Benjamin „Ben” Marhula (ur. 1943, Skoczów) jest zawodowym skrzypkiem, gitarzystą basowy i kontrabasistą o profilu klasycznym i jazzowym. Pracował w Teatrze Polskim w Warszawie, Filharmonii i Operze Bałtyckiej w Gdańsku, Teatrze Muzycznym w Gdyni, Polskim Radio i Telewizji Gdańsk, a także w zespołach muzycznych na statkach pasażerskich. Obecnie jest kierownikiem muzycznym spektaklu „Wiśniowy Sad” w Teatrze Polskim w Warszawie, uczestniczy w nagraniach studyjnych, występach estradowych oraz oprawach muzycznych bankietów, spotkań, zjazdów i konferencji. Od wielu lat współpracuje z „Kapelą Czerniakowską”, „Orkiestrą z Chmielnej”, a także z Jankiem Johny Stokowskim. Od ponad dziesięciu lat współtworzy kapelę „Ferajna z Baru Warszawa”.
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonego w 1943 r. w Skoczowie na Śląsku Cieszyńskim.
[00:00:30] Matka była nauczycielką gry na skrzypcach, boh. grał od małego. Miał starszą siostrę, która ukończyła wydział wokalny i instrumentalny w Wyższej Szkole Muzycznej, była pianistką. Boh. mając 6-7 lat znał nuty i klawiaturę fortepianu, ćwiczył grę na skrzypcach. Na początku lat 50. był z matką w Katowicach na jakimś egzaminie siostry. W tym samym gmachu mieściło się liceum muzyczne i Wyższa Szkoła Muzyczna. W czasie egzaminów w sali byli członkowie rodzin studentów. Rektor uczelni Józef Powroźniak przechodząc usłyszał, że boh. ocenia śpiew jednej z egzaminowanych pań. Zaintrygowany posadził chłopca przy fortepianie i przeegzaminował – decyzja o nauce w szkole muzycznej w Katowicach. Potem boh. skończył liceum muzyczne, na studia wyjechał w 1963 r. do Gdańska – powody. Mieszkał na Wybrzeżu do 1983 r., z Gdańska przeprowadził się do Warszawy.
[00:04:55] Od dziecka bliska mu była muzyka jazzowa. W domu było radio „Pionier”, które siostra dostała za dobre wyniki w nauce. Boh. dorobił antenę, na falach krótkich o północy można było słuchać [w Głosie Ameryki] audycji Willisa Conovera „Jazz Hour”. Dzięki temu jako nastolatek znał amerykańskie standardy jazzowe. Gdy znalazł w Trójmieście, od razu znalazł kolegów muzyków, grał w „Żaku” i gdyńskiej kawiarni „Liliput”, występowali tam m.in. Marek Tarnowski, Andrzej Dąbrowski, Zbyszek Namysłowski, Jasiu Muniak – wspólne granie.
[00:07:02] W 1963 r. prof. Wojciech Szmaj, koncertmistrz Opery i Filharmonii Bałtyckiej, powiedział boh., że w Teatrze Muzycznym u Danuty Baduszkowej jest konkurs na koncertmistrza. Danuta Baduszkowa jako pierwsza w Polsce dostała licencję na wystawienie „My Fair Lady” i „Skrzypka na dachu”. „Skrzypek” rozpoczynał się sceną, w której boh. w czarnym kostiumie siedział na dachu, obwiązany liną, i grał na skrzypcach słynny motyw muzyczny, z tyłu asekurował go strażak. Po konkursie, w którym zadbano o anonimowość uczestników, boh. został drugim koncertmistrzem w teatrze. Po jakimś czasie zaczęły się niesnaski, starsi wiekiem i stażem pracownicy nie mogli się pogodzić z tym, że ma wyższą pensję i nimi rządzi. Danuta Baduszkowa wysłała go staż do Filharmonii Bałtyckiej – granie w teatrze i filharmonii, uzyskanie tytułu koncertmistrza Teatru Muzycznego w Gdyni. W październiku 1972 r. po raz pierwszy wyjechał za granicę, na kontrakt do Norwegii.
[00:12:02] W Wyższej Szkole Muzycznej boh. poznał Włodka Nahornego, Czesia Niemena i Jurka Sapiejewskiego, który po skończeniu szkoły wyjechał do Kanady. Sapiejewskiego fascynowała muzyka Johna Coltrane’a, stworzył kwartet jazzowy, w którym grali m.in. Kazik Guzowski na klarnecie basowym i Roman Skórzyński na kontrabasie. Boh. prowadził kwartet smyczkowy, w którym grali studenci PWSM – koncert w Filharmonii Bałtyckiej. Zespół zaproszono w 1965 r. na festiwal Jazz nad Odrą – nagrody dla Sapiejewskiego i zespołu połączonych kwartetów jazzowego i smyczkowego. W 1966 zaproszono ich na Jazz Jamboree do Warszawy.
[00:15:00] Boh. grywał z różnymi składami, związał się z zespołem Rama 111 i zaprzyjaźnił z saksofonistą Przemkiem Dyakowskim. W 1966 r. na festiwalu Jazz nad Odrą kwintet, w którym grali m.in. Dyakowski i boh., brał udział w konkursie. Boh. ze swoimi skrzypcami dołączył do zespołu w ostatniej chwili, w zasadzie został wypchnięty na estradę. Skutkiem występu były nagroda dla boh. za kompozycję oraz nagroda dla niego jako instrumentalisty. W 1967 r. boh. wystąpił na Jazz Jamboree z Jean-Luc Ponty’m – towarzyszący muzycy. W 1968 zaproszono go w czasie Jazz Jamboree do piwnicy Wandy Warskiej. Boh. grał jazz, a jednocześnie był koncertmistrzem w gdyńskim teatrze.
[00:18:35] Boh. proponowano wyjazd za granicę, ale dał się skusić dopiero w 1972 r. W 1965 r. był członkiem Zespołu Rozrywkowego Radia i Telewizji Gdańsk, orkiestrę prowadził puzonista Janek Tomaszewski. Gdy zaproponowano mu objęcie kierownictwa w Teatrze Muzycznym w Łodzi, Tomaszewski wyjechał, a prowadzenie big bandu powierzył boh. Przez zespół przewinęło się wielu dobrych muzyków, jeden z nich, trębacz Marian Grymuza grał jednocześnie w zespole Marynarki Wojennej. Nagrania big bandu trafiały finalnie do I Programu Polskiego Radia w Warszawie. Marian Grymuza wyjechał na kontrakt do Norwegii i potem chciał tam ściągnąć boh., który dał się skusić jesienią 1972 r.
[00:22:05] W Norwegii podobało się boh., na początku grał w hotelu w Trondheim, potem w restauracji w Oslo. Zespół był bardzo popularny – uzyskanie sześciomiesięcznego kontraktu na statek pasażerski MS „Sagafjord”. Na bliźniaczym „Vistafjordzie” grał Jurek Walasek z żoną Carmen Moreno. Powody problemów w zespole. Boh. dotrwał do końca kontraktu i został w Norwegii. W zespole grał na skrzypcach i gitarze basowej.
[00:24:55] W liceum muzycznym w Katowicach w soboty były fajfy, wieczorki taneczne. W zespole grali Janusz Mych i Benio [Bernard] Kawka, potem obydwaj grali w „Novi Singers”. Potrzebny był basista znający tematy jazzowe – zapoznanie się z kontrabasem. Idolami boh. byli Oscar Peterson i Ray Brown – nauka gry na kontrabasie, uwagi profesora. Boh. mógł przenieść się z Katowic do Gdańska, ale musiał zdać egzamin dyplomowy w Liceum Muzycznym w Gdańsku – prof. Szmaj potwierdził, że musi wybrać: skrzypce albo kontrabas. Potem w Teatrze Muzycznym odkupił od kolegi czeską gitarę basową i grywał na niej po kryjomu. Do Norwegii wyjechał jako skrzypek i gitarzysta basowy.
[00:30:05] Wojtek Karolak obawiał się wyjazdu na kontrakt na statek, ponieważ powiedziano mu, że gra tam kontrowersyjny muzyk Benjamin Marhula. Karolak był znany z tego, że nie lubił grać z kontrabasistami i gitarzystami basowymi. Wspomnienie wywiadu udzielonego przez Karolaka i jego opinia o grze boh. Na statkach boh. grał przez 17 lat. Grał m.in. z Jerzym Bartzem, który był współpracownikiem znanego menadżera Roberta Koniarza. Grał z Włodkiem Nahornym, Robertem Majewskim, Jasiem Muniakiem, Andrzejem Dąbrowskim, Janem Ptaszynem Wróblewskim – Jan Ptaszyn na balu kapitańskim.
[00:34:40] Matka boh. musiała zostawić pracę i zajmować się domem, ojciec pracował na dwóch etatach, w zakładach skórzanych był kontrolerem technicznym, a po południu pracował w skoczowskim kinie jako kinooperator. Rodzice mieszkali w Skoczowie, a boh. i siostra w Katowicach. Siostra studiowała i pracowała. Boh. jako nastolatek zaczął nielegalnie grywać w lokalach, na występy zakładał perukę i doklejał wąsy. Po przeprowadzce do Trójmiasta mieszkał u brata matki. Po dwóch latach dostał mieszkanie komunalne za zasługi w krzewieniu kultury. Pracował w Teatrze Muzycznym, w Operze Bałtyckiej, grał w orkiestrze rozgłośni gdańskiej – finanse. Sprowadził z RFN magnetofon Grundig, obiekt podziwu kolegów. Od marynarzy kupował płyty amerykańskie.
[00:39:28] Boh. wyjechał na pierwszy kontrakt na statek, miał paszport pagartowski i roczną wizę amerykańską. Gdy przedłużono mu kontrakt, wiza wygasła. Wysłał więc z Nowego Jorku telegram do Pagartu potwierdzony przez kompanię żeglugową Norwegian America Line, bez wizy urząd imigracyjny mógł go zabrać ze statku. Pagart odpowiedział, że w celu przedłużenia wizy ma wrócić do Polski – odpowiedź boh. Przy wsparciu kompanii udało się załatwić sprawę w konsulacie. Boh. regularnie płacił prowizję Pagartowi i nie miał potem problemów.
[00:43:05] Gdy zespół rozpadł się w 1975 r. boh. został zmuszony do kupna instrumentów w Norwegii, spłacał raty i nie mógł wyjechać. Do kraju wrócił jesienią 1975, ponieważ jego siostra zachorowała i zmarła w 1976 r. Gdy przychodził do Pagartu, zaczynano rozmowę od pytania, czy zapłacił prowizję należną agencji. Pod koniec lat 80. już sam sobie załatwiał kontrakty. Wcześniej, w Pagarcie, dawał łapówkę i nie miał problemów z paszportem. Urzędnik dostawał paczkę Cameli, butelkę czerwonego Johnnie Walkera i sto dolarów.
[00:46:48] Gdy wprowadzono stan wojenny, muzycy, m.in. Wojtek Karolak, Jurek Bartz, zostali na statku na prośbę menadżera z Norwegii Roberta Koniarza. Nie było wtedy możliwości wymiany muzyków. Po powrocie do Gdyni boh. oddał paszport. Pewnego dnia wezwano go do Komendy Głównej MO w Gdańsku. Tam funkcjonariusz chciał go częstować alkoholem, papierosami – przebieg rozmowy, propozycja współpracy za paszport konsularny, amerykańską wizę i wejściówki na wszystkie koncerty jazzowe. Za to miałby raz w miesiącu pisać raport o tym, co mówią koledzy muzycy. Chodziło też o osobę menadżera Roberta Koniarza. Odpowiedź udzielona funkcjonariuszowi – tematyka rozmów na statku. Był luty-marzec 1983 r., w tym czasie w Warszawie boh. poznał przyszłą żonę i postanowił się przeprowadzić do stolicy – zakup mieszkania. W Pagarcie czekał na niego nowy kontrakt, boh. miał na początku czerwca lecieć do Nowego Jorku. Gdy się zjawił w Pagarcie, okazało się, że nie ma jego paszportu – wyjazd po dokument do Gdańska. Po powrocie do Warszawy zgłosił się do Biura Paszportowego, tam powiedziano mu, że na dwa lata zatrzymano mu paszport. Był to skutek odmowy współpracy z SB. [+]
[00:56:00] Boh. został w Polsce i miał problemy ze znalezieniem pracy, jego nazwisko było na „czarnej liście”. Pomogła mu Irena Santor, która zaangażowała go do zespołu. Grał też z Krystyną Giżowską. Znajomy miał firmę handlującą bielizną i boh. był tam komiwojażerem. Po dwóch latach poszedł do Biura Paszportowego i umówił się z urzędniczką poza budynkiem – udzielona rada. Paszport odnalazł się, w oficjalnym piśmie napisano, że przypadkowo wpadł za szafę. Z paszportem turystycznym poszedł do Pagartu, dał zwyczajową łapówkę i dostał paszport pagartowski – możliwość wyjazdu.
[01:00:28] Boh. dobrze wspomina rejsy po Bałtyku. Zdarzało się, że statek zawijał do Szczecina lub Gdyni, wtedy żona przyjeżdżała tam samochodem. Boh. dostarczał zachodnie proszki do prania, mydło, sprzęt AGD, owoce. Była to duża pomoc dla rodziny. Pomarańcze i banany woził rodzicom do Skoczowa. Pensje na statku były wyższe niż zarobki w kraju. W 1977-78 r. boh. i Wojtek Karolak mieli najwyższe pensje – ich wysokość. Pierwsza pensja na MS „Sagafjord” wynosiła 520 dolarów.
[01:03:40] W 1983 r. mieszkający w Gdyni boh. zaprosił do siebie przyjaciół, Amerykanów ze statku i pokazał im Trójmiasto – wycieczki dla pasażerów do Warszawy, Krakowa, a nawet samolotem z Warszawy do Moskwy, w tym czasie statek cumował w Gdyni. Był z przyjaciółmi w sopockim Grand Hotelu, zamówiono kawę i wino. W kawiarni nie było śmietanki do kawy ani cukru, ale kelnerka przyniosła cukierniczkę owiniętą w serwetkę, by nie widzieli jej inni goście. Gdy zwiedzano Gdynię, goście chcieli wejść do sklepu mięsnego – dostępny asortyment. Potem udano się do Pewexu – różnice w sklepach. Na ulicach były patrole milicji, w porcie stały radiowozy, amerykański statek był odgrodzony przez milicjantów. [+]
[01:08:47] Gdy boh. miał paszport, rodzina nie odczuwała niedostatku – pomoc rodzicom i teściom.
[01:09:20] W 1973 r. na „Sagafjord” wszystko było dla boh. nowe. Na statku był basen dla pasażerów i niewielki dla załogi. Muzycy mieli prawo korzystać z obu basenów. Była sauna i jacuzzi, w dobrze zaopatrzonym sklepie można było kupić zegarki, biżuterię, alkohol, słodycze, odzież. Było kino-teatr, w którym występowano – charakter występów. Gdy przeniósł się na [statki] Royal Viking Line, organizowano tam kilkunastoosobowe, wyreżyserowane show. Wtedy poznał granie ze słuchawkami na uszach, w jednym uchu miał perkusistę, a w drugim podkład muzyczny dużej orkiestry. Na rozpoczęcie show artyści wyjeżdżali na scenie do góry. Prowadzący przedstawiał muzyków, na początku na statkach grali głównie Polacy, potem także Amerykanie. Jeden z prowadzących [Larry] Adler, grający także na harmonijce ustnej, chciał się nauczyć wymowy polskich nazwisk, z niektórymi poszło mu dobrze, ale w czasie występu nazwisko „Marhula” skojarzyło mu się z marihuaną. Potem boh. miał taki przydomek. [+]
[01:15:55] Statki były luksusowe. Nawet w kabinach załogi były lodówki, to było dla boh. zaskoczenie. Kabiny pasażerskie miały często dwa pomieszczenia: sypialnię i salon z aneksem kuchennym. W kabinach bardzo luksusowych były balkony, a tam jacuzzi.
[01:18:02] Spostrzeżenia z miast na Zachodzie – brak szarzyzny i smutnych ludzi. Wspomnienie kolejek w Polsce, boh. i żona stawali o 6 rano w kolejce do „Smyka”, ponieważ można tam było kupić przydziałowe pieluchy dla dziecka. Boh. dużo jeździł samochodem – kwestia kartek na benzynę. Ponieważ nie palił, wymieniał na stacjach benzynowych kartki na papierosy za benzynę. Opony kupował za dolary, w warsztacie wymieniano je w aucie za łapówkę. Wojtek Karolak kupił opony do swojego Pontiaca w Nowym Jorku, obsługa sklepu dostarczyła je na statek. Wspomnienie miłej atmosfery na Zachodzie – zainteresowanie Polską. Do kraju wysyłano paczki. Muzycy z Czechosłowacji robili u siebie zakupy w Tuzexie [sieć sklepów w CSRS, gdzie za walutę można było kupić towary luksusowe] – wymiana informacji, co można w tym czasie kupić w Pewexie. W 1983 r. w Polsce nie było coca-coli, gdy boh. przywiózł ją do domu, to jedna pamiątkowa butelka stała potem przez kilkanaście lat – zgniły Zachód i zgniła komuna. Zakup papierosów i bielizny damskiej za dolary.
[01:24:10] Boh. w 1978 r. kupił mieszkanie rodzicom. W Skoczowie mieszkali w kamienicy przy ul. Kościelnej. Musieli w mieszkaniu palić w piecu węglowym. Ojciec, urodzony w 1902, nosił węgiel z piwnicy. W starym mieszkaniu był telefon – gdy boh. kupił rodzicom mieszkanie na nowym osiedlu okazało się, że telefonu nie można przenieść. Naczelnik poczty dostał w poniedziałek sto dolarów, a w piątek stały dwa słupy telefoniczne i rodzice mieli telefon z tym samym numerem. Zakup wyposażenia mieszkania. W tamtym czasie na zapisy można było kupić radziecki telewizor, ale kupiono telewizor Sony w Pewexie –PKO a Pewex. Zagranicą w oddziałach banku PKO wysyłano paczki do Polski.
[01:28:55] Towary kupione dla rodziny przywożono do Gdyni, celnicy brali łapówki. Boh. w Hongkongu kupił trzy aluminiowe skrzynie, przewoził w nich chemikalia, żywność, papierosy, alkohol i odzież oraz rzeczy dla synów. Dla żony kupił telefon bezprzewodowy. Na taki aparat trzeba było mieć zezwolenie z Poczty Polskiej. Dwa tygodnie trwało badanie aparatu przed oddaniem właścicielowi. Żona dostała też nosidełko dla dziecka oraz podgrzewacz do mleka – oddawanie nadmiaru ściągniętego mleka do punktu w Warszawie. Matka miała zaćmę, boh. kupował jej lekarstwo w Niemczech i dzięki temu nie straciła wzroku. Na Zachodzie kupował wodoodporne plastry na skaleczenia, w tamtym czasie niedostępne w kraju. Rodzaje ołówków i strun do instrumentów dostępne za granicą. W Polsce można było za to kupić znakomite pałki [perkusyjne] z łódzkiej wytwórni Szpaderskiego. Prosili o nie perkusiści Amerykanie. Gitarzystom basowym i kontrabasistom kupowano struny gdańskiej firmy „Presto”. [+]
[01:35:10] Olej „Castrol” do swojego forda combi boh. kupował w Kopenhadze i nadawał pięciolitrowe baniaki do Gdyni. Świece „Boscha” do auta, akcesoria samochodowe także kupował za granicą. Po jakimś czasie „Castrol” pojawił się w Pewexie. Szwagrowi przywiózł z Niemiec ściereczki do wycierania deski rozdzielczej – reakcja szwagra.
[01:36:46] Na Zachodzie widział uśmiechniętych ludzi. Wspomnienie tankowania benzyny na stacji w Polsce – wymiana kartek na papierosy za 20 litrów benzyny.
[01:37:30] W stanie wojennym był cukier na kartki, boh. przywiózł cukier z Hamburga i obdzielił rodzinę. Przywoził też kawę i czekoladę oraz odzież, w tym kolorowe śpioszki dla dziecka. Zachowanie sprzedawców w sklepach za granicą – zapotrzebowanie na maść tygrysią. Boh. mieszkając w Gdyni mógł kupować w Baltonie. Kupował brandy – przebicie cenowe, płaszcze ortalionowe i białe koszule non iron. Rzeczy mógł odsprzedać na ulicy, od razu po wyjściu ze sklepu. Odzież wstawiano do komisów – szybka sprzedaż. Boh. przywoził też maszynki do golenia – prezent dla sąsiada.
[01:42:32] Szczególnie Amerykanie byli dobrze nastawieni do Polaków. Na statku zapraszano polskich muzyków na party jako gości. Były też nieprzyjemne momenty. Cruise director kompanii, Anglik, nie lubił Polaków, a to on organizował życie zawodowe muzyków na statku. Zakres obowiązków hotel directora, który też czasem ingerował w występy. Był taki hotel director, też Anglik, który tak nienawidził Polaków, że zakazał im jeżdżenia windą i kazał muzykom chodzić kanałami dla załogi, mogli też używać windy towarowej. Po skończeniu grania nie mogli wychodzić na pokład pasażerski. Na niektórych statkach było mało miejsca dla załogi. Boh. nie wie, jakie były powody tej nienawiści.
[01:47:05] Grając z bandem kanadyjskim boh. przyjechał z kontraktu do domu. Miał być dwa miesiące, ale po tygodniu ściągnięto go z powrotem do Nowego Jorku. Czasem ze względów finansowych latał bardzo dziwnymi połączeniami, np. z Polski do Montrealu przez Frankfurt, Paryż i Nowy Jork. Boh. rozpoczynał show grając na kontrabasie, potem pojawiały się wokół niego pary tancerzy. Pianista, Kanadyjczyk, starszy pan zaprosił go na drinka i pytał, czy jest Żydem – wyjaśnienie pochodzenia imienia Benjamin. Matka lubiła tenora Beniamino Gigli, a ojciec przez lata śpiewał jako tenor w chórze kościelnym. Potem pianista dawał mu „w kość”, boh. powiedział o tym menadżerowi – sytuacje na statku. Raz w tygodniu był koncert jazzowy w klubie, trio grało 45 minut, a pianista chciał grać dłużej. Boh. powiedział menadżerowi, że chce zerwać kontrakt – odejście ze statku. Potem okazało się, że pianista był Żydem.
[01:54:03] Hotel director nie pozwalał muzykom robić zakupów w sklepie dla pasażerów. Cruise director, który nie lubił Polaków, dodawał im niepotrzebnej pracy, np. kazał grać na pokładzie po deszczu, gdy nikogo tam nie było. Na pokładzie grano, gdy statek przypływał do portu i odpływał. Kazał też grać przy basenie. Gdy statek przypłynął do Nowego Jorku, pasażerowie i załoga zeszli na ląd, a cruise director zatrzymał karty uprawniające muzyków do zejścia. Innym razem kazał ich rewidować, gdy wchodzili na pokład razem z pasażerami.
[01:59:10] Przez sześć sezonów boh. pływał z argentyńskiego portu Ushuaia albo z Wellington z Nowej Zelandii na Antarktydę, tam odwiedzano stacje badawcze różnych państw. Boh. fascynowała Antarktyda i przygotował broszurę na jej temat, nikt jednak nie chciał tego wydać.
[02:00:12] Na statku rano jedzono śniadanie w mesie oficerskiej. Można też było jeść w mesie dla załogi. Potem był czas wolny albo robiono próby – inny rytm dnia na morzu i w porcie. Gdy statek stał w porcie, muzycy mieli raczej wolne w dzień. Tylko pianiści grywali w czasie tea time, to zależało od hotel directora, jeśli na statku stojącym w porcie urządzano koktajle, to wtedy też grywano. Zazwyczaj o godz. 21 grano przez 45 minut do tańca. Potem była krótka przerwa i o godz. 22 i 23 był show. Jeśli zaczynano show o 21, to można było potem zejść na ląd, co było bardzo kuszące w Nowym Jorku. Na lodołamaczach pasażerskich nie było wielu muzyków i nie można się było zamieniać. Na dużych statkach były też kluby nocne, tu zaczynano grać o godz. 23 i czasem kończono o 4 nad ranem.
[02:06:24] Gdy wchodzono na statek zaczynając kontrakt, lider zespołu dostawał regulamin dotyczący działalności artystycznej – wytyczne i zasady. Na mniejszych jednostkach nie wolno było grać po godzinie 1:30 w nocy, ponieważ muzyka roznosiła się po statku. Gdy statek był na morzu, boh. lubił przychodzić do nocnego klubu, by pograć z kolegami. Zdarzało się, że gdy statek stał w porcie, nie było muzyki na żywo, grał tylko didżej, a muzycy szli do miasta. W Key West było dużo klubów nocnych, chodzono tam, by grać z amerykańskimi muzykami. Takie wypady nie zdarzały się, gdy grano na dużych statkach. Tam codziennie był jakiś show. Często występowali znakomici artyści.
[02:10:24] Gdy statek był na morzu, muzycy grający w nocnym klubie mieli więcej wolnego czasu niż ci, który grali w show. W czasie wolnym można było korzystać z dobrze zaopatrzonej biblioteki, z sali komputerowej, z sali ćwiczeń. Był basen, w którym można było pływać na desce. Można było uczyć się języka hiszpańskiego lub angielskiego. Stewardessy mogły chodzić na kurs szydełkowania. Było kino dla pasażerów i drugie dla załogi, muzycy mogli korzystać z obydwu. W kinie dla pasażerów wyświetlano nowości. Po każdym rejsie w porcie macierzystym wymieniano kasety VHS, które oglądała załoga. Boh. wiele razy obejrzał „Serpico” z Alem Pacino. Załoga lubiła oglądać kreskówki „Myszka Miki” oraz „Tom i Jerry”. Gdy statek był w Nowym Jorku, akurat wyświetlano „Ojca chrzestnego” i boh. był w kinie, niedługo potem można było film obejrzeć na statku.
[02:15:47] Artyści robili też show dla załogi. Muzycy byli na trochę innych prawach niż załoga – możliwości spędzania wolnego czasu – zamocowanie stołu do ping-ponga dla pasażerów. Na statkach Royal Viking Lane załogę stanowili głównie Norwegowie. Dla pasażerów organizowano pokazy norweskiego tańca i śpiewu, na takim występie widownia była pełna.
[02:18:16] W 1973 r. boh. zaczął pracę na dużym transoceanicznym statku „Sagafjord”. Był muzykiem jazzowym, miał 30 lat i przeżywał, że niedługo będzie w Ameryce. Statek wypłynął z Norwegii, zawinął do Kopenhagi i z Amsterdamu kierował się do Nowego Jorku. Tam statek miał stać trzy noce, boh. chciał odwiedzić najsłynniejszy sklep muzyczny Manny’s Music, kluby muzyczne.
[02:20:30] Szokiem był pierwszy kontakt z Norwegią. Boh. do Oslo przyjechał pociągiem, potem samolotem poleciał do Trondheim i mieszkał w hotelu linii SAS – zaskoczenie wyglądem pokoju hotelowego, emocje pierwszego skorzystania z toalety, w której czujnik spuszczał wodę. Kolega wszedł do męskiej toalety w restauracji i przestraszył się, gdy woda sama się spuściła – zetknięcie z bardziej zaawansowaną techniką.
[02:22:55] Lodołamacz niemieckiej kompanii „Marco Polo” nazywał się wcześniej „Aleksander Puszkin”. Jako statek pasażerki zabierał 120 pasażerów, grało na nim czterech muzyków. W toaletach napisy po rosyjsku informowały osoby korzystające z pisuarów, że służą tylko do oddawania moczu, Rosjanie wykorzystywali pisuary inaczej. Związkowcy z obsługi hotelu SAS w Trondheim byli zaprzyjaźnieni ze związkowcami Rosjanami i przyjechał stamtąd zespół taneczny – Rosjanie a krewetki. „Sagafjord” pływał także do Leningradu. Za używane dżinsy można było wszystko dostać. Toaleta w hotelu to była dziura w podłodze.
[02:25:55] W czasie stanu wojennego nie było mydła, cukru. W sklepach mięsnych była pasztetowa, a boh. szedł do Pewexu i kupował dobrą kiełbasę. Inni ludzie, stoczniowcy, nie mogli z tego korzystać. Wspomnienie wystraszonej kelnerki w sopockim Grand Hotelu, która ukradkiem przyniosła cukier.
[02:27:00] Wyjeżdżając do Norwegii boh. zabrał swoje instrumenty. Po przyjeździe poszedł do krawca, ponieważ członkowie zespołu mieli takie same garnitury. Na północy Norwegii kupił ciepłą bieliznę i ubrania, odpowiednie obuwie. W tamtym czasie w Polsce nie było ubrań na taki klimat. Pierwszą koszulę flanelową zobaczył i kupił w Norwegii. Pomagali mu trzej koledzy Polacy, jeden mieszkał tam już 20 lat i zabierał go na zakupy. Najpierw grano w Trondheim, potem w Bergen. W kolejnym mieście lider zespołu zmusił boh., by kupił nową gitarę. Polaków za granicą poznawano po ubraniach. W kraju dżinsy kupowano w komisach i Pewexie. Wspomnienie zakupu koszul na estradę i papieru nutowego. Technika na Zachodzie – kopiowanie paszportu na lotnisku w Oslo.
[02:35:20] Na statku boh. cieszył się tym, że za kilka dni będzie w Nowym Jorku. W 1976 grał przez 10 miesięcy w restauracji na starym Batorym, który był już wycofany z pływania i stał w Gdyni [MS Batory pływał do 1969, w latach 1971-72 został zezłomowany]. Poznał wtedy statek pasażerski, zwiedził maszynownię i mostek kapitański. Statek był zacumowany, ale kołysał się. Boh. nie miał choroby morskiej. Po wejściu na „Sagafjord” cieszył się z przyszłej wypłaty w dolarach. Do dziś ma rachunek z 1973 r. za gitarę basową Fendera – obecna cena instrumentu.
[02:38:11] Boh. oczekiwał Nowego Jorku, by móc pójść do sklepów płytowych – wrażenia ze sklepu wypełnionego płytami jazzowymi, zachowanie sprzedawcy, możliwość sprowadzenia konkretnej płyty. W sklepie muzycznym Manny’s oglądał gitary basowe – możliwość zagrania w wytłumionym pomieszczeniu.
[02:40:57] Boh. nie był w krajach, do których nie dopływają statki. Był w Australii, Nowej Zelandii, na wyspach Polinezji, w krajach Azji, Afryki, odwiedził obie Ameryki, Antarktykę, Spitsbergen. Jedenaście razy był na rejsach opływających świat. Razem z pasażerami statku poleciał na wycieczkę do Machu Picchu. Na statku było biuro turystyczne, które brało muzyków do obsługi wycieczek, na które udawali się pasażerowie. Boh. jeździł z wycieczką i np. pomagał pasażerom przy wysiadaniu z autokaru, potem razem z nimi zwiedzał. Inni koledzy nie jeździli na wycieczki. Boh. poleciał z Wojtkiem Karolakiem, by zobaczyć Taj Mahal. Kolega kupił koszulę przetykaną złotą nicią i dużego słonia z mahoniu, bardzo ciężkiego. W Aleksandrii statek stał kilka dni i boh. zobaczył piramidy. Z Jurkiem Bartzem był na safari. Zwiedził też więzienie w Alcatraz. Jurek Bartz miał przezwisko Podróżnik lub Wędrowniczek i zawsze był przygotowany do zwiedzania.
mehr...
weniger
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Mo. - Fr. 8:00 - 16:00 Uhr
(+48) 22 182 24 75
Bibliothek des Pilecki-Instituts in Berlin
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Pon. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Diese Seite verwendet Cookies. Mehr Informationen
Das Archiv des Pilecki-Instituts sammelt digitalisierte Dokumente über die Schicksale polnischer Bürger*innen, die im 20. Jahrhundert unter zwei totalitären Regimes – dem deutschen und sowjetischen – gelitten haben. Es ist uns gelungen, Digitalisate von Originaldokumenten aus den Archivbeständen vieler polnischer und ausländischer Einrichtungen (u. a. des Bundesarchivs, der United Nations Archives, der britischen National Archives, der polnischen Staatsarchive) zu akquirieren. Wir bauen auf diese Art und Weise ein Wissenszentrum und gleichzeitig ein Zentrum zur komplexen Erforschung des Zweiten Weltkrieges und der doppelten Besatzung in Polen auf. Wir richten uns an Wissenschaftler*innen, Journalist*innen, Kulturschaffende, Familien der Opfer und Zeugen von Gräueltaten sowie an alle an Geschichte interessierte Personen.
Das Internetportal archiwum.instytutpileckiego.pl präsentiert unseren Bestandskatalog in vollem Umfang. Sie können darin eine Volltextsuche durchführen. Sie finden ebenfalls vollständige Beschreibungen der Objekte. Die Inhalte der einzelnen Dokumente können Sie jedoch nur in den Lesesälen der Bibliothek des Pilecki-Instituts in Warschau und Berlin einsehen. Sollten Sie Fragen zu unseren Archivbeständen und dem Internetkatalog haben, helfen Ihnen gerne unsere Mitarbeiter*innen weiter. Wenden Sie sich auch an sie, wenn Sie Archivgut mit beschränktem Zugang einsehen möchten.
Teilweise ist die Nutzung unserer Bestände, z. B. der Dokumente aus dem Bundesarchiv oder aus der Stiftung Zentrum KARTA, nur beschränkt möglich – dies hängt mit den Verträgen zwischen unserem Institut und der jeweiligen Institution zusammen. Bevor Sie vor Ort Zugang zum Inhalt der gewünschten Dokumente erhalten, erfüllen Sie bitte die erforderlichen Formalitäten in der Bibliothek und unterzeichnen die entsprechenden Erklärungsformulare. Informationen zur Nutzungsbeschränkung sind in der Benutzungsordnung der Bibliothek zu finden. Vor dem Besuch empfehlen wir Ihnen, dass Sie sich mit dem Umfang und Aufbau unserer Archiv-, Bibliotheks- und audiovisuellen Bestände sowie mit der Besucherordnung und den Nutzungsbedingungen der Sammlung vertraut machen.
Alle Personen, die unsere Bestände nutzen möchten, laden wir in den Hauptsitz des Pilecki-Instituts, ul. Sienna 82 in Warschau ein. Die Bibliothek ist montags, dienstags und freitags von 8 bis 16 Uhr und mittwochs und donnerstags von 8 bis 19.30 Uhr geöffnet. Bitte melden sie sich vor Ihrem Besuch per E-Mail: czytelnia@instytutpileckiego.pl oder telefonisch unter der Nummer (+48) 22 182 24 75 an.
In der Berliner Zweigstelle des Pilecki-Instituts befindet sich die Bibliothek am Pariser Platz 4a. Sie ist von Dienstag bis Freitag von 10.30 bis 17.30 Uhr geöffnet. Ihr Besuch ist nach vorheriger Anmeldung möglich, per E-Mail an bibliothek@pileckiinstitut.de oder telefonisch unter der Nummer (+49) 30 275 78 955.
Bitte lesen Sie unsere Datenschutzerklärung. Mit der Nutzung der Website erklären Sie sich mit ihren Bedingungen einverstanden..