Eugenia Saciwko z d. Szostak (ur. 1924, Skoroda, obecnie Białoruś) pochodzi z rodziny rolniczej. Do wybuchu II wojny ukończyła cztery klasy szkoły powszechnej, po wojnie dokończyła edukację w trybie wieczorowym na poziomie siódmej klasy. W 1948 r. wyszła za mąż, urodziła czworo dzieci. Syn, żołnierz armii rosyjskiej, zginął w 2006 r. Eugenia Saciwko jest autorką wierszy dotyczących życia codziennego. Mieszka w Olkowiczach w domu zbudowanym przez męża.
[00:00:07] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1924 r. we wsi Skoroda w powiecie olkowickim.
[00:00:45] Boh. pamięta z dzieciństwa, że życie na wsi było ciężkie. Ziemi było mało, a dzieci dużo „jakże się przekarmić i odziać trzeba było”. Ojciec szukał miejsca do życia dla rodziny. Starszy brat ojca wyjechał do Ameryki i już nie wrócił. Mąż ciotki był w Ameryce i przysłał jej stamtąd pieniądze, za które kupiła 20 hektarów ziemi w Soroczynie. Ciotka poprosiła ojca o pomoc i zaproponowała odpisanie 5 hektarów. Rodzice się zgodzili, w Soroczynie boh. spędziła młodość.
[00:02:55] Przed wojną boh. skończyła cztery klasy polskiej szkoły. Potem uczyła się wieczorowo w rosyjskiej szkole i skończyła siedem klas. Dużo pamięta z polskiej szkoły, wiersze, piosenki. W czasie wojny był głód, Niemcy byli w garnizonie Olkowicze. Kościół był zniszczony, wieża się zawaliła. Niemcy wciągnęli tam karabiny maszynowe i bronili się przed partyzantami. Boh. zapytana o wierszyki ze szkoły recytuje słowa piosenki „Przybyli ułani pod okienko” i próbuje śpiewać „O mój rozmarynie”.
[00:05:42] W Soroczynie na wyrębie ojciec postawił małą chatkę, rodzina była biedna, chodzono boso. Wybuch pożar, spalił się dom oraz krowa i koń. Kiedy boh. była dziewczyną, przychodzili chłopcy. Jeden z nich, sympatia z młodych lat, przyjechał po wojnie i boh. napisała o tym spotkaniu wiersz po polsku – odczytanie utworu. Gdy znajomy odjechał, boh. na drugi dzień jechała tą samą drogą do córki do Mińska i napisała jeszcze jeden wiersz o dawnej sympatii – odczytanie wiersza.
[00:12:42] Boh. chciałaby jeszcze przeczytać opowieść o starej jabłoni i szuka jej w zeszycie, a ekipa naradza się w tle, jak dalej poprowadzić nagranie.
[00:13:45] Brat urodził się w 1922, a boh. w 1924 r. Małe dzieci pasły krowy. Mieszkano w lesie i boh. nie widywała innych dzieci, matka odprowadziła ją do szkoły – pierwsze wrażenia. Gdy matka odchodziła, boh. zaczęła płakać, ponieważ bała się zostać w nieznanym miejscu. Nauczyciel pan Kosiak uspokoił ją i dał 5 groszy na zeszyt. Jedna z dziewczynek poprosiła, by usiadła z nią w ławce. Potem chodziła do szkoły razem z bratem, choć był starszy. Klasy uczyły się naprzemiennie, by dzieci mogły paść krowy, bo nie było za co nająć pastucha. Boh. skończyła cztery klasy i zaczęła się wojna. Po wojnie dokończyła edukację na poziomie siedmiu klas w szkole wieczorowej.
[00:17:28] Polska szkoła była w Stajkach, mieściła się w wynajętym domu. Był tam korytarz i dwie klasy. Boh., z domu Szostak, szybko nauczyła się pisać i czytać, proszono ją o głośne czytanie w klasie. Zimą matka dawała swoje palto, by córka mogła pójść do szkoły, rękawy ciągnęły się po ziemi – łapcie robione przez ojca.
[00:19:39] „My już wstąpili, panienki takie byli. Nie było z kim się bawić, pamiętam jak kluba nie było”. Klub był tam, gdzie młyn, wokół rosły brzózki. Z dziewczętami spotykali się tam na tańcach chłopcy, którzy jeszcze nie dorośli na tyle, żeby iść do wojska. Życie było biedne. W Maćkowcach żyła panienka, ciotka była kucharką [w dworze] i boh. tam chodziła. Boh. i matka były na polu, zobaczyły ładne konie, na których jechały ładne dziewczynki, matka powiedziała, że to panienki [z dworu]. „Strasznie z nimi stało (się). Wtedy ksiądz także, nie pamiętam nazwiska, jak jego zwali [Aleksander, dopowiada ktoś zza kadru] zginął i z nim razem zginęła Wanda, pokojówka Marii Bohdanowicz”. Matka chodziła do pracy w majątku podczas żniw, zboże żęto sierpami. Za pracę dobrze płacono. Zarządca pilnował lasu i zabierał koszyki, gdy kogoś złapał.
[00:25:25] Niemcy mieli garnizon w Olkowiczach. Przechodzili koło domu partyzanci idący na akcje. W domu był piesek, który szczekał, gdy słyszał, że idą. Partyzanci zabili go i powiesili na płocie – reakcja dzieci. Ojciec znał ścieżki w lesie i zabierano go, by prowadził [partyzantów]. Doniesiono Niemcom, że rodzina pomaga leśnym i ojca aresztowano. Zamknięto go na trzy dni w Olkowiczach, aresztantów trzymano w budzie koło kościoła, a potem rozstrzeliwano. Ojciec siedział bez jedzenia i picia trzy dni. Gdy go aresztowano, boh. pobiegła za nim do Olkowicz. Ukryła się na posesji znajomych, gospodyni kazała jej wejść do szopy, by Niemcy jej nie zobaczyli. Boh. siedziała w szopie i płakała. Widziała ojca wyprowadzanego z baraku. Prowadzono go do jamy, z której brano piach. Ojciec wiedział, że to miejsce egzekucji. Potem opowiadał, że postanowił uciekać i tak zrobił. Strzelano za nim i raniono w rękę, ale ucieczka się powiodła. Przy jakimś chutorze zobaczył konia i postanowił pojechać do siostry do Cichonowicz. Tam spotkał partyzantów, którzy opatrzyli mu rękę. W domu płakano, był upał, matka nie wiedząc, że ojciec uciekł przed egzekucją, nie wiedziała jak zabrać jego zwłoki. Niemcy zbierali się do ucieczki z garnizonu. Boh. nie rozumiała o czym mówią, żołnierze krzyczeli „Pferd! Pferd!” i odjeżdżali. Na ulicach Olkowicz byli policjanci, jeden z nich przepuścił matkę i boh. Po ucieczce Niemców przyszedł człowiek, który powiedział, że ojciec uciekł i żyje [+]. Boh. nie pamięta, w którym roku ojciec zmarł, ale to było już po wojnie.
[00:35:25] W domu nikogo nie ukrywano, boh. nie wie czy robili to sąsiedzi. „Przychodził biedny Żydek”, ale nie wie, skąd pochodził. Bano się, bo niedaleko był niemiecki garnizon.
[00:36:20] Powody, dla których młodzi chłopcy mieszkali w ziemiance w lesie „Oni jeszcze nie dorośli do armii, tak samo brat”. Często zdarzały się kradzieże, ze spichrza znikało jedzenie, zabierali je ludzie przychodzący z lasu.
[00:38:15] Boh. miała starszego brata i młodszą siostrę Walentynę. Córka ciotki, która odpisała ziemię, została wywieziona na roboty do Niemiec. Ojciec zrobił z domu tajne wyjście i schowek, tam się chowano, gdy ktoś nadjeżdżał. Niemcy zabierali młode dziewczyny na roboty.
[00:40:34] Boh. nie pamięta, kto spalił dwory Bohdanowiczów. Opisała historię chłopaków, którzy ukrywali się, bo nie chcieli iść do wojska. Boh. woli pisać i czytać niż rozmawiać. Wojna się kończyła, boh. nie wie jaka panowała władza, ale chyba byli Rosjanie. Nie pamięta, kto zabił chłopców. Ojciec nie chciał, by brat szedł do bandy i ten zastosował się do jego woli. Przed Nowym Rokiem piłowano drewno, rano boh., która chorowała na tyfus, wyszła i usłyszała strzelaninę. Zastanawiała się o co chodzi, bo Niemców już nie było. Przyszła córka sąsiadki i powiedziała, że zabito tych, którzy ukrywali się w lesie.
[00:43:57] W lesie byli też uciekinierzy jeńcy. Gdy wojna się skończyła tańczono, śpiewano, to był 9 maja. Odbył się koncert.
[00:45:04] Po wojnie zrobiono kołchoz, potem sowchoz. Maćkowce to był tylko dwór, nie wioska. Potem powstała wieś – przesiedlenia. Ludzie nie chcieli iść do kołchozu, ale to było przymusowe. Rodzina miała swoją ziemię, młockarnię – sytuacja po wojnie. Z tych, którzy pierwsi wstąpili do kołchozu wybrano władze, przewodniczącego.
[00:47:03] W 1948 r. boh. wyszła za mąż. Przyszły mąż był [podczas wojny] w Niemczech na robotach, pracował tam u gospodarza. Był starszy o 12 lat i nie chciała za niego wychodzić, ale był człowiekiem kulturalnym, a ona miała już 24 lata. Ślub był w Kościeniewiczach, udzielił go ks. Stanisław Żuk. Do Kościeniewicz pojechano konno. Boh. pochodziła z rodziny prawosławnej. Matka była pobożną kobietą. Był zwyczaj, że kobieta po ślubie przyjmowała wiarę męża. Mieszkano w Sacziwkach, dość daleko od Kościeniewicz. Boh. kilka razy jeździła tam do kościoła, ale zaszła w ciążę i przestała to robić. Siedziała w domu, matkę martwiło, że nie chodzi do kościoła ani do cerkwi, mówiła, że Bóg jest jeden. Boh. znała obrządek w cerkwi i kościele. Modliła się po polsku, teraz także to robi, nie przywykła modlić się po białorusku. Boh. chodziła do cerkwi. Jej dzieci są katolikami, chrzczono je w Dołhinowie. Córka Walentyna mieszka w Mińsku i chodzi do kościoła.
[00:51:38] Ślub boh. był w kościele, a wesele we wsi. Nie kochała męża, bo był stary, ale szanowała go, bo był porządnym człowiekiem. Małżonkowie się nie kłócili. Boh. brała ślub w białej sukience i wianku na głowie. Wychodząc za mąż płakała, żałowała sympatii z dawnych lat, którego potem wspominała w wierszach. Tego chłopaka zabrała wojna, po latach przyjechał z Anglii. Charakter męża, który był przewodniczącym rady wsi Rakszyce. Wtedy zaczęto budować dom. Mąż wszystko robił sam, nawet drzwi. Po śmierci męża boh. płakała – refleksja na temat życia małżeńskiego.
[00:56:34] Boh. pamięta chłopców, których zabito w lesie. Opisała to, gdy była młodsza, teraz wiele zapomniała. Znajoma zaginęła i jej ojciec jej szukał, w lesie znalazł ziemiankę i bandytów. Chyba byli już wtedy Rosjanie. Na bandę napadnięto i rozbito ją. Zwłoki dziewczyny znaleziono nad strumieniem. Za to tych ludzi zabito.
[00:59:33] Niemcy nie chodzili po chutorach. Przychodzili partyzanci i „dokuczali” – żywność dla partyzantów. Raz przywieźli kozę, zabili ją i trzeba im było przygotować mięso. Przywozili kury, które trzeba było oskubać, gotować. Nie wiedziano kogo się bardziej bać. Partyzanci przychodzili co noc, odpoczywali albo trzeba było ich gdzieś przeprowadzić. Ojciec pewnego razu poprowadził ich do lasu i uciekł. Następnej nocy wrócili, pobili go i kazali, by boh. ich prowadziła. W domu była wtedy ciotka z Krajska. Kobiety zaczęły płakać i nie puściły jej.
[01:02:18] Początki pisania wierszy – w 1995 r. przyjechał znajomy, dawna sympatia, który po wojnie znalazł się w Anglii i tam się ożenił. Boh. czyta wiersz o nim napisany po polsku z domieszką rosyjskiego. I drugi poświęcony odjazdowi znajomego, napisany w sierpniu 1995 [te same utwory czytała na początku nagrania].
[01:07:10] Rodzina boh. uważała się za Białorusinów i nie zapisali się na repatriację do Polski w latach 50. Ojciec był Białorusinem ze Skorody, wieś była prawosławna. Katolicy uważali się za Polaków. W Pasiekach Maćkowskich mieszkali Polacy, katolicy [w 2019 mieszkały we wsi 2 osoby]. Obecnie w Polsce mieszka syn brata. Pod koniec wojny, gdy zabito chłopców [ukrywających się w lesie], matka odwiozła syna i dwóch synów sąsiada do Mołodeczna. Tam ich zostawiła i nie wiedziała, co się z nimi stało. Boh. szukała brata. Do Polski wyjechał Szostak ze Skorody i spotkał go. W Polsce brat pracował na poczcie. Szostak napisał krewnym ze Skorody, by powiedzieli ojcu, Władysławowi Szostakowi, że znalazł jego syna Grzegorza. Boh. napisała do brata emocjonalny list i ten przyjechał w odwiedziny. W tym czasie ojciec był chory.
[01:11:40] Boh. recytuje wiersz po rosyjsku o synu Sławomirze, który zginął w Rosji. Boh. miała czworo dzieci. Syn był wojskowym, służył m.in. w Czeczenii. Zginął 25 września 2006 r. w miasteczku wojskowym Buturlinowka w woroneskiej obłasti i tam został pochowany.
[01:15:03] Matka Anastazja z d. Ankuda pochodziła z Cichonowicz. Była tam granica Rosji i Polski. Początkowo chodzono z jednej strony na drugą, potem granica się ustaliła i matka nie mogła przejść na drugą stronę. Matka była prawosławna.
[01:16:05] Gdy mieszkańcy Pasiek Maćkowskich wyjechali do Polski, pasiono tam krowy. Boh. recytuje wiersz o jabłoni i pszczołach, gospodarz, który posadził drzewo wyjechał do Polski. Czyta też wiersz o życiu człowieczym napisany w 1996 r. i jeszcze jeden utwór poetycki. Boh. chodzi na jagody i wtedy wiersze przychodzą jej do głowy.
więcej...
mniej
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Warszawie
ul. Sienna 82, 00-815 Warszawa
Pon. - Pt. 8:00 - 16:00
(+48) 22 182 24 75
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie
Pariser Platz 4a, 00-123 Berlin
Wt. - Pt. 10:30 - 17:30
(+49) 30 275 78 955
Ta strona wykorzystuje pliki 'cookies'. Więcej informacji
W Archiwum Instytutu Pileckiego gromadzimy i udostępniamy dokumenty w wersji cyfrowej. Zapisane są w nich losy obywateli polskich, którzy w XX wieku doświadczyli dwóch totalitaryzmów: niemieckiego i sowieckiego. Pozyskujemy kopie cyfrowe dokumentów, których oryginały znajdują się w zbiorach wielu instytucji polskich i zagranicznych, m.in.: Bundesarchiv, United Nations Archives, brytyjskich National Archives i polskich archiwów państwowych. Budujemy w ten sposób centrum wiedzy i ośrodek kompleksowych badań nad II wojną światową i podwójną okupacją w Polsce. Dla naukowców, dziennikarzy, ludzi kultury, rodzin ofiar i świadków zbrodni oraz wszystkich innych zainteresowanych historią.
Prosimy zapoznać się z polityką prywatności. Korzystanie z serwisu internetowego oznacza akceptację jego warunków.
Portal internetowy archiwum.instytutpileckiego.pl prezentuje pełny katalog naszych zbiorów. Pozwala się po nich poruszać z wykorzystaniem funkcji pełnotekstowego przeszukiwania dokumentów. Zawiera także opisy poszczególnych obiektów. Z treścią dokumentów zapoznać się można tylko w czytelniach Biblioteki Instytutu Pileckiego w Warszawie i w Berlinie, w których nasi pracownicy służą pomocą w przypadku pytań dotyczących zbiorów, pomagają użytkownikom w korzystaniu z naszych katalogów internetowych, umożliwiają wgląd do materiałów objętych ograniczeniami dostępności.
Niektóre dokumenty, np. te pochodzące z kolekcji Bundesarchiv czy Ośrodka Karta, są jednak objęte ograniczeniami dostępności, które wynikają z umów między Instytutem a tymi instytucjami. Po przybyciu do Biblioteki należy wówczas dopełnić formalności, podpisując stosowne oświadczenia, aby uzyskać dostęp do treści dokumentów na miejscu. Informacje dotyczące ograniczeń dostępu są zawarte w regulaminie Biblioteki. Przed wizytą zachęcamy do zapoznania się z zakresem i strukturą naszych zasobów archiwalnych, bibliotecznych i audiowizualnych, a także z regulaminem pobytu i korzystania ze zbiorów.
Wszystkich zainteresowanych skorzystaniem z naszych zbiorów zapraszamy do siedziby Instytutu Pileckiego przy ul. Siennej 82 w Warszawie. Biblioteka jest otwarta od poniedziałku do piątku w godzinach 8–16. Przed wizytą należy się umówić. Można to zrobić, wysyłając e-mail na adres czytelnia@instytutpileckiego.pl lub dzwoniąc pod numer (+48) 22 182 24 75.
Biblioteka Instytutu Pileckiego w Berlinie znajduje się przy Pariser Platz 4a. Jest otwarta od wtorku do piątku w godzinach 10.30–17.30. Wizytę można odbyć po wcześniejszym umówieniu się, wysyłając e-mail na adres