Muszyński Roman cz. 1
Roman Muszyński (ur. 1933, Kraków) – ojciec, Adam Muszyński, absolwent prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadził w latach 30. XX w. kancelarię notarialną w Brześciu nad Bugiem. We wrześniu 1939 r. Roman Muszyński uciekał na wschód wraz z Ludwiką Kolbuszową, żoną ostatniego prezydenta Brześcia nad Bugiem, do Brześcia wrócił autobusem wojskowym, wiozącym polskich oficerów, którzy zostali aresztowani przez sowietów. Roman Muszyński przebywał wraz z matką Marianną Muszyńską w więzieniu w twierdzy brzeskiej. Po zwolnieniu, wraz z grupą innych uwolnionych osób, głównie matek z dziećmi, przeszedł wraz z matką na stronę niemiecką. Po krótkim pobycie w obozie przejściowym w Terespolu rodzina została uwolniona. Roman Muszyński przyjechał wraz z matką do Warszawy i tu odnaleziono ojca, który pracował w Hipotece. W 1941 r. zamieszkano w Wyszkowie, gdzie ojciec prowadził kancelarię notarialną. Roman Muszyński ukończył szkołę średnią w Wyszkowie, maturę zdał w 1951 r. Ukończył Wydział Mechaniczny Konstrukcyjny Politechniki Warszawskiej. Już jako student pracował w Spółdzielni „Auto” i dzięki temu nie objął go nakaz pracy. Po trzyletnich studiach inżynierskich pracował w biurze konstrukcyjnym przy ul. Melsztyńskiej w Warszawie. Został powołany do wojska i służył w batalionie inżynieryjno-budowlanym w Olsztynie, pod koniec służby został awansowany do stopnia porucznika. Po powrocie z wojska ukończył studia magisterskie na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. Pracował jako konstruktor w biurze konstrukcyjnym Warszawskich Zakładów Mechanicznych nr 2, które później zmieniły nazwę na PZL-WZM. Roman Muszyński po śmierci partnerki Iny Zarubinieckiej w 1992 r. zaczął służyć do mszy świętej w kościele św. Aleksandra w Warszawie, a potem w kościele Św. Apostołów Piotra i Pawła w parafii św. Barbary.
more...
less
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonego w 1933 r. w Krakowie.
[00:00:44] Boh. miał osiem miesięcy, gdy rodzice przeprowadzili się na rok do Łodzi. Później zamieszkano w Brześciu nad Bugiem. Przedstawienie rodziców: Marianny z d. Materskiej i Adama Muszyńskich. Ojciec skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i prowadził kancelarię notarialną w Brześciu. Boh. zapamiętał z Krakowa charakterystyczny dom prof. [Tadeusza] Sinko.
[00:05:50] Boh. był jedynakiem, matka troszczyła się o to, by nie wyrósł na samoluba. Gdy ojciec studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, budową domów akademickich zajmowało się stowarzyszenie studentów. Ojciec się tam udzielał, dwukrotnie został wybrany na prezesa organizacji. Te doświadczenia pomogły mu potem w pracy zawodowej. Kancelarię notarialną otworzył w Brześciu nad Bugiem i był tam czwartym notariuszem – trudny start, wspomnienie pierwszego mieszkania.
[00:11:40] Właścicielami aptek w Brześciu byli bogaci Żydzi. Jeden z nich usłyszał o ojcu i zaprosił go na rozmowę, dzięki doświadczeniu ojca aptekarz sporządził u niego akt notarialny – poprawa sytuacji materialnej rodziny. Ojciec wynajął dom z dużym ogrodem. Matka zapraszała okoliczne dzieci, także z biednych rodzin, by boh. miał się z kim bawić. Ogród przylegał do dużego budynku, który zajmowały różne instytucje państwowe.
[00:16:20] Matką, urodzoną w 1891 r. w Warszawie, najstarszą z rodzeństwa [Materskich], zainteresowała się majętna Bronisława Rosso [z domu Kronenberg]. Dzięki niej matka trafiła do szkoły w Breslau, prowadzonej przez zakonnice. Ojciec boh. urodził się w 1886 r. w Głogowie Małopolskim. Bronisława Rosso była przyszywaną babcią boh.
[00:21:28] W Brześciu zamieszkano w połowie lat 30. Ojciec przyjaźnił się z prezydentem Brześcia Stefanem [Franciszkiem] Kolbuszem. Zbliżała się wojna, żona prezydenta [Ludwika] Kolbuszowa chciała wyjechać z Brześcia razem z dwiema córkami i zaproponowała, że weźmie boh. ze sobą do swojego rodzinnego majątku w Kątach koło Kodnia, i tak się stało. Z obawy przed wojną przemieszczano się na wschód, mieszkano u miejscowych nauczycielek. Miejscowi wrogo traktowali przyjezdnych, np. odmawiali sprzedaży jedzenia. Pani Kolbuszowa postanowiła wracać, przez miejscowość przejeżdżał autobus wojskowy i zabrano się do Brześcia razem z czterema oficerami – incydent w autobusie. Gdy wjeżdżano do miasta, przy drodze stały czołgi sowieckie. [+]
[00:30:48] Boh. znalazł się w części więziennej Twierdzy Brzeskiej. Matki z dziećmi były na drugim piętrze, w celach byłych piętrowe łóżka. Matka, która paliła papierosy, wyszła z celi i zeszła na parter do kuchni – papieros skręcony przez czerwonoarmistę. Na końcu korytarza była cela więzienna, więźniom raz dziennie przynoszono posiłek. Inna z matek zauważyła, że zamek jest prosty, można go otworzyć spinką do włosów i zrobiła to – dokarmianie więźniów – okoliczności zabrania matek z dziećmi na dół. [+]
[00:37:00] Kobiety z dziećmi znalazły się w dużej celi na parterze – warunki bytowe. Nocami odbywały się przesłuchania. Matka mówiła, że jest żoną notariusza z Warszawy. Liczyła na to, ze zostanie odesłana na stronę niemiecką. Obok boh. leżał chłopiec, który rozchorował się. Matka bała się, że syn się od niego zarazi. Wezwana ponownie na przesłuchanie zapytała enkawudzistę, czy zna niemiecki – reakcja Rosjanina, wyrzucenie matki z pokoju przesłuchań. Niedługo potem matka i boh. zostali zabrani z celi. Kilku mężczyzn oraz grupę matek z dziećmi, ok. 200 osób, ustawiono w kolumnę i wyprowadzono z twierdzy – oczekiwanie, że ludzie zostaną wsadzeni do samochodów, które stały z pracującymi silnikami. Grupa doszła nad rzekę Muchawiec, a potem nad Bug – rozkaz przejścia na drugą stronę. [+]
[00:49:38] Po stronie niemieckiej grupę zatrzymano i kazano wracać – nadanie wiadomości alfabetem Morse’a przez niemieckiego żołnierza. Niemcy przepuścili ludzi, którzy doszli do Terespola. Tu zaprowadzono ich na duży plac. Matka natychmiast podeszła do żołnierza niemieckiego stojącego przy bramie i poprosiła po niemiecku o papierosa. Powiedziała żołnierzowi, że chodziła do szkoły zakonnej w Breslau i okazało się, że żołnierz stamtąd pochodzi – jego zachowanie. [+]
[00:56:26] Niemcy zaczęli wzywać ludzi, odbierali im pieniądze i wyganiali ich. Matka zauważyła dwie kobiety z córkami, w których rozpoznała Żydówki. Strażnik przy bramie powiedział matce, że może chodzić po całym placu, ale nie powinna zaglądać do budynku stojącego w głębi, ponieważ esesmani zabijają tam żydowskie dzieci. Matka poradziła dwóm Żydówkom, że jak będą podchodzić do Niemców, to mają płakać, ale się nie odzywać. Kobiety zastosowały się do rady, udało im się przejść przez procedurę oddawania rzeczy, i od tej chwili nie odstępowały matki. [+]
[01:01:47] Po krótkim czasie sformowano kolumnę i ludzi wyprowadzono – okoliczności rozbiegnięcia się kolumny, zachowanie mieszkańców Terespola. Potem okazało się, że akcja nie była spontaniczna, był to rodzaj zmowy między niemieckimi strażnikami a mieszkańcami.
[01:10:00] Tego samego dnia udano się na stację kolejową i pojechano do Warszawy. Razem przyjechały obie Żydówki z córkami – propozycja noclegu u krewnych. Boh. zapamiętał palenie w piecyku zawszonych ubrań, kąpiel i kontakt z piernatami na łóżku.
[01:12:45] Matka chciała uzyskać jakieś wiadomości o ojcu, któremu wcześniej kazała uciekać z domu. Potem szukało go NKWD. Matka dowiedziała się, że ojciec jest w Warszawie, znajomi powiedzieli, że bywa w kawiarni Bliklego i czyta gazety – spotkanie z ojcem.
[01:17:22] Ojciec w Warszawie pracował. Pomogły mu znajomości z czasów studenckich, gdy był prezesem studenckiego stowarzyszenia, funkcja była kadencyjna, po nim prezesem był Stefan Breyer, którego ojciec był Niemcem. W czasie okupacji Stefan Breyer mieszkał w Warszawie, był pracownikiem Hipoteki i dzięki niemu ojciec znalazł tam zatrudnienie. Ojciec mieszkał na Żoliborzu przy ul. Hauke-Bosaka 9, współwłaścicielką domu była pani Kolbuszowa. Boh. chodził do szkoły przy ul. Śmiałej.
[01:24:48] W 1940 r. w Wyszkowie zmarł notariusz Syromiatnikow. Dzięki poparciu Stefan Breyera zaproponowano ojcu objęcie kancelarii. Boh. został z matką w Warszawie, ponieważ nie skończył się rok szkolny. Wyszków był zniszczony i ojciec zamieszkał w Rybienku. Była to modna miejscowość wypoczynkowa, było tam kasyno. Boh. przyjechał z matką do Rybienka w 1941 r. Zamieszkano w willi „Słonecznej”.
[01:29:17] Gdy ojciec był sam w Rybienku, to mieszkał przy stacji kolejowej. Po przeprowadzce boh. odwiedzał kolegę mieszkającego przy stacji. W czasie okupacji wiele osób zajmowało się szmuglem. Pewnego dnia boh. będąc u kolegi widział uciekającego mężczyznę, którego gonił żandarm – zastrzelenie uciekiniera, którego zwłoki zabrano na drewnianych noszach.
[01:34:00] Przy głównej ulicy Rybienka była kaplica – opis budynku. Kobieta, która pełniła funkcję kościelnego, zaproponowała boh., by razem z nią służył do mszy. W tamtym czasie msze odprawiano po łacinie i ministrantura była trudna.
[01:39:00] Przeprowadzono się na ul. Kolejową 7 – przebieg ulicy. Polscy nauczyciele prowadzili tajne nauczanie. W jednej części domu była kancelaria notarialna i poczekalnia. Pewnego dnia latem w ten rejon uciekł szmugler i przyszło go szukać dwóch żandarmów z psem. Matka rozmawiała z nimi po niemiecku i głaskała psa, czym tak rozkojarzyła żandarmów, że nie spuścili psa ze smyczy. [+]
[01:46:35] W czasie okupacji brakowało prawników, sędziów. W sądzie w Wyszkowie pracował jeden sędzia. Ojciec miał szerokie doświadczenia prawnicze i [po wojnie] został „pełniącym obowiązki” sędziego. Po wyzwoleniu szkoła podstawowa i gimnazjum wróciły do budynku, który wcześniej zajmowało wojsko: niemieckie i sowieckie. Boh. pomagał w szkolnej bibliotece. Pomagał tam też kolega z klasy maturalnej, kuzyn jednego z pracowników sądu. Pewnego dnia kolega zniknął, po jakimś czasie znaleziono jego zwłoki w rzece. Aktem zgonu musiał się zająć ojciec. Był rok 1949, kolega był ofiarą działań Urzędu Bezpieczeństwa – zastraszenie młodzieży. Boh. zdał maturę w 1951 r.
[01:55:20] W 1944 r. ojciec kolegi Andrzeja Rudnickiego pracował na kolei i odpowiadał za odcinek torów na trasie z Wyszkowa do Tłuszcza. Na trasie jeździła jeszcze hulajnoga [drezyna], którą dowożono pracowników tartaku do Wyszkowa. Znajomy zaproponował, by odjechać z miasta przed zbliżającym się frontem i tak zrobiono. Odjechano ostatnią drezyną wraz z rodziną kolejarza i państwem Szymborskimi. Wszyscy wysiedli na ostatniej stacji odcinka, za który odpowiadał pan Rudnicki. Nocowano w stodole przy stacji, stodoła należała do kolejarza, który odpowiadał za drugi odcinek torów. W nocy nadleciał samolot i zaczął bombardować stogi zboża – decyzja o odejściu od torów.
[02:03:20] Syn kolejarza, do którego należała stodoła, był w partyzantce. Gdy w mundurze i z bronią szedł do oddziału, ojciec dał mu swojego konia.
[02:04:45] Gdy oddalano się od torów, do grupy dołączyło młode małżeństwo z niemowlęciem. Zatrzymano się w zagajniku i mężczyźni zaczęli kopać okop, ale wykopano tylko płytki rowek. Drogą wycofywały się oddziały i tabory niemieckie. Gdy Niemcy przechodzili, wszyscy w zagajniku, łącznie z niemowlakiem, babcią i psem, milczeli.
[02:10:48] Gdy Wyszków został zajęty przez wojska sowieckie [4 września 1944], rodzina boh. wróciła do miasta. W czasie okupacji ojciec był notariuszem. Obecnie Rybienko jest dzielnicą Wyszkowa.
more...
less
See similar materials in the "Chronicles of Terror" testimonies database: