh. nie chce mówić o zachowaniu pozostałej rodziny.
[01:00:10] Po wojnie zwłoki ojca przeniesiono do grobu rodzinnego na cmentarzu przy Wałbrzyskiej. Obok był zaniedbany grób i wykupiono to miejsce. Boh. skończył technikum i zaczął pracować, więc dołożył się do tego – rodzinne nieporozumienia.
[01:03:55] Boh. skończył Technikum Mechaniki Precyzyjnej i dostał skierowanie do pracy w zakładach im. Róży Luksemburg. Pracował do czasu poboru do wojska. Na komisji wojskowej zaoferowano mu służbę w Marynarce Wojennej. W LOK-u zaproponowano, by skończył kurs motorzystów. Ukończył go z wynikiem celującym i rok później zaczął służyć w Marynarce, w jednostce stacjonującej w Ustce – rady starszego kolegi, który wrócił z wojska. Boh. został konferansjerem zespołu i omijały go zajęcia wieczorami.
[01:07:10] Zaproponowano szkolenie dla nurków i boh. zgłosił się. Wspomnienie koszar w Ustce. Zrobiono badania przyszłych nurków i wybrano siedem osób, w tym boh. Żołnierze byli na poligonie w Wicku Morskim, gdy przyjechał goniec i wezwał nurków do sztabu – wyjazd do Gdyni. Tydzień wcześniej do Ustki przypłynął okręt ratowniczy mający komorę dekompresyjną – jej wygląd. Telefon nie działał i z osobami w środku porozumiewano się za pomocą uderzeń młotkiem – skutki prób ciśnieniowych. Boh. myślał, że nie przeszedł testów, ale mylił się. Wspomnienie pobytu w bazie nurków – profity, cudowne święta Bożego Narodzenia. Co jakiś czas wyjeżdżano na badania specjalistyczne do szpitala Marynarki Wojennej. Boh. dowiedział się, że będzie służył trzy lata i nurkowanie przestało mu się podobać. Okazało się, że kolega Janusz Kułakowski również pracował w zakładach Róży Luksemburg, ale wtedy boh. go nie znał. Na ostatniej komisji kolega ubiegł go mówiąc, że chorował na zapalenie opon mózgowych – decyzja komisji. Powrót do służby czynnej. [+]
[01:13:45] Boh. i kolega nie ćwiczyli kroku defiladowego i nie wzięli udziału w przysiędze. Gdy wrócili na kompanię, wszyscy rekruci mieli już przydziały. Wolny czas wykorzystywano chodząc do kina, na posiłki wychodzono przez okno, ponieważ śnieg zasypał drzwi budynku – incydent z bosmanem. Pewnego dnia kolegę wezwano do sztabu, tam dostał przydział jako sygnalista, boh. miał zostać radiotelegrafistą – sprawdzenie predyspozycji. W rezultacie boh. i kolega Janusz trafili na trwający już kurs dla radiotelegrafistów. Kpt. Zabawa powiedział kursantom, że najlepsi będą mogli wybrać przydziały – motywacja do nauki. Boh. powiedział kapitanowi, że chciałby służyć w Międzyzdrojach w punkcie obserwacyjnym. Na egzaminie był porucznik łącznościowiec z trałowców stacjonujących na Helu, który chciał boh. w swoim zespole. Mimo bardzo dobrych wyników boh. nie pojechał do Międzyzdrojów, a na Hel.
[01:21:40] Pierwszą noc na Helu spędzono na trałowcu. Na drugi dzień miała miejsce zbiórka na falochronie, kapitan rozdzielał marynarzy na okręty. Boh. trafił do głównej radiostacji jako radiotelegrafista. Szkolił się i początkowo słabo mu szło – specyfika nadawania w sieci. Niektórzy koledzy skończyli kurs podoficerski i potem uważali się za fachowców. Pewnej nocy boh. miał czwartą zmianę z kolegą Mirkiem. Pod opieką miał dwie sieci, tzw. dwójkę, gdzie często główną radiostacją była Gdynia, pracowali tam radiotelegrafiści cywile. Drugą sieć należało włączyć o 4 nad ranem i wtedy Hel był przez godzinę stacją główną. W tej sieci była baza na Helu, lotnictwo morskie, baza w Świnoujściu. Tu musieli być dobrzy radiotelegrafiści. Boh. wytłumaczył koledze Mirkowi o co chodzi, ale gdy zaczęła się akcja, kolega pogubił się. Przez słuchawki leżące na stole boh. słyszał co się dzieje i interweniował. Kolega był przez jakiś czas obrażony, ale potem byli najlepszymi kumplami.
[01:27:57] Komendant portu, kmdr [Franciszek] Waśkowski, „rusek”, nie szanował łącznościowców, którzy podlegali pod OWR [Brygada Obrony Wodnego Rejonu Głównej Bazy w Helu]. Markowanie pracy, gdy komendant przychodził do radiostacji. Wspomnienie słabego wyżywienia w stołówce. Pewnego dnia jedzącym marynarzom przygrywała orkiestra, która podlegała komendantowi portu. Boh. i Mirek napisali list w sprawie komendanta do „Żołnierza Wolności” i szefostwa Marynarki Wojennej. Mirek wysłał listy bez podpisu i nie liczono na odzew. Pewnego dnia przyjechał jakiś kapitan z przepustką, który okazał się wysłannikiem „Żołnierza Wolności”. Kapitan rozmawiał z marynarzami. Potem komendant zwołał zabranie komendy portu, w tym czasie boh. miał służbę. Nie krył się z tym, że był autorem listu, ale nic mu nie zrobiono, tylko przez dwa tygodnie musiał chodzić na musztrę. Prowadził ją bosman, który go nie gnębił.
[01:34:20] Drugie spięcie z komendantem portu miało miejsce, gdy udano się na śniadanie i okazało się, że nie ma co jeść. Bosman, szef kuchni, poinformował komendanta o buncie – kary za bunt w wojsku. Komendant przyszedł do bazy, towarzyszył mu drugi oficer, wtedy nie wiedziano, że miał zastąpić Waśkowskiego – sprawdzenie stołówki, na stołach znalazło się to, co przysługiwało marynarzom.
[01:36:06] Na jednego z kapitanów WSW mówiono „Kot” i bano się go. Z Gdyni przypływał holownik, który przewoził członków załogi bazy. Marynarze mający dobowe przepustki korzystali z niego. Podróż holownikiem trwała godzinę, ciuchcią 3,5 godziny. „Kot” pojawiał się na falochronie, ściągał marynarzy z holownika i wysyłał do fryzjera, w tym czasie holownik odpływał.
[01:37:13] Bosman „Węgielek” pracował w areszcie marynarskim na Helu i brał aresztantów do rozładunku węgla. Jeden z kolegów często trafiał do aresztu i gnębił bosmana. Pewnego dnia „Węgielek” wygonił marynarzy na poranną gimnastykę – wiatry na Helu. Akcja z przebijaniem opony w rowerze nielubianego bosmana. Po śniadaniu boh. szedł z kolegami do radiostacji, ale bosman ich zatrzymał – rozkaz stawienia się u niego. Boh. powiedział o sprawie swojemu dowódcy, kpt. Górczakowi.
[01:42:42] Boh. miał czwartą zmianę. Kolega, który był przed nim powiedział mu, że nie miał łączności z załogami kilku trałowców na Morzu Północnym. Stacja na Helu odbierała komunikaty pogodowe, które przesyłano do sztabu. Boh. całą zmianę próbował nawiązać łączność i dopiero przed ósmą rano udało się odebrać sygnał. Na ósmą przychodzili na służbę oficerowie zawodowi – uciszenie kapitana, który wszedł do radiostacji. Kapitan mógł boh. ukarać, ale tylko go pouczył. [+]
[01:45:40] Pewnego dnia boh. zauważył, że do gabinetu kpt. Górczaka puka bosman z kancelarii tajnej – incydent pod drzwiami. Kilka dni później boh. znalazł się w podobnej sytuacji, ale wybrnął lepiej niż bosman. Opinia na temat kpt. Górczaka.
[01:47:26] Wśród podoficerów był politruk, „to dobry człowiek, ale taka fujara”. Pewnego dnia boh. i kolegom zachciało się wędzonych rybek i czegoś mocniejszego. Jednak nikt nie miał przepustki. W bazie był telefon awaryjny, z którym można było wyjść, by naprawiać uszkodzenia linii telefonicznej, skorzystano z tego. Boh. poszedł z kolegą do sklepu i zrobił zakupy, ale nie miał ich gdzie schować – miejsce ukrycia butelki. Wychodząc ze sklepu natknięto się na politruka, który ich nie ukarał.
[01:50:00] Gdy porucznik politruk sobie popił, to robił się rzewny i rozważał, dlaczego boh. nie dosłużył się żadnej belki – drobne wykroczenia celem sabotowania awansu. Innym razem porucznik zaprosił boh. i kilku innych marynarzy do knajpy, boh. wytłumaczył mu wtedy, dlaczego nie chciał awansować.
[01:52:11] Boh. zrobił się kaszak – wizyta u lekarza, który po nieudanym zabiegu wysłał go do szpitala Marynarki Wojennej. Na stacji kolejowej w Gdyni zobaczył patrol WSW, który już zatrzymał dwóch marynarzy z Helu. Boh. miał przy sobie skierowanie do szpitala, a mimo tego zabrano go do aresztu. Po jakimś czasie wezwał go kapitan, na którego mówiono „Bezrąk” – zarzut, że założył nietypowy krawat. Marynarze mieli ruskie mundury, czapki, później dano im niemieckie bosmanki z guzikami Kriegsmarine. Płacono żonom podoficerów za przeróbkę kurtki. Ruski krawat był wąski i nie podobał się marynarzom, stąd różne kombinacje – kara za nieprawidłowy krawat. Wtedy jedyny raz boh. siedział w areszcie – grochówka na obiad – opuszczenie aresztu. [+]
mehr...
weniger
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Mo., Di. & Fr. 8:00 - 16:00 Uhr, Mi. & Do. 8:00 - 19:30 Uhr
(+48) 22 182 24 75
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Berlin
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Diese Seite verwendet Cookies. Mehr Informationen
Das Archiv des Pilecki-Instituts sammelt digitalisierte Dokumente über die Schicksale polnischer Bürger*innen, die im 20. Jahrhundert unter zwei totalitären Regimes – dem deutschen und sowjetischen – gelitten haben. Es ist uns gelungen, Digitalisate von Originaldokumenten aus den Archivbeständen vieler polnischer und ausländischer Einrichtungen (u. a. des Bundesarchivs, der United Nations Archives, der britischen National Archives, der polnischen Staatsarchive) zu akquirieren. Wir bauen auf diese Art und Weise ein Wissenszentrum und gleichzeitig ein Zentrum zur komplexen Erforschung des Zweiten Weltkrieges und der doppelten Besatzung in Polen auf. Wir richten uns an Wissenschaftler*innen, Journalist*innen, Kulturschaffende, Familien der Opfer und Zeugen von Gräueltaten sowie an alle an Geschichte interessierte Personen.
Das Internetportal archiwum.instytutpileckiego.pl präsentiert unseren Bestandskatalog in vollem Umfang. Sie können darin eine Volltextsuche durchführen. Sie finden ebenfalls vollständige Beschreibungen der Objekte. Die Inhalte der einzelnen Dokumente können Sie jedoch nur in den Lesesälen der Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau und Berlin einsehen. Sollten Sie Fragen zu unseren Archivbeständen und dem Internetkatalog haben, helfen Ihnen gerne unsere Mitarbeiter*innen weiter. Wenden Sie sich auch an sie, wenn Sie Archivgut mit beschränktem Zugang einsehen möchten.
Teilweise ist die Nutzung unserer Bestände, z. B. der Dokumente aus dem Bundesarchiv oder aus der Stiftung Zentrum KARTA, nur beschränkt möglich – dies hängt mit den Verträgen zwischen unserem Institut und der jeweiligen Institution zusammen. Bevor Sie vor Ort Zugang zum Inhalt der gewünschten Dokumente erhalten, erfüllen Sie bitte die erforderlichen Formalitäten in der Bibliothek und unterzeichnen die entsprechenden Erklärungsformulare. Informationen zur Nutzungsbeschränkung sind in der Benutzungsordnung der Bibliothek zu finden. Vor dem Besuch empfehlen wir Ihnen, dass Sie sich mit dem Umfang und Aufbau unserer Archiv-, Bibliotheks- und audiovisuellen Bestände sowie mit der Besucherordnung und den Nutzungsbedingungen der Sammlung vertraut machen.
Alle Personen, die unsere Bestände nutzen möchten, laden wir in den Hauptsitz des Pilecki-Instituts, ul. Sienna 82 in Warschau ein. Die Bibliothek ist montags, dienstags und freitags von 8 bis 16 Uhr und mittwochs und donnerstags von 8 bis 19.30 Uhr geöffnet. Bitte melden sie sich vor Ihrem Besuch per E-Mail: czytelnia@instytutpileckiego.pl oder telefonisch unter der Nummer (+48) 22 182 24 75 an.
In der Berliner Zweigstelle des Pilecki-Instituts befindet sich die Bibliothek am Pariser Platz 4a. Sie ist von Dienstag bis Freitag von 10.30 bis 17.30 Uhr geöffnet. Ihr Besuch ist nach vorheriger Anmeldung möglich, per E-Mail an bibliothek@pileckiinstitut.de oder telefonisch unter der Nummer (+49) 30 275 78 955.
Bitte lesen Sie unsere Datenschutzerklärung. Mit der Nutzung der Website erklären Sie sich mit ihren Bedingungen einverstanden..