Chmiel Stefan
Stefan Chmiel (ur. 1933, Warszawa) wspomina okupację i Powstanie Warszawskie, sytuację ludności cywilnej na Czerniakowie, kontakty rodziny z AK, tułaczkę po powstaniu z mamą i młodszym bratem i trudny powrót do Warszawy. Opisuje też powojenne problemy mieszkaniowe, wyjazdy do PGR-ów w ramach Ochotniczych Hufców Pracy, pracę w zakładach energetycznych, m.in. instalacje wykonywane w kolejnych mieszkaniach ministrów, a przy okazji porównuje warunki życia PRL-owskich prominentów z sytuacją „szarego człowieka”.
more...
less
[00:00:06] Autoprezentacja boh. urodzonego w 1933 r. w Warszawie na Czerniakowie.
[00:00:42] Rodzice po ślubie wynajęli pokój w domu pana Świderskiego przy ul. Bernardyńskiej, tam boh. się urodził, a w 1938 urodził się brat Jurek. Stryj był kościelnym w kościele przy Bernardyńskiej. Podczas nabożeństwa majowego boh. jako ministrant trzymał kadzielnicę. Kolega, również ministrant, ukradł kilka jabłek, ksiądz uważał, że boh. brał w tym udział – scysja z księdzem, zwolnienie z ministrantury.
[00:05:27] [Przerwa techniczna, wyciemnienie]
[00:06:00] Ze strony matki boh. miał trzy ciotki i czterech wujów. Dziadek miał piekarnię przy ul. Polkowskiej, było to popularne miejsce. Pieczywo wożono furgonami i dziadek miał siedem koni. Dziadek zlikwidował piekarnię, boh. pamięta go z dzieciństwa – medalik z datą śmierci dziadka. Liczna rodzina boh.
[00:08:24] Matka pracowała w fabryce „Staniola” [Zakłady Przemysłu Metalowego Staniola] przy Czerskiej, zakład należał do Żyda, który tam mieszkał. Robiono tam m.in. tubki do pasty do zębów. Ojciec pracował na poczcie i jeździł w ambulansach pocztowych. W czasie okupacji niemieckiej, przed atakiem Niemiec na Związek Radziecki, ojciec jeździł do Wilna i Lwowa. Ojciec zmarł nagle w 1942 r.
[00:10:44] Gdy wybuchła wojna, Czerniaków nie był bombardowany. Rodzina przeniosła się do kościoła, w którym stryj był kościelnym, nocowano w podziemiach budynku. Po wkroczeniu Niemców na ulicy stała niemiecka kuchnia polowa – chleb od kucharza, którego boh. nie wziął.
[00:13:20] W czasie okupacji boh. chodził do szkoły, a rodzice pracowali. W 1942 r. ojciec zmarł i sytuacja rodziny pogorszyła się. Mieszkano u babci przy Czerniakowskiej róg Chełmskiej. Dom był żydowski, boh. zapamiętał, jak rodzinę właściciela Srula zabierali Niemcy. Dwaj stryjeczni bracia byli w AK, ale w domu o tym nie rozmawiano. Z Rosji do Niemiec szły transporty, Niemcy wysyłali paczki do rodzin i czasem pocztowcy coś brali, choć groziła za to kara śmierci.
[00:19:13] Na kilka dni przed wybuchem powstania w domu i u stryja prowadzono nerwowe rozmowy. Mówiono, że Niemcy uciekają i „coś będzie”. Na dzień przed powstaniem na rogu Czerniakowskiej i Chełmskiej zastrzelono Niemca – strach przed represjami. Zwłoki zabrano i nic nie zrobiono mieszkańcom domu. Mieszkanie opuszczono w połowie sierpnia. Przyszli powstańcy i radzili się wyprowadzić przed ich atakiem na wodociągi. Rodzina przeniosła się do stryja do kościoła, gdzie spano w podziemiach. W pierwszych dniach powstania Niemcy zajęli kościół, potem byli tam ranni Niemcy, którymi się opiekowano. Liczono samoloty atakujące fort na Sadybie, w okolicy było spokojnie do 2 września, gdy kościół opanowali Niemcy. Tego dnia boh. miał imieniny i ciotka upiekła ciasto z marchewki. Na polach były plony, ale nie można było ich zbierać z powodu snajperów. Boh. jako dziecko nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, z tego, że mógłby zostać ranny albo zginąć. W ogrodzie koło kościoła akowcy mieli placówkę i pomagał im. Razem z kolegą rozbierali płoty, by dostarczyć powstańcom drewno na opał – reakcja matki. 2 września ciotka upiekła ciasto. Boh. rozmawiał ze starszą koleżanką Marysią, a potem zszedł do piwnicy. Niemcy strzelili w kierunku kościoła, pocisk rozbił zakrystię, ranił ciotkę, organistę, i zabił Marysię. Żołnierze kazali ludziom wychodzić, boh. widział zwłoki koleżanki. [+]
[00:27:53] Ludzi popędzono na Sadybę do fortu, dzielnica paliła się. W grupie wypędzonych był proboszcz, który trzymał na kolanach brata boh. Przyjechał gen. von dem Bach-Zelewski i przemawiał do zgromadzonych, powiedział, że „wyzwolili nas od bandytów i pójdziemy teraz w spokojne strony”. Przemowę tłumaczył proboszcz znający niemiecki. Grupę pędzono przez całą noc do Dworca Zachodniego. Tam ich zapakowano w pociąg i zawieziono do Pruszkowa na teren zakładów kolejowych. Ludzi podzielono na matki z dziećmi, starców, młodzież. Stryj kościelny miał szesnastoletniego syna Stasia i Niemcy włączyli go do grupy jadącej do obozu, ojciec poszedł za synem.
[00:31:40] Po dwóch tygodniach w pruszkowskim obozie rodzinę zapakowano do wagonu towarowego i wywieziono. Pociąg stanął w polu i zaczęto wysiadać. Rodzina trafiła do pobliskiej wsi, boh. ucieszył się na widok konia i chciał się nim zajmować. Gospodarz odwiózł ich do Opoczna, tam mieszkano jakiś czas. Potem przyjechali gospodarze i zabrali ich. Boh. został rozdzielony z matką i bratem, pasł owce u swoich gospodarzy. Rodzinę odnalazła ciotka, która trafiła po powstaniu do Skierniewic.
[00:36:28] [Przerwa techniczna, wyciemnienie]
[00:37:31] W lesie koło wsi byli partyzanci. Ciotka myślała, że jest tam brat stryjeczny boh. Cesiek. W niedziele partyzanci mieli mszę na leśnej polanie. Krążył nad nimi samolot, możliwe że robiono zdjęcia. Partyzanci wystawiali nocą warty na obrzeżach wsi i boh. poznał ich – pseudonimy. Ciotka pytała o Ceśka, ale jego nazwisko nic leśnym nie mówiło. Rodzina miała wyjechać do Skierniewic. Rankiem w dniu wyjazdu była gęsta mgła.
[00:40:53] [Przerwa techniczna, wyciemnienie]
[00:41:52] Ciotka szukała brata stryjecznego i przy okazji odnalazła we wsi rodzinę. Cesiek był w powstaniu i nie wiedziano, co się z nim stało. Ciotka przypuszczała, że poszedł do lasu, ale potem okazało się, że nie był w partyzantce. Postanowiono jechać do Skierniewic. Rodzina szykowała się do wyjazdu, rano była gęsta mgła. Boh. stał z partyzantami wartownikami, jeden zobaczył czołgi na drodze. Partyzanci uciekli do lasu, a on pobiegł do matki. Niemcy zaczęli strzelać pociskami zapalającymi, w panice schowano się w chałupie, matka przykryła dzieci pierzyną. Gospodyni zaczęła wynosić rzeczy, by ocalić coś przed pożarem – ucieczka ze wsi. Żołnierze za nimi strzelali. Matka i ciotka weszły z dziećmi do rzeki, choć nikt nie umiał pływać. Rodzina dotarła do stacji kolejowej i dojechano do Skierniewic, do ciotki. [+]
[00:46:33] U ciotki była już babcia ze strony matki, mąż ciotki pracował na kolei. Boh. kupował rano bułki i sprzedawał je chodząc po domach, w ten sposób zarabiał. Siedmioletni brat Jurek miał chore serce i był coraz słabszy. Matka poszła z nim do szpitala, gdzie zmarł 12 stycznia [1945], 17 stycznia Skierniewice zostały wyzwolone. W domu kwaterował dowódca czołgów. Potem boh. dowiedział się, że „któryś chciał tę moją ciotkę”, ale ostrzeżono ją i schowała się. Ciotka, właścicielka mieszkania, posłała dowódcy na podłodze – reakcja oficera czerwonoarmisty na widok łóżek.
[00:50:40] Postanowiono wracać do Warszawy, „co było bardzo dużą głupotą”. Rodzina doszła do Radziwiłłowa, ciotka znała miejscowych księży. Boh. dostał od nich drewniaki, w których trudno było iść w śniegu. W jakimś momencie uznano, że uda się dojść do Warszawy i wrócono pociągiem do Skierniewic. Tu rodzinę odnalazł brat matki, który po ucieczce z Warszawy mieszkał w Serokomli koło Kocka. Wuj przywiózł żywność ze wsi. Najstarsza siostra matki, ciotka Stacha, wróciła z obozu.
[00:53:25] Rodzina ponowiła próbę dotarcia do Warszawy i udało się dojechać do miasta. Tu trzeba było iść po gruzach, napisy „min niet”. Udało się dotrzeć do domu, w którym mieszkała babcia, jeden róg budynku był zawalony. Udano się do kościoła, w mieszkaniu stryja-kościelnego szyby były powybijane, rzeczy z piwnic rozkradziono. „To wszystko ukradli ci z Wilanowa, z Powsina, którzy mieli tutaj układy jakieś z Niemcami i przyjeżdżali w czasie tym, co myśmy byli wyrzuceni”. W czasie powstania matka prosiła stryja, by zakopać rzeczy w drewnianej skrzyni. Stryj nie chciał tego zrobić, „nie wierzył, że nas można wyrzucić z Warszawy”. Utrata dokumentów rodzinnych. Stryj schował gdzieś pieniądze, ale nikomu nie powiedział gdzie i rodzina tego nie znalazła. „Wróciliśmy nago i boso do Warszawy”. [+]
[00:57:00] Obok domu babci był dom w stanie surowym, prawdopodobnie też zbudowany przez Żyda – stan budynku. Koleżanka matki zajęła tam mieszkanie, które potem jej oddała – meldunek w stolicy od 1 lutego 1945. Razem zamieszkała babcia i dwie ciotki. Dom był z czerwonej cegły i w okolicy zwano go czerwoniakiem. Z powodu trudnych warunków życia w mieście matka wywiozła syna do wuja do Serokomli – podróż w otwartym wagonie zimą. Po podróży boh. chorował. Matka kupowała żywność i woziła ją na sprzedaż do Warszawy. Pociąg kończył bieg na Pradze i musiała przejść z ciężkimi koszami przez Wisłę mostem pontonowym. Dzięki temu zajęciu „odbiła się od dna, jak to się mówi, finansowo”.
[01:02:00] Boh. był u wuja na wsi do września 1945, przez trzy miesiące chodził do piątej klasy. Ciotka była krawcową, uczyła fachu sześć uczennic. Były to córki gospodarzy, dzięki nim w domu była śmietana, masło, sery, wuj zajmował się świniobiciem, „na jedzenie nie można było narzekać”. Boh. miał wszy, próbował sobie sam z tym poradzić, ale bez efektów. Potem fryzjer ogolił mu głowę, a ubranie wyparzono we wrzątku.
[01:04:02] Po powrocie do Warszawy, gdy matka jeszcze zajmowała się handlem, to wychodził po nią do mostu na Wiśle i pomagał nieść towary. Po jakimś czasie ciotki i babcia wyprowadziły się. Z matką i boh. zamieszkała stryjenka, żona stryja-kościelnego, oraz siostra Hela. Rodzina miała pokój z kuchnią, według władz dla boh. i matki to było „za bogato” – reakcja matki.
[01:05:54] Boh. podjął pracę mając 16 lat, uczył się wtedy w szkole wieczorowej. Zajmował się naprawami radioodbiorników, centrali telefonicznych, robił elektryczność na budowach. Murarze nazywali go „Pajączkiem” – technika kładzenia kabli. Z murarzami trzeba było dobrze żyć – powody. Pod koniec zmiany murarze prosili czasem, by kupił im flaszkę.
[01:09:58] W 1952 r. boh. zaczął pracować w centrali telefonicznej Ministerstwa Energetyki. Dostał się tam przez znajomości. Zmieniało się kierownictwo i nazwa ministerstwa, ale boh. nie stracił pracy – profity współcześnie. Żona pracowała w „Bristolu”, Orbis upadł i nie ma obecnie żadnych dodatków do emerytury.
[01:12:18] Boh. był w Ochotniczym Hufcu Pracy. Młodzież z miasta jeździła na wieś, by tam pomagać w PGR-ach przy żniwach i wykopkach. Pracował m.in. przy zwózce zboża, ponieważ nie potrafił kosić. Warunki bytowe w PGR koło Fromborka. Dwunastu chłopaków dostawało marmoladę na śniadanie. Kawałek nie był podzielony na porcje i ten, kto późno wstał, to jej nie dostał. Boh. prosił kierownika o zmianę przydziału żywności – udanie się do wyższej instancji. Wizyta I Sekretarza partii – zachowanie kierownika PGR-u.
[01:21:21] Boh. lubił konie. Pewnego dnia wrócił konno z pola do gospodarstwa i kierownik stwierdził, że zwierzę mogło dostać skrętu kiszek. Boh. był gotowy ponieść konsekwencje, ale koń żył. W sąsiednim gospodarstwie były dziewczyny i chciał do nich pojechać. Kierownik powiedział, że da mu konia. Stajenny uprzedził go, że pewnie da mu zwierzę, które nie nadaje się do pługa ani do bryczki. Gdy tak się stało, boh. wymówił się od wyjazdu. Jeździł na OHP w latach 50., w 1961 wziął ślub i już nie wyjeżdżał do PGR-ów
[01:24:40] Boh. grał w piłkę nożną w reprezentacji Czerniakowa – turnieje „dzikich drużyn”. Chciał spróbować swoich sił w „prawdziwej piłce” i zapisał się do Legii. Wiekowo nie nadawał się już do juniorów. Boh. jest krótkowidzem i to przeszkadzało w grze. Był dobry w słoneczne dni, a słabo grał w dni pochmurne. Trenerzy nie wiedzieli, o co chodzi. Boh. grał w klubie przez cztery lata, miał znajomych w pierwszej i drugiej drużynie, kolegował się z Szymkowiakiem, Brychczym. W 1955 i 1956 r. Legia została mistrzem Polski.
[01:27:12] Część zawodników to byli wojskowi, przed wyjazdem na urlop chcieli zrobić pożegnanie i boh. zaprosił ich do domu. Przyszło szesnastu kolegów „i to było szaleństwo”. Przyszli też sąsiedzi, którzy chcieli zobaczyć Brychczego. Kolega Ignaś Penconek, bramkarz Legii i sąsiad, chodząc na metę po alkohol przechodził koło kiosku, w którym pracowała matka boh. Te spacery ją zainteresowały i Ignaś powiedział jej, że w domu jest impreza. Matka zamknęła kiosk i przyszła do domu – reakcja kolegów. Mieszkanie było na II piętrze i miało balkon, jeden z gości zrobił stójkę na rękach na poręczy, ten „wybryk mógł się źle skończyć”. [+]
[01:31:47] Reprezentacja Korei ludowej miała rozegrać sparing z pierwszą drużyną Legii. Boh. przyszedł rano na stadion i dowiedział się, że zaraz będzie mecz. Trener powiedział, że nie ma jednego Koreańczyka i kazał boh. się przebrać – krótki udział w meczu. Tajemnicą było, po co zawodnicy Korei przyjechali do Polski. Drużyna Legii była w tamtym czasie bardzo dobra, ale boh. nie pamięta, kto wygrał mecz. W czasie sparingów trenerzy sprawdzali zawodników. Czasem grał w drużynie major Longin Janeczek, który chciał, by na boisku mówić do niego po imieniu.
[01:36:16] Gdy wybuchło powstanie, to oczekiwano, że „zaraz wejdą ruskie”. Boh. stawał na murze kościoła i patrzył w stronę Wisły, czy nie widać przeprawy żołnierzy. Nastroje mieszkańców były dobre, „poresztą to walczyły dzieci tych mieszkańców, tak?, to wszyscy mieszkańcy byli za, za tym, żeby tej córce czy temu synowi się nic nie stało, i tak dalej”. Postawa Stalina – wstrzymanie ofensywy, „Stalin czekał aż Niemcy wybiją naszą młodzież, a później on resztę dokończy no jak wejdzie, tak było”. W powstaniu walczył Marian Chmiel, syn stryja, i został ciężko ranny – losy po wojnie. Walczył też Czesiek, który po wojnie pracował w Ministerstwie Gospodarki – brak awansu, „ta przeszłość za nimi się ciągnęła”. Boh. po wojnie nie miał problemów z UB, choć nie zapisał się do partii. Marian po powstaniu był w szpitalu, a Czesiek trafił do Niemiec, ale boh. nie wie, czy był w obozie. Marian pracował na kolei.
[01:43:13] Stryj i jego syn Staś zginęli w obozie koncentracyjnym. W dokumentach obozu były informacje na ich temat i rodzina dotarła do tego, ale boh. nie wie, kiedy to miało miejsce. Ojciec i stryj kupili w latach 30. działkę w Aninie. Ojciec chciał zbudować dom i prowadzić tam magiel.
[01:46:27] Matka, Julia Nowacka, urodziła się w 1905 r., ojciec Józef Chmiel zmarł w 1942 r., matka miała wtedy 37 lat.
[01:47:25] Boh. nie pamięta końca wojny, był wtedy na wsi u wuja. Mówiono o końcu wojny. W okolicy byli partyzanci, którzy pobili mężczyznę prowadzącego skup mleka. Dzieciaki bawiły się w wojsko, biegały z bronią po wsi. Boh. złapano i odesłano do domu. Potem partyzanci przyszli do wuja na kolację, ich dowódca miał ładnego konia. Pewnej nocy przyjechało NKWD i wieś została otoczona, dwóch ludzi uciekało i raniono ich, kogoś złapano. Wuj bał się wywózki i schował się na dachu, gdzie spędził cały dzień. Na wsi wuj był znany jako pan Mączka, a NKWD szukało go pod prawdziwym nazwiskiem Eugeniusz Nowacki. Wuj po jakimś czasie wrócił do Warszawy i był dyrektorem drukarni kolejowej.
[01:53:20] Gdy zmarł Stalin, jedna z pracownic ministerstwa płakała, ale nie można się było śmiać, „bo można się było śmiać na Syberii”. Stosunek władzy do robotników. W domu boh. mieszkało trzech murarzy, potrzebnych krajowi. Boh. cieszył się z posiadania mieszkania, pomimo tego, że były w nim szczury. W pracy na niektórych trzeba było uważać, z niektórymi nie chodzić na piwo.
[01:57:00] Boh. z racji zawodu miał do czynienia z ministrami, z ich telefonami. Do napraw wysyłano boh., który jeszcze nie miał rodziny – obawy żonatych kolegów. Mała córka jednego z ministrów chciała się z nim bawić, gdy przyszedł by naprawić telefon. Minister dostał mieszkanie naprzeciwko chińskiej ambasady, sześć pokoi z kuchnią. Boh. mieszkał wtedy w dwóch pokojach ze ślepą kuchnią. Wysłano go do nowego mieszkania ministra, ponieważ okazało się, że jego syn życzy sobie mieć telefon w swoim pokoju – położenie kabla, prace różnych ekip w mieszkaniu. Kupiono alkohol i gdy przyjechał minister, to chciał wypić razem z robotnikami, tylko boh. się nie krępował – rozmowa z ministrem. Mógł potem złożyć podanie o talon na samochód, ale nie zrobił tego. Wspomnienie spracowanej pani ministrowej. Boh. zapytał ministra, dlaczego wyprowadził się z mieszkania przy Belwederskiej. Okazało się, że na górze mieszkał generał, którego stara matka zapominała zakręcić wodę i zalewała jego mieszkanie.
more...
less
See similar materials in the "Chronicles of Terror" testimonies database: