Zofia Rybeczka z d. Jędzierowska (ur. 1938, Zbaraż) pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny, gospodarującej na Kresach Wschodnich. Jej brat Antoni zginął jako żołnierz Wojska Polskiego w kwietniu 1945 na przedmieściach Berlina. W przeddzień wyjazdu rodziny z Kresów na Ziemie Zachodnie ojciec zmarł na atak astmy. Rodzina osiedliła się w Żelaznie i tu pani Zofia ukończyła szkołę podstawową. Wobec choroby matki była zmuszona podjąć pracę w pobliskim zakładzie przetwórstwa owocowo-warzywnego w Trzebieszowicach. Przepracowała tam 40 lat, od 1980 roku na stanowisku głównej księgowej. W 1968 roku ukończyła liceum ogólnokształcące w Lądku Zdroju. W 1991 roku przeszła na emeryturę. W 1959 roku wyszła za mąż za Jana Rybeczkę. Mieli dwoje dzieci. Po 30 latach małżeństwa pani Zofia rozwiodła się z mężem. W 2024 roku jej dom został zalany podczas fali powodziowej.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1938 r. w Zbarażu – adres domu.
[00:00:33] W czasie wojny ojciec jeździł po wsiach i wymieniał owoce na inne artykuły spożywcze. Brat był w wojsku, zginął na przedmieściach Berlina 18 kwietnia 1945. Ojciec i stryj Stanisław przygotowywali się do wyjazdu na Ziemie Odzyskane i zamówili wagony. Na dzień przed wyjazdem ojciec pożegnał się z matką i córkami i „skończył życie. Prosił, żeby nie płakać” [zmarł na atak astmy]. O jeden dzień przesunięto wyjazd, stryj także został, by pomóc w organizacji pogrzebu ojca.
[00:02:58] Przyjechano na Ziemie Odzyskane. Rodzina znalazła się w Szprotawie. Ciotka z rodziną osiedliła się w Żelaznie i tu znaleziono dom dla matki. Boh. tu chodziła do szkoły. Schorowana matka nie mogła pracować i boh. pracowała sezonowo w zakładzie przetwórstwa w Trzebieszowicach. Potem zrobiła kurs księgowości i podjęła pracę w biurze. Tam pracowała 40 lat, w międzyczasie skończyła liceum ogólnokształcące w Lądku i awansowano ją na zastępcę głównego księgowego, w 1980 została główną księgową – powody rezygnacji z awansu w 1972 r.
[00:06:00] W sąsiedniej wsi mieszkał jasnowidz Filip [Fediuk], który pochodził ze Stanisławowa. Jako młody chłopak służył w wojsku i stacjonował w Zbarażu. Gdy matka i siostra chorowały, boh. jeździła do niego. Jasnowidz powiedział jej, by pogodziła się z tym, że siostra choruje na nowotwór, ale może pomóc jej prof. Orłowski z Wrocławia – rozmowa z lekarzem.
[00:08:18] W 1959 r. boh. wyszła za mąż, urodziła dwoje dzieci. Wybudowano dom, uprawiano truskawki, fasolkę szparagową, ogórki – ciężka praca w polu. Mąż rozpił się i małżeństwo się rozpadło.
[00:09:38] Dyrektor boh. poprosił ją, by pojechała do Filipa [Fediuka] i zapytała o jego przyszłość. Był styczeń, ale pomimo mrozu pojechała do jasnowidza – przepowiednia co do losu dyrektora i zakładu – wewnętrzne tarcia. Dyrektor odszedł i zrobiono konkurs na to stanowisko. Objął je rolnik, który nie znał się na finansach. Boh. doszła do wniosku, że nie może z nim pracować. W międzyczasie wyszła ustawa, że po 35 latach pracy można odejść na emeryturę. Dyrektor nie chciał jej zwolnić – pomoc radcy prawnego Andrzeja Szczęsnego, zastosowany fortel.
[00:14:53] W sierpniu 1989 r. boh. dostała Srebrny Krzyż Zasługi. Jako emerytka czyta książki. Stan zdrowia boh. – wyniki badania, próba wysiłkowa na schodach.
[00:18:36] Do jasnowidza Filipa [Fediuka], który mieszkał w Waliszowie, boh. woziła wiele osób, m.in. przedszkolankę z Gliwic, która miała problemy ze zdrowiem – udzielona rada. Zawiozła też znajomą agronomkę. Jasnowidz przyjmował na dworze, kobiecie przed nimi powiedział, że będzie miała dzieci. Filip nie przyjmował wszystkich, tylko „swoich”, ze Stanisławowa i okolic, a boh. polubił. Boh. była w Zbarażu po olimpiadzie w Moskwie – stan zamku.
[koniec samodzielnej relacji – świadek odpowiada na pytania]
[00:24:00] Przedstawienie rodziców: Agnieszki i Jana Jędzierowskich. Matka pochodziła z bogatej rodziny. Dziadek Franciszek Jawny miał firmę budowlaną w Zbarażu. Babcia Sabina pochodziła z rodziny Kuryluków, z tej rodziny pochodzi malarka Ewa Kuryluk. Matka miała dwóch braci, jeden miał warsztat stolarski, drugi Ignacy skończył studia w Krakowie i poprosił rodziców o pieniądze. Gdy je dostał, kupił bilet na statek i wyjechał do Ameryki. Wuj mieszkał w Waszyngtonie i pracował w Białym Domu. Ożenił się z Angielką, ale dość szybko zmarł. Gdyby żył, to zabrałby siostrę i jej rodzinę do Stanów. Po jego śmierci bratowa napisała list po angielsku, ale nikt w okolicy nie znał tego języka.
[00:27:52] Nazwisko brata Antoniego jest na tablicy w Zgorzelcu. Zginął 18 kwietnia 1945 na przedpolach Berlina, boh. nie wie, w jakich okolicznościach. Po przyjeździe na Ziemie Zachodnie boh. znalazła w papierach list od brata będącego w wojsku. Między nią a bratem była duża różnica wieku, ponieważ ojciec był w Ameryce. Tam trochę zarobił, wrócił do Zbaraża i wyremontował dom. Kupił blachę na pokrycie dachu. Zmarł na atak astmy. Ojciec był rolnikiem, miał 13 morgów pola. Koło domu w Laskach był też sad.
[00:31:44] Boh. miała dwie siostry, jedna przyjechała do Polski, a druga została w Zbarażu i tam wyszła za mąż. Zostając myślała, że będzie mieszkać w rodzinnym domu i będzie miała ziemię należącą do rodziny. W czasie łączenia rodzin przyjechała do Polski. Obydwie siostry Maria i Józefa miały mężów pochodzących ze Zbaraża.
[00:33:22] Boh. nie pamięta przygotowań do wyjazdu ze Zbaraża. Zabierano dużo rzeczy, w tym skrzynie ze zbożem i konia. Sąsiadem był lekarz, Polak, który miał córkę w wieku boh. – wspólna zabawa. Nocą przyszli banderowcy i zabili lekarza. Ojciec przyszedł od brata i powiedział, że uzgodniono wszystko, co do wyjazdu. Umył się, powiedział, że umiera i tak się stało – reakcja członków rodziny. Dwa tygodnie wcześniej przyszła „czarna karta”, zawiadomienie o śmierci brata na froncie. [+]
[00:36:03] Gdy szykowano się do wyjazdu, do miasteczka przyjechało wielu Cyganów. Ojciec poprosił matkę, by poszła na targowisko i spytała Cygankę, czy syn Antek jeszcze żyje. Matka wzięła kaszę gryczaną i poszła na targ, boh. była z nią – wybór starszej, ale nie za starej Cyganki. W kartach wyszły dwa pogrzeby w rodzinie. Kilka dni później przyszło zawiadomienie o śmierci brata, niedługo potem zmarł ojciec – wiara we wróżby. Śmierci ojca nie spodziewano się.
[00:38:40] Boh. nie wie, kiedy ojciec był w Ameryce. Ma skąpe wiadomości o rodzinie z jego strony. Była na Ukrainie w 1972 r. i spotkała jedną z sióstr ojca, która była wtedy staruszką. Siostry ojca wyszły za Ukraińców i nie mogły wyjechać do Polski. Dziadek Jędzierowski był Polakiem, synów wychował na Polaków, a córkom pozwolił wyjść za Ukraińców.
[00:41:42] Ojciec zmarł. Rano przyjechał stryj Stanisław i zbił trumnę z desek. Boh. pojechała z nim na cmentarz i była tam, dopóki nie wykopał grobu. Ojca pochowano dzień po śmierci. Tego dnia był wyznaczony wyjazd, ale stryj przesunął go o jeden dzień. Stryj wyjechał zaraz po pogrzebie i znalazł się w Lęborku. Rodzina boh. pojechała następnym transportem i znalazła się w innej części Polski. [+]
[00:43:50] W czasie okupacji nocą przyszło do domu małżeństwo z wioski prosząc, by ich przechować, bo u nich nasiliły się działania banderowców. Potem znajomi przyjechali razem z rodziną boh. do Szprotawy. Tu się rozdzielono.
[00:44:55] Na pogrzebie ojca nie było księdza. Był to czas wywózek, na pogrzebie była tylko rodzina, w tym stryj i siostry ojca, które potem opiekowały się grobem, w którym pochowano także innych członków rodziny Jędzierowskich. Wspomnienie nocy po śmierci ojca. Siostry ojca mieszkały niedaleko i przyszły chwilę po jego śmierci.
[00:47:06] W tamtym czasie boh. miała sześć lat – reakcja na śmierć ojca. Sytuacja matki. Gdy przyjechano na Ziemie Zachodnie, matka miała 45 lat i mogłaby pracować, ale nie była w stanie podjąć pracy. Rodzina żyła z tego, co wuj przysyłał z Kanady. Matka sprzedawała rzeczy z paczek. Boh. jako siedemnastolatka musiała iść do pracy. Matka chorowała na serce. Niedaleko mieszkał felczer, boh. biegła do niego nocą, by przyszedł i ratował matkę. Felczer przychodził, ale w domu nie było pieniędzy, by mi zapłacić – zapłata w jajkach. Rada Filipa, gdy boh. powiedziała mu o kłopotach z mężem.
[00:50:00] Podróż do Polski – pociąg co jakiś czas zatrzymywał się, wtedy wychodzono z wagonów i przygotowywano jedzenie paląc ogniska przy torach. Bano się ataków Ukraińców. Po przejechaniu granicy z Polską ludzie trochę odżyli. W Polsce nic boh. nie zadziwiło. W Zbarażu rodzina była dobrze sytuowana, po przesiedleniu źródłem utrzymania była tylko sprzedaż rzeczy z paczek. Opłaty za paczki z zagranicy były bardzo duże. Połowa ze sprzedaży rzeczy szła na wykupienia paczki z poczty. Wuj Antoni Jawny przysyłał odzież, żywność. Matka jeździła z tymi rzeczami na targ do Kłodzka. Wuj prosił o odrysy stóp, by móc przysłać odpowiednie buty. Potem, gdy boh. zarabiała, już nie chciała pomocy wuja, który kształcił swoje córki, jedna została dyrektorką szkoły w Toronto. Wuj po latach chciał ściągnąć do siebie syna boh. i przekazać mu swój warsztat. W czasie załatwiania formalności wuj dostał zawału i zmarł. Wuj Ignacy Jawny pracował w Białym Domu. Boh. nie chciał wyjeżdżać do Kanady i być na utrzymaniu wuja. Dopiero gdy jej syn był nastolatkiem pojawił się pomysł, by go ściągnąć do Kanady. Postawa żony wuja po jego śmierci.
[00:58:22] Przyjazd na Ziemie Zachodnie – boh. nikogo tu nie znała. W szkole dobrze się uczyła, ale matka chorowała i boh. musiała iść do pracy. W Zbarażu chodziła z koleżankami do kościoła i do cerkwi, bawiła się nad jeziorem. W 1978 r. pojechała do Zbaraża z córką Ireną – polskie firanki w oknach domów. Spotkanie z kuzynem Romkiem, który słuchał stacji radiowej z Polski. Romek skończył studia w Moskwie, ale gdy wrócił do Zbaraża, nie mógł dostać dobrej pracy i był tylko majstrem w zakładzie, który mieścił się w dawnym kościele. Po pieriestrojce dostał zieloną kartę i wyjechał z żoną do Ameryki. Jednak nie mógł się przyzwyczaić do życia w Stanach i po trzech latach wrócono do Zbaraża.
[01:04:02] Matka, podobnie jak inni przesiedleńcy, myślała, że wróci w rodzinne strony. Powolne godzenie się z losem – groby bliskich w nowym miejscu. Dom, w którym boh. obecnie mieszka, stoi na miejscu domu, w którym zamieszkano po repatriacji.
[01:05:55] Gdy przyjechano [ze Zbaraża], w niektórych domach jeszcze mieszkali Niemcy. Niemka mieszkająca w domu niedaleko mostu w czasie wysiedlenia prosiła Polaków mieszkających w jej domu, by oddali jej suknię ślubną, ale nie dostała jej. To byli „chytrzy” ludzie z Żywca, szabrownicy. Za pieniądze od wuja kupiono dom od ludzi, którzy wracali do rodzinnego Sanoka. Stamtąd było widać, co robią sąsiedzi z Żywca, którzy nocami wychodzili na szaber. Koło mostu była restauracja i hotel, w którym było wyposażenie, łóżka. Z tego budynku wszystko wyszabrowano i dzieciaki bawiły się tam. Sąsiadka z Żywca chwaliła się, że ma osiemnaście pierzyn. Matka nie chodziła na szaber, w domu nie było nawet talerza. Dostano je od szkolnej koleżanki boh. Dom, w którym zamieszkano był ogołocony. Wcześniej mieszkała w nim rodzina Bałabuchów, która zabrała wszystko wyprowadzając się do Ścinawki, z tej rodziny wywodzi się biskup Adam Bałabuch. Młodzi, w sile wieku, mieli odwagę i szabrowali.
[01:10:30] Po latach przyjechali Niemcy, którzy wcześniej mieszkali w domu – refleksje na ten temat. Niemcy zatrzymali się u sióstr i w niedzielę spacerowali po wsi. Boh. miała różne papiery, zapiski, ale wszystko zniszczyła powódź. Niemcy przyjechali w latach 80., stary dom jeszcze nie był wyburzony, ale rozpoczęła się budowa nowego domu.
[01:12:32] Wuj w listach przesyłał dolary, raz przysłał bony dolarowe, były to środki na podróż syna boh. do Kanady. Rodzina dostawa paczki, ale UB ich nie nachodziło. Raz tylko była jakaś komisja, ale zobaczyli matkę z dzieckiem i zostawili ich w spokoju – opieka nad matką. Siostra, która później przyjechała z Ukrainy, miała swoją rodzinę. Druga siostra miała swoje gospodarstwo i dużo pracy. Wuj pomagał tylko matce i boh.
[01:15:30] Po przyjeździe matka sprzedała konia. Boh. nie pamięta, co stało się z zapasami przywiezionymi ze Zbaraża. Boh. w domu rodzinnym bawiła się z koleżankami, przychodziły do niej dwie Ukrainki. Na Ziemie Odzyskane przyjechały także dwie rodziny ukraińskie. Ukraińcy bardzo szybko pouciekali do Ameryki. Boh. czytała książkę [Wiktora] Poliszczuka „Gorzka prawda”, w której opisał m.in. rzezie na Podolu. Poliszczuk mieszkał we Wrocławiu, potem wyjechał do Ameryki [do Kanady].
[01:18:24] Kuzyn ożenił się z Ukrainką, gdyby nie jej matka, to zostałby zamordowany. Boh. pokazała mężowi i dzieciom, gdzie mieszkała. Gdy pojechała do Zbaraża z córką, odwiedziła sąsiadów Ukraińców, Iwaszkiewiczów. Sąsiadka przypomniała, że przed wojną razem obchodzono święta. Siostra wyjeżdżając ze Zbaraża sprzedała dom rodzinny adwokatowi. Gdy rodzina repatriowała się, siostra została myśląc, że będzie miała rodzinny majątek. Tak się nie stało i boh. pomagała jej załatwić przyjazd do Polski. Na kursie księgowości jednym z wykładowców był sędzia z Kłodzka, który pomógł załatwić formalności.
[01:20:36] Rodzina mieszkała w mieście, Ukraińcy raczej atakowali Polaków mieszkających na wsi, choć zamordowano znajomego lekarza. Był jeszcze jeden lekarz, doktor [Ludwik] Landau, Żyd, który potem mieszkał w Kłodzku. W 1968 r. wyjechał do Izraela. Przed wojną w Zbarażu mieszkało wielu Żydów. Doktor Landau w czasie wojny był w Zbarażu i leczył, nie był wywieziony .
[01:22:46] Matka nie mówiła, jak udało się uniknąć deportacji w czasie I okupacji sowieckiej. Boh. nie słyszała, by ktoś ze Zbaraża był deportowany.
[01:23:44] Boh. w 1968 r. ukończyła liceum w Lądku-Zdroju. Wcześniej zrobiła kursy księgowości w Kłodzku. Pracowała w zakładzie przetwórstwa [owocowo-warzywnego] w Trzebieszowicach (tzw. „groszkach”). Początkowo pracowała przy taśmie, na nocnej zmianie przebierała groszek. Wtedy postanowiła uczyć się, by nie pracować fizycznie. Od zapachu groszku dostawała migreny. W czerwcu skończyła szkołę podstawową, a w lipcu już pracowała. W zakładach przetwórstwa przepracowała 40 lat. Przez 20 lat dyrektorem był Kazimierz Jończy.
[01:29:20] Praca w księgowości była ciężka, wszystko robiono ręcznie. Pierwsza pojawiła się maszyna do sumowania. Boh. jako główna księgowa miała zespół ośmiu osób. Zakłady były duże, oprócz zakładu przetwórstwa było kilka PGR-ów i zakład remontowo-budowlany. Zakład przetwórstwa przerabiał początkowo same warzywa, potem doszły konserwy rybne i mięsne. Zakład został zrównany z ziemią, rozkradziony. Filip [Fediuk] to przepowiedział. Boh., nie mogąc się porozumieć z nowym dyrektorem Sobierajem, który miał tylko studia rolnicze i nie znał się na finansach, odeszła w 1991 r. na emeryturę. Zakład funkcjonował jeszcze 2-3 lata. Boh. tam nie chodziła i nie ma wiadomości na temat upadku zakładu.
[01:34:32] Męża Jana Rybeczkę poznała na potańcówce w Domu Kultury w Ołdrzychowicach. Po trzyletniej znajomości wzięła ślub. Małżeństwo trwało prawie 30 lat. Boh. spotykała się wcześniej z wojskowym mieszkającym w Warszawie, który pochodził z Tarnopolskiego. Jego rodzice mieszkali w Ołdrzychowicach i chcieli ją za synową. Mąż nie był dobrym człowiekiem – gdy zaczęto budowę domu, miał za dużo pieniędzy w ręku i zaczął „chlać i chodzić na baby” – rozwód. Gdy zachorował na raka, opiekowała się nim córka. Mąż był kierowcą w pogotowiu, potem w Straży Pożarnej. Na początku małżeństwa mąż był dobry, później wódka zaczęła rządzić. Do męża przyjeżdżały różne kobiety, jedna nawet z Łodzi. Poznawał je jeżdżąc do sanatorium.
[01:40:00] Decyzja o rozwodzie. Boh. pojechała do Filipa [Fediuka] zapytać, jak ma postąpić – jego słowa. Boh. pracując jako główna księgowa miała kontakty. Znała m.in. sędziego z Kłodzka, jej dyrektor zawsze jej bronił. Mąż chciał zabrać pół domu i pół pola, które dostała od matki. Boh. wygrała sprawę w sądzie, mąż niczego nie dostał.
[01:42:40] Mąż nadskakiwał matce boh., która chciała zrobić zapis na jego korzyść – wizyta u notariusza, lwowiaka, który zwrócił uwagę matce – zapis na rzecz córki. Kresowiacy wspierali się, poznawano się po wymowie. Mąż był z Huculszczyzny.
[01:45:02] Filip [Fediuk] wyrażał się oględnie, nie podawał szczegółów. Kiedyś powiedział boh., że gdyby miał uczonych rodziców, to „wysoko by siedział”. Został przesiedlony ze Stanisławowskiego do Starego Waliszowa razem z całą wioską [Tarnowica Polna]. Przesiedleńcy ze Zbaraża trafili w różne miejsca, np. rodzina Kuryluków do Warszawy.
[01:48:05] Boh. namawiano, by poszła na studia. Rozważała zdobycie uprawnień biegłego księgowego, mogłaby wtedy jeździć na kontrole. Nie zdecydowała się, bo miała dużo pracy. Gdy przeszła na emeryturę, przestała jej dokuczać migrena. Bóle głowy zaczęły się, gdy po skończeniu siódmej klasy poszła do pracy. Ataki miała bardzo często. W tamtym czasie nie było takich leków jak dzisiaj. Były tylko tabletki przeciwbólowe z krzyżykiem. Boh. nie jadła słodyczy, czekolady, ciastek, zjedzenie słodkiego powodowało ból głowy – brak leków na migrenę.
[01:53:00] Dziadek Franciszek Jawny zmarł w Zbarażu, babcia Sabina Jawna przyjechała do Polski, zmarła w 1947 r. i jest pochowana w Żelaznie. Kuzyn z Żelazna był najstarszym wnukiem, babcia u niego mieszkała. Dziadek mający firmę budowlaną wyuczył go fachu. Kuzyn szybko został majstrem na budowie, dziadek przepisał na niego swój majątek.
[01:54:37] Bieda po przyjeździe na Ziemie Zachodnie. Boh. poskarżyła się koleżance ze szkoły i ta przyniosła jej cztery talerze. Wuj Antoni pisał do matki, by nie szła do pracy, a on będzie jej pomagał. Matka zmarła w 1972 r. W tamtym czasie boh. dobrze się powodziło. Matka była chora i nie myślała o wycieczce do Zbaraża.
[01:57:06] Boh. pojechała pierwszy raz do Zbaraża w 1972 r., po śmierci matki. Spotkała jedną z koleżanek Ukrainek, poszły razem do kawiarni. Na Ukrainę pojechała z mężem. Spostrzeżenie funkcjonariuszki, gdy meldowała się na milicji. Grób ojca był zadbany. Obie siostry ojca były staruszkami i boh. zatrzymała się u kuzynki. Odwiedziła dom rodzinny, chciano jej dać kontrabas, na którym grał jej brat, ale nie wzięła go – tłok w pociągach. [Przed wojną] W dużym pokoju w domu zbierali się muzykanci i robili próby. Zespół grywał na weselach. Brat grał w zespole na kontrabasie i chyba na skrzypcach, tego instrumentu w domu nie było. Na podwórzu była duża murowana piwnica, w czasie nalotów chowała się tam rodzina i sąsiedzi. W piwnicy były zapasy żywności, stała beczka z kiszonymi jabłkami i beczka z kapustą. Po olej chodzono do olejarni. Makuchami karmiono bydło.
[02:03:36] Zorganizowanie wyjazdu [po wojnie do Zbaraża] było trudne. Trzeba było dostać z sądu zaświadczenie, które wysyłano do Zbaraża, tam ktoś musiał poświadczyć, że jedzie się do niego – rejestracja przyjezdnych na milicji, tak było do 1990 r. System sprzedaży rzeczy przywożonych na handel – pobicie przez milicjantów kobiety, obywatelki ZSRR, która sprzedawała rzeczy, przywiezione z Polski: „pół zębów jej wyharatali” – donosy sąsiedzkie. [+]
[02:06:20] Podczas wyjazdów [do Zbaraża] bano się Ukraińców, bała się też kuzynka, u której mieszkano. Opinia na temat poziomu życia na Ukrainie po pieriestrojce. Boh. najdłużej była w Zbarażu w 1989 r., w tamtym czasie Polacy masowo jeździli do ZSRR po telewizory kolorowe. Kuzynka kupiła telewizor, który już czekał na boh. Telewizory wykupowali także miejscowi i potem odsprzedawali je Polakom. Trudności z powrotem do Polski – oczekiwanie przez cały listopad na możliwość kupna biletów na pociąg. [+]
[02:09:25] Boh. dwa razy była w Moskwie. Kuzynka ze Zbaraża robiła paczki dla dzieci na Nowy Rok, cytrusów nie można było kupić na Ukrainie, tylko w Moskwie i tam jeżdżono. Kuzynka kupowała po 30 kg owoców i potrzebowała pomocy – wspomnienie mroźnej zimy. Mąż nie jeździł w swoje rodzinne strony, był tylko z kuzynką w Moskwie.
[02:11:10] Powódź w 1997 r. nie była [w Ołdrzychowicach] tak duża jak powódź w 2024. Woda była do połowy szyb w oknach – przejście fali powodziowej. Niewiele brakowało, by dom runął. Boh. była w tym czasie na górze razem z wnukiem i jego żoną. Zniszczenia w starych domach, dom boh. jest nowy i lepiej zniósł przejście wody. Pamiętano powódź z 1997 r. i nie spodziewano się tak wysokiej wody w 2024. Powódź przyszła nagle, nie było czasu na przygotowania, nie było żadnych ostrzeżeń. W mieszkaniu uratował się telewizor, lodówka, ale musiano kupić pralki. Po powodzi geodeta musiał na nowo wytyczyć drogę i wtedy można było zrobić ogrodzenie posesji. Dębowy stół wytrzymał stanie w wodzie. Po powodzi synowa dostała osuszacz prawie jak traktor, który szybko osuszył dom. Teść wnuka ma firmę budowlaną w Niemczech – jego pomoc przy remoncie. Życie na terenie zagrożonym powodzią. Wał przeciwpowodziowy w Stroniu Śląskim – zaniedbania. W 1997 r. woda miała 30-40 cm, wtedy na podwórzu połączyła się woda spływająca z gór i z rzeki. Powódź w 2024 była straszniejsza, prąd wody był bardzo silny. [+]
[02:23:08] Podziękowanie dla ekipy.
mehr...
weniger
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Mo., Di. & Fr. 8:00 - 16:00 Uhr, Mi. & Do. 8:00 - 19:30 Uhr
(+48) 22 182 24 75
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Berlin
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Diese Seite verwendet Cookies. Mehr Informationen
Das Archiv des Pilecki-Instituts sammelt digitalisierte Dokumente über die Schicksale polnischer Bürger*innen, die im 20. Jahrhundert unter zwei totalitären Regimes – dem deutschen und sowjetischen – gelitten haben. Es ist uns gelungen, Digitalisate von Originaldokumenten aus den Archivbeständen vieler polnischer und ausländischer Einrichtungen (u. a. des Bundesarchivs, der United Nations Archives, der britischen National Archives, der polnischen Staatsarchive) zu akquirieren. Wir bauen auf diese Art und Weise ein Wissenszentrum und gleichzeitig ein Zentrum zur komplexen Erforschung des Zweiten Weltkrieges und der doppelten Besatzung in Polen auf. Wir richten uns an Wissenschaftler*innen, Journalist*innen, Kulturschaffende, Familien der Opfer und Zeugen von Gräueltaten sowie an alle an Geschichte interessierte Personen.
Das Internetportal archiwum.instytutpileckiego.pl präsentiert unseren Bestandskatalog in vollem Umfang. Sie können darin eine Volltextsuche durchführen. Sie finden ebenfalls vollständige Beschreibungen der Objekte. Die Inhalte der einzelnen Dokumente können Sie jedoch nur in den Lesesälen der Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau und Berlin einsehen. Sollten Sie Fragen zu unseren Archivbeständen und dem Internetkatalog haben, helfen Ihnen gerne unsere Mitarbeiter*innen weiter. Wenden Sie sich auch an sie, wenn Sie Archivgut mit beschränktem Zugang einsehen möchten.
Teilweise ist die Nutzung unserer Bestände, z. B. der Dokumente aus dem Bundesarchiv oder aus der Stiftung Zentrum KARTA, nur beschränkt möglich – dies hängt mit den Verträgen zwischen unserem Institut und der jeweiligen Institution zusammen. Bevor Sie vor Ort Zugang zum Inhalt der gewünschten Dokumente erhalten, erfüllen Sie bitte die erforderlichen Formalitäten in der Bibliothek und unterzeichnen die entsprechenden Erklärungsformulare. Informationen zur Nutzungsbeschränkung sind in der Benutzungsordnung der Bibliothek zu finden. Vor dem Besuch empfehlen wir Ihnen, dass Sie sich mit dem Umfang und Aufbau unserer Archiv-, Bibliotheks- und audiovisuellen Bestände sowie mit der Besucherordnung und den Nutzungsbedingungen der Sammlung vertraut machen.
Alle Personen, die unsere Bestände nutzen möchten, laden wir in den Hauptsitz des Pilecki-Instituts, ul. Sienna 82 in Warschau ein. Die Bibliothek ist montags, dienstags und freitags von 8 bis 16 Uhr und mittwochs und donnerstags von 8 bis 19.30 Uhr geöffnet. Bitte melden sie sich vor Ihrem Besuch per E-Mail: czytelnia@instytutpileckiego.pl oder telefonisch unter der Nummer (+48) 22 182 24 75 an.
In der Berliner Zweigstelle des Pilecki-Instituts befindet sich die Bibliothek am Pariser Platz 4a. Sie ist von Dienstag bis Freitag von 10.30 bis 17.30 Uhr geöffnet. Ihr Besuch ist nach vorheriger Anmeldung möglich, per E-Mail an bibliothek@pileckiinstitut.de oder telefonisch unter der Nummer (+49) 30 275 78 955.
Bitte lesen Sie unsere Datenschutzerklärung. Mit der Nutzung der Website erklären Sie sich mit ihren Bedingungen einverstanden..