Naczke Anna
Anna Naczke z d. Morżało (ur. 1929, Mścibów), córka Aleksandra Morżały, policjanta z Wołkowyska. Opowiada o aresztowaniu swojego ojca przez NKWD w październiku 1939. Ona sama w kwietniu 1940 została deportowana do kołchozu Malinówka w Kazachstanie, skąd wróciła do Polski w 1946 roku. Po latach dowiedziała się, że ojciec był więziony w Ostaszkowie i najprawdopodobniej zamordowany w Miednoje.
more...
less
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1929 r. w Mścibowie w powiecie wołkowyskim.
[00:00:21] Ojca przenoszono z miejsca na miejsce, pracował m.in. w Świsłoczy, Mścibowie, Wołkowysku. Prezentacja rodziców
Anny i Aleksandra Morżałów. Matka zmarła w 1933 r. w warszawskim szpitalu Dzieciątka Jezus, po latach uzyskano akt zgonu. Boh. miała starsze siostry: Helenę, urodzoną w 1923 r., Walentynę w 1926 i Marię w 1928, brat Aleksander urodził się w 1930 r. Walentyna urodziła się w Świsłoczy, bo tam wtedy służył ojciec. Inne dzieci urodziły się w Mścibowie.
[00:02:37] Ojciec był starszym przodownikiem Policji Państwowej i pracował w wydziale śledczym Komendy Powiatowej w Wołkowysku. Mieszkano w Wołkowysku przy ul. Kościuszki. Boh. chodziła do szkoły powszechnej nr 1. Gdy zaczęła się wojna, 3 Pułk Strzelców Konnych wycofywał się z Wołkowyska, razem z żołnierzami poszli policjanci, w tym ojciec. Do domu wpadli miejscowi komuniści i szukali go. Po jakimś czasie ojciec wrócił do domu, ale nie mówił gdzie był. Nocą do domu przyszło NKWD i został aresztowany. Do końca grudnia [1939] był w więzieniu w Wołkowysku. Macocha wywiozła do swoich rodziców małą córkę i więcej tam przebywała niż w domu. Dokwaterowano pięciu młodych komunistów. Potem siostra dowiedziała się, że ojca przewieziono do Grodna, udało się podać paczkę czy dwie. Pewnego dnia siostrze powiedziano, ze ojca już nie ma w grodzieńskim więzieniu, że prawdopodobnie zabrano go do Mińska. Tyle wiadomo na jego temat. Boh. widziała u macochy karteczkę po rosyjsku, bez daty i podpisu z napisem „bieliznę otrzymałem”. Ojciec chodził do rosyjskiej szkoły w czasie zaborów i znał rosyjski. [+]
[00:06:20] Boh. była z siostrą Marią, gdy sowieci wyjeżdżali do miasta, były to czołgi i kawaleria, oddział kozaków w czarnych pelerynach i baranich czapkach, potem szła piechota – żołnierskie szynele. Po wejściu Rosjan zabroniono wychodzić z domów. Naukę w szkole wznowiono późną jesienią. W Wołkowysku był duży węzeł kolejowy i szkoła kolejowa męska i żeńska. Była też szkoła żydowska. W czasach sowieckich do szkoły powszechnej chodzono na trzy zmiany – powód. Boh. nie chodziła długo do szkoły, ponieważ w kwietniu [1940] rodzinę deportowano.
[00:08:37] Do więzienia jeździła macocha albo najstarsza siostra, która przed wojną skończyła gimnazjum. Nie widziały się z ojcem, ale mogły podać bieliznę i jakąś żywność. W wołkowyskim więzieniu siedział inny policjant Szyszło, który popełnił samobójstwo przez zjedzenie szkła ze stłuczonego słoika. O tej sprawie było głośno. Potem nie przyjmowano jedzenia w słoikach. [+]
[00:10:09] Boh. ma kopie wszystkich pism wysyłanych w sprawie ojca do władz rosyjskich, polskich, do Czerwonego Krzyża – uzyskane odpowiedzi, „od czterdziestego roku […] nic nie wiemy o ojcu. A że zginął, na pewno nie przeżył”. W chwili aresztowania miał 44 lata.
[00:11:10] Do domu [w czasie okupacji sowieckiej] dokwaterowano pięciu młodych mężczyzn. Dwóch pracowało na poczcie, jeden w milicji, miał broń, ale nie miał munduru – zachowanie lokatorów. Otwarto gimnazjum białoruskie i w domu zamieszkały dwie uczennice. W nocy z piątku na sobotę 13 kwietnia [1940] rodzina została deportowana. Sowietów wpuścili lokatorzy. Macocha przyjechała od swoich rodziców, do których przeniosła się z córką Lilą. Dzieciom męża radziła, by przeprowadziły się do braci ojca, ale siostra nie chciała tego zrobić. Sowieci weszli do domu i kazali się szybko ubierać, jeden powiedział siostrze, by wzięła dużo jedzenia, bo droga będzie daleka. Rodzinę przewieziono na stację kolejową i tam czekano dwa dni. Transport ruszył w niedzielę przed południem. [+]
[00:13:16] Ludzie w wagonie śpiewali pieśni nabożne i narodowe. Podróż trwała 15 dni. Raz czy dwa na terenie Ukrainy zatrzymano się i dano zupę i kaszę w wiadrach. Ludzie jeszcze nie byli wygłodzeni i nie jedli zupy. Gdy pociąg stał na stacji w Wołkowysku, rozeszła się wieść o wywózce i mieszkańcy przynosili żywność, którą przez okienka wrzucano do wagonów. Po piętnastu dniach pociąg zatrzymał się na stacji w Kijałach w Północnym Kazachstanie. Podjeżdżały ciężarówki i zabierały zesłańców. Rodzina boh. i macocha, żona policjanta Rogowska z córką i rodzina sołtysa trafiły do kołchozu Malinowka, 80 km od stacji w Kijałach.
[00:16:21] W Malinowce mieszkano pięć lat. Wolno było poruszać się w obrębie rejonu. Siostry dowiedziały się, że jest praca w sowchozie Ałabije oddalonym o 50 km i tam się zatrudniły. W sowchozie płacono za pracę i dawano jeść. Gdy zaczęła się wojna, mężczyźni poszli na front, zostały kobiety i chłopcy. Siostra wyznaczała ludzi do pracy, obliczała ile kto zrobił i podawała to księgowemu. Na skutek wypadku z piłą miała przeciętą nogę powyżej pięty. Boh. poszła do sióstr w odwiedziny i została z nimi. Mieszkano w baraku z Białorusinką Chowańską i dwójką jej dzieci. Jesienią 1945 wiedziano o wyjeździe do Polski, w maju 1946 zorganizowano transport. Do Pietropawłowska wieziono ciężarówką pszenicę i na niej dojechano do miasta. Tam dziesięć dni czekano na pociąg.
[00:20:17] Na początku czerwca 1946 transport ruszył do Polski. Repatriantów nikt nie pilnował, podczas podróży do Kazachstanu nie wypuszczano ich z wagonów, tylko co jakiś czas dwaj ludzie wychodzili po kipiatok – cztery wiadra wody na 50 osób. Gdy boh. i siostry przeniosły się do sowchozu Ałabije, macocha i brat boh. zostali w Malinowce. Pewnego dnia w kwietniu brat przybiegł do sowchozu i pytał o wyjazd do Polski. Komisja repatriacyjna była mieszana polsko-radziecka, była w niej pani Spalona, żona inżyniera z Wołkowyska. Gdy jechano na stację do Pietropawłowska, udało się dołączyć macochę do repatriacji. W czasie drogi do Polski macocha wysiadła w Baranowiczach i pojechała do córki i rodziców. Boh. z siostrami i bratem dojechała do Myśliborza na Pomorzu Zachodnim. Tu mieszkała pięć lat, po ślubie wyjechała do Wrocławia.
[00:23:17] Wspomnienie wywózki – jeden z żołnierzy szepnął najstarszej siostrze [Helenie], by brała jedzenie. Macocha w decydujących chwilach wzięła różaniec i modliła się. Wszystkim zajęła się siostra. W drodze na wschód boh. notowała stacje, zapamiętała przejazd przez Wołgę oraz tunele w górach Ural. Dwa razy dano coś do jedzenia, ani razu nie wypuszczono ludzi z wagonów. [+]
[00:25:11] Na miejsce zsyłki przyjechano 28 kwietnia [1940], była prawosławna Wielkanoc, wiejskie kobiety w jakiś sposób świętowały. W tamtym czasie nie było jeszcze dużego głodu. Zesłańców wysadzono przy biurze kołchozu i czekano na zakwaterowanie. Rodzina boh. miała szczęście, trafiono do domu Aloszki Zielińskiego, prawdopodobnie Polaka z pochodzenia. Gdy Zieliński sprzedał chałupę, zamieszkano u Ukraińców Wróblewskich, których wywieziono w 1936 r. Gospodarz chętnie rozmawiał po polsku, jego syn Józek rozumiał polski, ale nie mówił w tym języku. Nie było pieniędzy, by zapłacić za mieszkanie, ale pomagano w pracach domowych. Malinowka leżała w stepie, opałem były kiziaki. Gdy przeniesiono się do sowchozu, to były tam lasy i drewno na opał.
[00:28:17] We wrześniu, październiku zaczynała się zima, która trwała do kwietnia, czasem śnieg padał w maju. Pewnego wiosennego ranka w Malinówce zaczął padać deszcz, który momentalnie zmienił się w zawieję śnieżną. Padało do wieczora i porobiły się zaspy. Wcześniej w czasie roztopów w stepie powstało jezioro. Wypuszczono w step bydło kołchozowe i to należące do kołchoźników. Bydło szło z wiatrem, zwierzęta weszły do jeziora i tam zamarzły. Zginęła krowa należąca do siostry gospodyni i ta dostała trochę mięsa. [+]
[00:31:00] W Malinowce były dwie studnie, w tej niedaleko domu woda była gorzko-słona i nie nadawała się do picia. Po wodę chodzono do studni przy oborze. Higiena latem – mycie się zwitkiem trawy, pranie przy użyciu gliny. Po porozumieniu polsko-radzieckim, gdy wiadomo było, że będzie można wyjechać do Polski, otrzymano paczkę z Tel Awiwu. Był w niej sweter, podkolanówki, kawałek tłuszczu roślinnego i kawałek mydła – jego zapach. Robienie ługu z popiołu, w zmiękczonej wodzie prano, myto głowę. Brat przyszedł z Malinowki bardzo zawszony. Siostra wsadziła jego ubranie do wiadra i zalała je wrzątkiem. [+]
[00:34:48] Dom Zielińskiego miał dwie izby, potem mieszkano w chałupach jednoizbowych, w gorszych warunkach. Gdy krowa się ocieliła, cielaka trzymano w chałupie – łapanie krowiej kupy. W sowchozie boh. i siostra spały na żelaznym łóżku. W pierwsze święta otrzymano opłatek z Polski, nie było jeszcze dużego głodu, jedzono pierogi, barszcz, kutię z pszenicy i maku. Potem, gdy już mieszkano w sowchozie, siostra dostała kawałek zaoranej ziemi w stepie, posadzono ziemniaki i pół worka zabrano jadąc do Polski, gotowano je na dłuższych postojach. Gdy panował głód, boh. zrywała zielsko i gotowała je, „to było całe jedzenie”.
[00:37:45] Najstarsza siostra po zranieniu nogi pracowała w biurze i chroniła boh. – prace w sowchozie. W czasie wykopków boh. zauważyła, że gdy zrobiło się ciemno, kobiety wkładały ziemniaki do wiaderek, też wzięła pół wiaderka i ze strachem je niosła, na szczęście nie było kontroli. Boh. nie pracowała dużo. Weterynarz zatrudnił ją podczas kąpieli owiec w środku dezynfekującym, gorzej było z kąpielą młodych byczków. Nosiła też na nosidłach wodę do wspólnej sowchozowej bani.
[00:40:32] Pewnego dnia boh. poszła do lasu po chrust na opał. Spotkała Zubienkę, przewodniczącego sowchozu, który zapytał, dlaczego nie jest w pracy. Zubienko ją zrugał i kazał następnego dnia stawić się do roboty. Powiedziała o tym siostrze, która już pracowała w biurze – jej kłótnia z przewodniczącym. „I takie to życie było”. [+]
[00:42:23] W czasie drogi na Ziemie Zachodnie niektórzy wysiadali po drodze, np. w Poznaniu. Rodzina boh. nie miała krewnych w Polsce i pojechano do końcowej stacji, do Myśliborza. Dojechało tam niewiele osób. Po drodze stano w Kostrzynie, Stargardzie, te miasta były bardzo zniszczone. Siostra spotkała na stacji kolejarza, pana Mazana, i zapytała, dokąd się udać z tobołkami. Kolejarz wskazał dom przy ul. Stalina, w którym było wolne mieszkanie na poddaszu. Po kilku dniach boh. wyjechała do siostry ciotecznej mieszkającej koło Zielonej Góry i tam spędziła lato. Do Myśliborza wróciła, gdy trzeba było iść do szkoły. Jedna z sióstr pracowała w magistracie, zaprowadziła boh. do piwnicy, w której siedział stary Niemiec, szewc, i leżała sterta butów. Jedna para pasowała na nią.
[00:46:08] Boh. uczyła się w szkole wieczorowej i zaczęła pracować w zakładach odzieżowych, ładnie szyła na maszynie. Szyto męskie koszule, spodnie, mundurki dla Służby Polsce. Po jakimś czasie przeniosła się do PSS-u i pracowała w księgowości. Na wczasach w Szczyrku poznała przyszłego męża, po roku wyszła za mąż. Urodziła się córka, a potem syn, który już nie żyje. Mąż zmarł w 1986 r. na zawał, mając lat 60. Boh. była na szkoleniu dla księgowych w Mikuszowicach koło Bielska-Białej, przyjechał tam narzeczony i zabrał ją do swoich rodziców w Kępnie. Mąż mieszkał we Wrocławiu i pracował w Energetyce. Starszemu bratu męża nie podobała się dziewczyna zza Buga, uważał, że nie pasuje do rodziny mieszkającej w Wielkopolsce.
[00:49:26] Po przyjeździe na Ziemie Zachodnie można było do PUR-u pójść po zupę, ale nie było naczyń. Boh. wyjechała na lato do kuzynki, jej synowie odwiedzają boh. W życiorysie pisała o wywózce. Personalny, podobno Żyd, był wyjątkowo opryskliwy. W 1952 r. trzeba było wypełniać ankietę i pisać, kto gdzie był w czasie okupacji. Zgodnie z prawdą napisała, że była sześć w Północnym Kazachstanie. Personalny ją wezwał i pytał, w jakich okolicznościach się tam znalazła – udzielona odpowiedź. Ojciec w policji też był źle widziany, więc pisała, że był urzędnikiem państwowym.
[00:52:00] W Wigilię na stole stawiano dodatkowe nakrycie, wspominano ojca, modlono się. Zachowanie macochy wobec pasierbów. Szanowano ją i mówiono mamusiu, ale to jednak nie była matka. Macocha wysiadła z transportu repatriacyjnego w Baranowiczach. Do Polski przyjechała dopiero w 1959 r. z zamężną córką i wnuczką. Po repatriacji zamieszkała w Polanowie, odwiedzano ją tam.
[00:53:39] Siostra cioteczna słyszała, ze ojciec boh. zginął w Katyniu – symbolika nazwy. W książce Jędrzeja Tucholskiego ojciec figuruje jako jeniec Ostaszkowa. Boh. była tam, ojca nie ma w spisie więźniów. Do dziś nie wiadomo, gdzie zginął. Ostatnia wiadomość była z Grodna. W ankietach personalnych boh. pisała, że był urzędnikiem państwowym i nikt jej nie dopytywał. Pisała w sprawie ojca do Czerwonego Krzyża, do archiwów w Grodnie, Mińsku – odpowiedzi.
[00:55:30] Boh. zamieszkała we Wrocławiu w styczniu 1952. Ślub wzięto w Kępnie, przyjechały dwie siostry i brat, który był w wojsku w Toruniu. Po przyjeździe do Wrocławia pracowała, podobne jak w Myśliborzu, w PSS w księgowości. Po urodzeniu dwójki dzieci pracowała dorywczo.
[00:56:54] Boh. należała do Rodziny Katyńskiej, obecnie nie udziela się. Należała także do Rodziny Policyjnej i była w zarządzie tej organizacji. Jeżdżono do Katowic na uroczystości organizowane przez Komendę Wojewódzką Policji. Boh. odwiedziła szkołę policyjną w Szczytnie.
more...
less
See similar materials in the "Chronicles of Terror" testimonies database: