Zwierkowska Krystyna
Krystyna Zwierkowska z d. Mandzela (ur. 1937, Stubno) została deportowana wraz z rodziną 10 lutego 1940 w tajgę w Krasnojarskim Kraju. Jej ojciec został zmobilizowany do I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, był ciężko ranny podczas forsowania Wału Pomorskiego. Pani Krystyna wraz z matką i trojgiem rodzeństwa wróciła do Polski transportem repatriacyjnym w maju 1946. Opowiada o warunkach życia na zesłaniu, powrocie do Polski oraz stosunkach polsko-ukraińskich w okolicach Przemyśla.
more...
less
[00:00:10] Autoprezentacja boh. urodzonej w 1938 r. w Stubnie. Przedstawienie rodziców: Anny i Wawrzyńca Mendzelów.
[00:00:40] W 1939 r. sowieci zajęli Stubno. We wsi mieszkali Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Utworzono milicję ukraińską i rozpoczęto prześladowania Polaków. Rodzice byli kolonistami. Dziadek Zachariasz Mendzela i jego najstarszy syn, brat ojca, wyjechali z Przeworska do Ameryki i byli tam kilka lat. Po powrocie kupiono w Stubnie ziemię z parcelacji majątku i wybudowano domy dla czwórki dzieci. Dziadek przywiózł rower, którego wcześniej nie znano. Majątek powodował zazdrość. Na kolonii było ponad 20 domów, mieszkali tam sami Polacy. W czasie okupacji najbardziej prześladowano ojca, który przed wojną był komendantem Strzelca. W domu ciągle robiono rewizje.
[00:02:55] 10 lutego 1940 nad ranem do domu zastukali nieznani ludzie. Gdy ojciec otworzył, weszli dwaj enkawudziści i miejscowy Ukrainiec Hołod. Rodzina miała 20 minut na zebranie rzeczy. Podczas rewizji ojca znaleziono w kieszeni scyzoryk przywieziony przez dziadka z Ameryki i jeden z enkawudzistów go zabrał. Stan psychiczny matki – chaotyczne pakowanie do kufra. Boh. zawinięto w pierzynę, matkę na siłę wyprowadzono z domu, a Ukrainiec zamknął drzwi na klucz. Matka chciała po coś wrócić, ale Hołod powiedział, że to już nie jest jej dom – interwencja enkawudzisty. Matka wzięła figurkę, którą przywieziono z powrotem do Polski – oddanie domu pod opiekę Matce Boskiej. Matka pobiegła do obory i przytuliła się do krowy tak, że nie można jej było odciągnąć. Zaciągnięto ją na sanki i rodzinę wieziono pod strażą enkawudzistów. [+]
[00:07:32] Dojechano do Medyki. Stał tam pociąg z bydlęcymi wagonami. Rodzice spotkali wielu znajomych. W wagonie mieściło się 50-60 osób, były zamykane od zewnątrz – opis wagonu, dziura do załatwiania potrzeb naturalnych i piecyk. Po latach takimi samymi wracano do Polski i te wagony boh. pamięta. Pociąg ruszył następnego dnia, boh. położono na półce i głowa przymarzła jej do ściany wagonu. Kilka brykietów szybko spalono i nie było opału. Podróż trwała ponad cztery tygodnie, co jakiś czas pociąg się zatrzymywał i dawano kipiatok. Na innych postojach wyrzucano zwłoki, zmarło wiele dzieci i osób starszych. [+]
[00:10:55] Dojechano do Kamarczagi w Krasnojarskim Kraju. Tam zesłańców przesadzono do ciężarówek i zawieziono do Pimy a następnego saniami do tajgi – zamieszkanie w baraku w środku lasu. Wywieziono także rodzeństwo ojca, ale nie mieszkano razem. Barak miał ponad sto metrów długości, mieszkało tam 200 rodzin, czyli ok. 500 osób. Spano na piętrowych pryczach. W baraku było sześć piecyków. W czasie mroźnej zimy odmrażano twarze. Po przyjeździe dano dwa dni na zagospodarowanie się, a potem wszyscy od 14 roku życia musieli wyjść przed barak, enkawudzista ubrany w szubę i walonki powiedział, że zesłańcy już nie zobaczą Polski.
[00:15:10] Mężczyźni zostali skierowani do pracy w lesie i mieli tam ścinać drzewa. Zesłańcy nie mieli odpowiedniej odzieży. Kobiety i dzieci od 14 roku życia zbierały gałęzie i odciągały do nasypu budowanej kolei transsyberyjskiej. Gałęzie palono i roztapiano śnieg oraz pierwszą warstwę zamarzniętej ziemi. Kobiety zruszały ziemię, którą ładowano na nosiłki i zanoszono na budowany nasyp kolejowy.
[00:17:30] Część młodych kobiet, w tym matka, dostały cięższą pracę. Musiały nosić wodę z rzeki do tartaku – trudne warunki w czasie mrozów. Żywność była na kartki, chleb wypiekano z prosa i boh. go pamięta. Brat chodził po chleb, ale zanim doszedł do baraku, połowę zjadał i matka nie miała co dać młodszym dzieciom. [+]
[00:20:05] Wysoka śmiertelność wśród zesłańców. Skutki deportacji w lutym. Rodzina trafiła do najstarszego baraku, stojącego od czasów carskich. Zesłańców atakowały pluskwy, nogi prycz stawiano do puszek z wodą, ale insekty spadały z sufitu – choroby zakaźne, tyfus. Nie było lekarzy ani lekarstw. Słabsi umierali. Zmarł dziadek i pochowano go w śniegu.
[00:23:10] W 1941 r. Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Rozmowy Sikorskiego ze Stalinem – powstanie polskiego wojska. Żeby wyjść razem z armią Andersa, trzeba było mieć pieniądze albo mało dzieci. Rodzina boh. miała trójkę dzieci i nie mogła się ewakuować. Siostra ojca była młodą mężatką i nie miała dzieci, brat Antoni miał jedno dziecko i oni wyszli z Andersem. Ojciec i jego najmłodszy brat Andrzej mieli większe rodziny i nie mogli iść do wojska.
[00:25:35] Żeby odejść od baraku na odległość kilometra, zesłańcy musieli mieć przepustkę. Brat na liście płac zobaczył, że niedaleko jest ciotka i stryj. Z kolegą Kolą udał się po kryjomu do baraków oddalonych o 10 km. Doszedł do baraku, ale zaraz za nim przyjechał konno enkawudzista, który popędził go z powrotem i zamknął na dobę w areszcie. Ciotka i stryj wyszli z ZSRR z armią Andersa.
[00:27:26] W 1941 zesłańcy mogli opuścić baraki i poruszać się po części azjatyckiej ZSRR – przemieszczanie się do kołchozów. Zatrzymano się we wsi Siemionowka, dziś jest to miasto. Rodzice zatrudnili się w kołchozie, dostali trochę zboża i ziemniaków, by założyć ogród. Niestety była susza i to się nie udało. W miejscowości był dom dziecka, ojciec i stryj Andrzej dostali tam pracę jako szewcy. Nie znali tego zajęcia, ale radzili sobie rozklejając stare buty i robiąc formy. Matka pracowała jako praczka. W domu ojciec robił buty dla mieszkańców Siemionowki. Wymieniano żywność na ubrania przywiezione z Polski. Piękną sukienkę zamieniono na 2 kg ziemniaków, które w czasie drogi zamarzły i przypominały orzechy, trochę zamrożonego mleka i kilka garści kiszonej kapusty [wzruszenie]. [+]
[00:32:00] W Siemionowce urodziła się najmłodsza siostra boh. Tragedią rodziny było zabranie ojca na wojnę. Zmobilizowano go razem z bratem Andrzejem do 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki w Sumach [Sielcach] nad Oką.
[00:32:32] Po przyjeździe do Siemionowki zamieszkano u dziadka Bojdy, który matce przypominał polskiego szlachcica. Bojda miał pozytywny stosunek do Polaków, był biedny, ale gdy urodziła się siostra Helena, dzielił się mlekiem. Opinia na temat przedstawicieli władzy sowieckiej oraz o prostych ludziach, którzy nienawidzili komunistów. Zabrano cerkwie, w których zrobiono spichlerze i kluby. Syn Bojdy Sańka poszedł na wojnę, dziadek zabrał do siebie wnuki Kolę i Katię, oddając dom syna trzem rodzinom. Rodzina boh. dzieliła go z rodziną stryja Andrzeja i Sroczykami. Dziadek Bojda pomagał matce, gdy ojciec poszedł na front. W domu na środku stała kuchnia, gotowano w specjalnych garnkach żeliwnych.
[00:37:35] Jednym z pierwszych wspomnień boh. jest atak krowy, która przewróciła ją i chciała nadziać na rogi. Ojciec pobiegł na ratunek z butem i szydłem w ręku i odstraszył zwierzę. Dziadek Bojda był stróżem w pasiece. Był sądzony za wzięcie ze stogu niewielkiej ilości siana – powszechność kradzieży, i zabrano mu 40 dniówek.
[00:41:48] Gdy ojciec poszedł na wojnę, brat zajął jego miejsce w domu dziecka i robił buty. Matka pracowała jako praczka w domu dziecka i masłobojni. Pewnego dnia przyszła pochoronna, zawiadomienie o śmierci ojca, trójkącik papieru pakowego z napisem „Mendzela ubit” – rozpacz w domu. Potem okazało się, że zginął stryj Andrzej.
[00:43:57] Wiosną 1946 przyszła wiadomość, że Polacy będą mogli wrócić do Polski – agitacja Związku Patriotów Polskich. Po ewakuacji armii Andersa Polakom, którzy zostali w ZSRR kazano przyjąć obywatelstwo rosyjskie. Karano tych, którzy nie chcieli tego zrobić, ale ci, którzy przyjęli obywatelstwo nie mogli potem wyjechać do Polski. Matka nie przyjęła obywatelstwa. Przed wyjazdem matka spakowała prawidła do butów zrobione przez ojca. Dziad Bojda zrobił beczkę, w którą zabrano wodę źródlaną na drogę.
[00:46:55] W soboty chodzono do bani, po kąpieli wybiegano na śnieg i nikt nie chorował. Potem dziad Bojda zapraszał na herbatę. Brat przyjaźnił się z Kolą i korespondował z kolegą, gdy wrócił do Polski.
[00:49:48] Gdy wyjeżdżano, wiele młodych dziewczyn przyszło pożegnać się z bratem Józkiem, który miał wtedy 20 lat – zabawy młodych, czastuszki. Punkt zborny dla repatriantów był w Klukwinie. Matka bała się, że Józek zawróci do Siemionowki. W Klukwinie czekano dwa dni na odjazd pociągu, wyjechano w połowie kwietnia, do Polski wrócono 26 maja [1946]. Pociąg był długi i miał dwie lokomotywy – przejazd przez drewniany most na Jeniseju, młodzi wysiedli z pociągu i szli przez most. Pociąg zatrzymywał się na bocznicach kolejowych – gotowanie posiłków.
[00:54:38] Boh. przed powrotem do Polski nie wiedziała, jak wygląda biała mąka, cukier. Na Wigilię w Siemionowce matka ugotowała ziemniaki, a potem purée zapiekła w rondlu i pokroiła jak chleb – rozmowa o pieczywie.
[00:55:51] Ciotka pojechała do Kołomyi, by wysłać paczkę rodzinie na Syberii. Były tam masło, smalec, mąka, cukierki. Paczkę zabrano do sielsowietu i tam okradziono, potem wezwano matkę i zarzucono, że jest kułaczką. Rosjanie nie mogli się nadziwić grubości słoniny. Ciotka przysłała też główki aniołków, z których potem zrobiono ozdoby na choinkę.
[00:58:05] Droga do Polski, prowiant z PUR. Po przejechaniu granicy w Brześciu pociąg zatrzymał się. Ludzie wysiedli z wagonów, boh. i Leon, syn stryja Andrzeja, zauważyli, że nikt nie wynosi garnków do gotowania. Ludzie gdzieś szli gromadą, a dzieci poszły za nimi do dużego domu z wieżą i krzyżem – wrażenia z kościoła, gdzie starsi padli krzyżem dziękując za powrót do Polski. Zapłakana matka tłumaczyła dzieciom, że nie zemdlała w kościele.
[01:00:50] W czasie forsowania Odry ojciec został ciężko ranny. Po pobycie w szpitalu polowym we Wrocławiu dostał dwa tygodnie urlopu, pojechał w mundurze, z bronią do rodzinnej wsi i na drodze spotkał Hołoda, który padł przed nim na kolana. Gdy po wojnie przyjechał do wsi, trafił na wysiedlanie Ukraińców na Ukrainę. Dom był bardzo zniszczony, Ukraińcy szukali tam bogactw, pozrywali podłogi i sufity. W czasie repatriacji rodzinę zawieziono do Szczecina, ale rodzice nie chcieli tam mieszkać – droga do Radymna. [+]
[01:04:30] W Radymnie kilka kobiet zdecydowało się pójść do Stubna odległego o 15 km. Matka zaszła najpierw do domu swojej matki, która nie uwierzyła, że widzi córkę. Dzieci ciotki pobiegły na kolonię, by zawiadomić ojca o przyjeździe rodziny. Ojciec wziął furmankę i pojechał na stację do Radymna. Najmłodsza siostra bała się ojca. Zachowanie dzieci porównane do zachowania dzikich kociaków – reakcja na widok pomalowanych ścian. Matka dostała od ciotki bochen chleba, rozkroiła go i pokazała boh. – smak chleba.
[01:07:40] Rodzina nic nie miała – początki życia po powrocie. Ojciec zaczął pracować w sklepie. Ksiądz przygotował ośmioletnią boh. do pierwszej komunii. Boh. była dobrą uczennicą, w jeden rok zrobiła pierwszą i drugą klasę. Po skończeniu siedmioklasowej szkoły w Stubnie poszła do Liceum Pedagogicznego w Przemyślu i ukończyła je w 1956 r. W tamtym czasie obowiązywały nakazy pracy. Wszyscy uczniowie zostali skierowani w szczecińskie i olsztyńskie. Boh. ominął nakaz pracy. Szkoła wytypowała ją na studia do Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Boh. ukończyła pierwszy rok studiów. W tym czasie w domu była trudna sytuacja materialna. Brat w 1946 r. wyjechał do Opola, tam skończył kurs nauczycielski i pracował jako nauczyciel. Potem wrócił w rodzinne strony i był dyrektorem szkoły. Brat zaproponował jej pracę. W pisanych życiorysach nie można było wspominać o pobycie na Syberii. Boh. skończyła studia polonistyczne zaocznie i przez 36 lat pracowała jako nauczycielka w szkole, początkowo w Nizinach koło Przemyśla. Poznała przyszłego męża, który pracował w ośrodku zdrowia. Urodziła dwie córki: Małgorzatę i Elżbietę.
[01:12:00] Mąż pochodził z Przemyśla i tęsknił za rodzinnym miastem. Budowa domu trwała dziesięć lat, wprowadzono się w 1982 r. Boh. pracowała w przemyskiej szkole nr 13. Była to szkoła ćwiczeń, duża placówka. Obie córki skończyły liceum im. Słowackiego i studiowały w Krakowie. Jedna skończyła medycynę i pracuje w Rzeszowie, druga skończyła polonistykę.
[koniec samodzielnej relacji – świadek odpowiada na pytania]
[01:13:57] W czasie deportacji ojciec miał 37 lat, zmarł w 1976 r. mając 74 lata. Matka była o rok młodsza od ojca, zmarła w 1985 r. mając 82 lata. Najstarszy brat Józef był po wojnie nauczycielem, pracował przez 40 lat jako dyrektor szkoły, przez ostatnie lata w Stalowej Woli. Działał w Związku Sybiraków i Związku Nauczycielstwa Polskiego. Siostra Wanda w chwili wywózki miała 9 lat, mając 20 lat wyszła za mąż i mieszkała w Sośnicy, zmarła mając 48 lat. Boh. jadąc na Syberię miała półtora roku. Po powrocie do kraju była nauczycielką, na emeryturę odeszła w 1994 r. Najmłodsza siostra Helena urodziła się na Syberii, po latach wyszła za mąż i urodziła czworo dzieci.
[01:17:22] Weselszym wspomnieniem z Syberii są kąpiele w bani. Wczesnym wspomnieniem jest „pochoronna”, zawiadamiająca o śmierci ojca. W czasie żniw dzieci zbierały kłosy, które zostały po pracy kombajnów. Dzieciaki miały do tego specjalne worki. Matka suszyła kłosy na słońcu i ścierała ziarno między kamieniami. Z mąki pieczono podpłomyki. Pewnego dnia gromada dzieci poszła na pole, niestety przyjechał enkawudzista, który kazał wszystko wyrzucić, a potem kłosy zaorał traktor. Czasem udało się coś zebrać i przynieść. Gdy starsi pracowali, boh. opiekowała się młodszą siostrą i łuskała lebiodę, której ziarenka dorzucano do zupy. [+]
[01:22:25] Boh. nie pamięta śmierci dziadka, który zmarł podczas pobytu w tajdze. Matka odchodząc z domu zabrała figurę Matki Boskiej – opieka nad rodziną. Po wojnie Hołod oddał kredens, stół i krzesła, maszynę do szycia. Babcia Mendzelowa zmarła przed deportacją. Dziadek ciężko pracował w Ameryce, a po powrocie kupił ziemię od dziedzica i wybudowano domy dla dzieci w rogach dużego placu. Dziadkowie mieli czworo dzieci, syn Antoni był z dziadkiem w USA. Ojciec miał starszą siostrę i młodszego brata Andrzeja. Na kolonii mieszkali tylko Polacy, a we wsi byli też Ukraińcy i Żydzi.
[01:26:05] Już w czasie podróży na zesłanie dziadek źle się czuł. Było zimno, zanim pociąg dojechał na miejsce z wagonu zniknęły półki, które posłużyły jako opał. Rodzice do chwili deportacji mieszkali w nowym domu osiem lat – stan psychiczny matki. Nie zabrano nawet upieczonego chleba. Trudne warunki w podróży i rozpacz. [+]
[01:27:50] Jedynym chłopcem wśród wnucząt był brat boh. i dziadek go rozpieszczał. Chłopiec był niejadkiem. W sąsiedztwie mieszkała rodzina wielodzietna i chodził się tam bawić. Gospodyni ugotowała gar żuru i matka boh. zobaczyła, że jej syn je z apetytem. Dziadek nie nacieszył się wnukami, zmarł na Syberii.
[01:29:47] Podróż na zesłanie – boh. miała czapkę, a głowa przymarzała jej do ścian wagonu i ojciec kruszył lód nożem. Po latach najwięcej na temat wywózki opowiadał brat, był to temat bolesny i nie chciano do tych wspomnień wracać. Ojciec znał na pamięć dużą część „Pana Tadeusza”, kilka razy czytał Trylogię – skutki zaczytania w czasie opieki nad wnuczką. Stan zdrowia ojca po zesłaniu. Boh. pracowała w nowej szkole i mieszkała w domu nauczyciela. Charakter matki – dyscyplina w domu. Boh. była wymagającą i rygorystyczną nauczycielką.
[01:33:30] Matka była bardzo pracowitą i zaradną osobą. Charakter dziadka i ojca – pomoc sąsiadom. W czasie deportacji mama nie chciała wyjść z domu licząc na to, że enkawudziści zrezygnują. Wyprowadzono ją siłą i potem jej pilnowano. Na Syberii została sama z czwórką dzieci, ale przywiozła rodzinę do Polski. Brat zajmował się fotografią i zachowało się sporo zdjęć matki.
[01:36:15] Miejsce w tajdze nie miało nazwy. Barak miał ponad sto metrów długości, stał na niewielkiej polanie otoczony tajgą – mrozy i burany. Najbliższą miejscowością była Siemionowka i tam potem zamieszkano. Pociąg z zesłańcami dojechał do Kamarczagi, stąd do Pimy jechano ciężarówkami, potem Polacy trafili do tajgi.
[01:38:23] Dowiedziano się, że w odległości 10 km jest kołchoz. Matka nosiła wodę, gdy pracowała ponad normę dostała dzień wolny. Chodziła wtedy, by wymienić rzeczy na żywność. Kobiety chodziły grupami i modliły się, by nie spotkać watahy wilków. Zabierano kawałek żelaza, by dźwiękami odstraszać wilki, i coś do palenia. Zdarzały się ataki wilków, po których znajdowano tylko buty. Dzieciaki wiedziały, że matka może nie wrócić i przeżywały to. Raz kobiety spotkały pojedynczego wilka, ale wystraszył się dzwonienia o blachę.
[01:41:52] Ojciec został zmobilizowany, gdy rodzina mieszkała w Siemionowce. Zabrano też innych mężczyzn, których zawieziono do punktu zbornego w Klukwinie. Myślano, że ojciec nie zostanie przyjęty do wojska i wróci. Pracował wcześniej przy budowie baraków i odciął sobie palec w lewej dłoni. Palce wisiał na skórce i lekarka Rosjanka go przyszyła. Potem bolało go, więc krzyczał „Olaboga jak boli!” i boh. to zapamiętała. Ojciec ciężko zachorował i lekarka starała się mu pomóc, zalecała też matce modlitwę. Opieka boska nad ojcem.
[01:45:00] Ojciec szedł do wojska w kufajce, bryczesach i kaszkiecie – rozpacz w domu. Boh. w tym czasie nie wiedziała, czym jest wojna. Dopiero, gdy przyszła pochoronna i okazało się, że zginął stryj, boh. inaczej zaczęła rozumieć termin „wojna”. Pożegnano się w domu Sańki, gdzie wtedy rodzina mieszkała.
[01:47:45] Gdy wyprowadziła się rodzina Sroczyków, z wojny wrócił ranny Borys, którego zakwaterowano w domu Sańki. Borys pracował w masłobojni jako stróż nocny. W dzień spał na swoim płaszczu, gdy gdzieś wychodził, chował karabin pod płaszcz, ale zabezpieczał go przed dziećmi. Pewnego dnia chciał zrobić obchód, ale nie mógł wyjść ze stróżówki, którą ktoś zamknął od zewnątrz. Złodzieje: przewodniczący kołchozu, kierownik domu dziecka i zastępca szefa masłobojni, ukradli dwie beczki masła. Matka poszła do lekarza z młodszą siostrą, brat był w pracy w domu dziecka, a boh. z Wandą były w domu. W tym czasie przyszły „szychy”, by zabrać broń Borysa, który mógł ich wydać. Boh. i siostra zaczęły głośno krzyczeć i usłyszała to matka wracająca do domu. Biegł tam też Borys, który wyszedł ze stróżówki przez okno. Najbardziej natarczywy był pracownik masłobojni – interwencja Borysa, którego po kilku dniach gdzieś przeniesiono. [+]
[01:53:58] Matka ochrzciła najmłodszą córkę z wody. Cerkiew już nie była spichlerzem, tylko tancbudą. Dziadek Bojda mówił matce, że znalazł się śmiałek, Rosjanin, który wszedł na dach i zrzucił krzyż, na drugi dzień mężczyzna zwariował i niedługo zmarł. Ludzie tęsknili za cerkwią i brakowało im posługi religijnej. W domu sąsiadki wisiały obrazy święte – miejsce kultu. Opinia na temat komunistów.
[01:57:28] Matka urodziła córkę Helenę w domu i bez pomocy, potem sama ją ochrzciła – przebieg chrztu z wody. Ojciec w tym czasie był na froncie. Po powrocie do kraju siostra została ochrzczona w kościele – przebieg uroczystości. Matka musiała chodzić do pracy i dzieckiem opiekowała się starsza siostra Wanda.
[02:01:34] Przychodziły listy od ojca – ingerencja cenzury, która wycinała różne informacje. Ojciec przeszedł szlak od Sum do Odry. Podczas forsowania rzeki został ranny. Potem dostał urlop i przyjechał do rodzinnej wsi, ale po dwóch tygodniach wrócił do wojska. Nie był już na froncie, ale został kierownikiem pociągu sanitarnego. Rannych wożono do szpitali polowych na ziemiach polskich. Wagony były oznaczone czerwonymi krzyżami, mimo to pociągi były bombardowane przez Niemców. W czasie nalotów lżej ranni uciekali.
[02:04:28] Ojciec brał udział w bitwie pod Stalingradem [?] i tam zginął jego brat. Został zdemobilizowany w październiku 1945, a rodzina wróciła w maju 1946. Ojciec trochę uporządkował dom w Stubnie, pomalował ściany. Wcześniej mieszkali tam Ukraińcy. Część rzeczy ukradł Hołod, komendant milicji ukraińskiej w czasie okupacji sowieckiej. Stubno leży przy granicy – gdy boh. jeździła autobusem przez Medykę, codziennie straż graniczna kontrolowała pasażerów.
[02:06:46] Stryj, który wyszedł z ZSRR z armią Andersa, już nie wrócił do Polski. Wiele osób zmarło z powodu tyfusu i czerwonki. Znajomy boh., pan Lula, został ewakuowany razem z armią Andersa i trafił do obozu w Afryce. Stryj dostał się do Anglii i tam mieszkał. Siostra ojca była w Afryce, do Polski odjeżdżała z Madagaskaru. Ciotka i jej mąż nabawili się malarii, ciotka, wysoka kobieta, ważyła 28 kg, jej mąż zmarł na okręcie i został pochowany w morzu. Ciotka zmarła w 1976 r.
[02:10:10] Polskie dzieci nie chodziły na zesłaniu do rosyjskiej szkoły. Siostra uczyła boh. alfabetu. Po powrocie do kraju boh. była dobrą uczennicą, ale długo używała rosyjskich wyrazów. Jako uczennica liceum w Przemyślu była typowana przez szkołę do powitania żołnierzy rosyjskich w czasie różnych spotkań. Ojciec bardzo to przeżywał. Gdy pytano ją o akcent mówiła, że była w Związku Radzieckim na wakacjach. W sanatorium w Busku Zdroju występował zespół z Moskwy, boh. rozmawiała z artystami, którzy pytali, czy jest „nasza”? Boh. dorastała z rosyjskimi dziećmi – wspomnienie syberyjskiego lata. Gdy Sańka wrócił z wojny, namawiał matkę, by została i narzekał na klimat w Polsce. Czasem padał taki śnieg, że nie można było otworzyć drzwi baraku.
[02:14:30] Matka nie chciała, żeby dzieci uczyły się w rosyjskiej komunistycznej szkole. Pani Bystrzycka, córka przedwojennego wiceprezydenta Przemyśla, trafiła na zesłaniu do domu dziecka i musiała chodzić do szkoły.
[02:15:51] Boh. miała dobrą dykcję i deklamowała wiersze w czasie szkolnych uroczystości. 1 Maja obchodzono w parku, rocznice Rewolucji Październikowej w Domu Ludowym. Na stacji w Klukwinie widział wielki portret Stalina i napis propagandowy. Była uczennicą III lub IV klasy, gdy na rocznicę rewolucji dostała wierszyk od nauczycielki i uczyła się go – reakcja ojca, który zabronił deklamacji utworu. Powiedziała nauczycielce, że ojciec nie pozwolił jej mówić wiersza, ponieważ znał Stalina. [+]
[02:19:42] Pociąg stanął na bocznicy w Brześciu [?], a ludzie poszli tłumnie do kościoła. W czasie jakiegoś dłuższego postoju w urzędzie repatriacyjnym boh. dostała cukierki. Gdy Sańka wrócił z wojny, przywiózł rajskie jabłka i dał dzieciakom.
[02:21:21] Po powrocie do Polski zamieszkano w Stubnie. We wsi była cerkiew, którą zniszczono – żona milicjanta uczyła się strzelać celując w okna. Był też kościół. Boh. z kuzynem Leonem chodziła na nabożeństwo majowe. Msze odprawiano po łacinie – interpretacja słów, która spowodowała ucieczkę z kościoła – reakcja matki.
[02:24:02] Sybiracy byli dobrze traktowani przez mieszkańców, ale dla władz byli wrogami Polski Ludowej. O pobycie na Syberii nie można było pisać w życiorysach. Gdy boh. była nauczycielką w Przemyślu, dyrektorka szkoły powiedziała, że wywózki to temat tabu. Ojca chciano aresztować, gdy powiedział, że władza chce zrobić z Polski siedemnastą republikę. Boh. pisząc życiorysy pomijała lata w ZSRR. Represje wobec akowców. Kuzyn przez dwa lata ukrywał się w bunkrach.
[02:26:40] Opinia na temat Ukraińców. W Stubnie jest obelisk z nazwiskami Polaków zamordowanych przez ukraińskich sąsiadów.
[02:28:25] Ukrywający się po wojnie akowiec, Antoni Majgier, był mężem najstarszej córki ciotki, która wysłała paczkę rodzinie przebywającej na Syberii. Majgier pracował jako urzędnik.
[02:30:35] Dopiero w latach 80. boh. mogła mówić o sybirackiej przeszłości. Podjęła pracę jako nauczycielka w 1958 r. i pracowała przez 36 lat. Boh. należy do Klubu Inteligencji Katolickiej w Przemyślu. Zaproszono ją na posiedzenie Powiatowej Rady Narodowej, gdzie debatowano o nazwach kilku przemyskich rond. Rondo na wjeździe od strony Medyki miało nosić nazwę Sybiraków i Kresowiaków – kłótnia radnych, głos boh. w dyskusji.
[02:34:42] Trauma po zesłaniu – sny o kradzieży worka albo garnuszka wyłuskanej lebiody. Kwestia odszkodowań dla Sybiraków. Współczesne uroczystości na rampie, skąd odjeżdżały pociągi w czasie deportacji.
[02:37:48] Pociąg z repatriantami dojechał do Szczecina, wagon z kilkoma rodzinami ze Stubna stał na bocznicy. Ojciec był odznaczonym wojskowym i mógł zająć dowolne gospodarstwo poniemieckie. W urzędach było odnotowane, że Stubno znajduje się po stronie sowieckiej – zmiany granic. Repatriantów żywił PUR, potrzeby fizjologiczne załatwiano obok wagonu – droga do Radymna. Wspomnienie herbaty i konserwy rybnej. Na wyjazd w rodzinne strony trzeba było dostać pismo potwierdzające, że Stubno jest po polskiej stronie granicy. Niemcy uciekając zostawiali wszystko, mieszkania były umeblowane – postawa rodziców.
[02:44:18] Po latach ojciec nie chciał specjalnej emerytury i dopiero boh. załatwiła mu świadczenia, które dostawał w ostatnich latach życia. Stosunek ojca do odznaczeń. Charakter ojca.
[02:45:38] Stubno cały czas było w Polsce, ale urzędnicy o tym nie wiedzieli. Za Stubnem w kierunku granicy jest wieś Kalników, gdzie mieszka wielu Ukraińców. Boh. pojechała z koleżanką, by zobaczyć cerkiew. Jedna z kobiet kazała im wyjść z cerkwi, bo były „nie nasze”. Sytuacja miała miejsce, gdy boh. nie była jeszcze mężatką.
[02:47:46] Ojciec został ranny i pojechał do Stubna – spotkanie z Hołodem. Po demobilizacji w 1945 wrócił do rodzinnej wsi i trafił na wysiedlanie Ukraińców. Ludzie byli o tym uprzedzeni, mogli zabrać dobytek. Jedna z sióstr matki wyszła za Ukraińca Chlibko, ich dom był najładniejszy we wsi. Synowie ciotki zostali ochrzczeni w kościele – obchodzenie świąt katolickich i prawosławnych. Ukraińcom nie podobało się, że mąż ciotki słucha Laszki i nie lubili go. Ojciec jako wojskowy załatwił, że rodzina ciotki mogła zostać. Ukraińcy czekali w Medyce na transport, nocą kilku wróciło i groziło mężowi ciotki. Mimo pozwolenia na pozostanie ciotka wyjechała z rodziną do Tarnopola. Niedługo potem wuj i jego najstarszy syn Michał zostali zamordowani. Jeden umierał w domu, a drugi u sąsiadów, ponieważ ciotka nie chciała, by mąż umierając wiedział o śmierci syna i odwrotnie.
[02:52:28] Hołod został wysiedlony. Ojciec przez jakiś czas po demobilizacji chodził w mundurze, ponieważ nie miał pieniędzy na ubranie cywilne.
[02:52:55] Boh. spotkała się z ojcem na stacji kolejowej w Radymnie. Starsze rodzeństwo płakało z radości, a młodsza siostra, która nie znała ojca, płakała ze strachu. Boh. pamiętała, jak ojciec na Syberii zajmował się szewstwem. Po wojnie ojciec był szczupły, łatwo się przeziębiał i wierzył w leczenie bańkami.
[02:55:55] W domu o Syberii rozmawiano bardzo rzadko – trauma. Dziś Sybiracy niektórzy też nie chcą o tym mówić. Boh. chodzi na spotkania z młodzieżą – udział w uroczystościach.
[02:58:12] Z zesłania wracano wagonami towarowymi, ale okienka nie były zakratowane. Boh. widziała pociąg z jeńcami niemieckimi. Dzieciaki nadziewały kromkę chleba na patyk i z górnej pryczy przez okienko podawano go do pociągu stojącego obok. Dorośli współczuli jeńcom.
[03:01:35] Zesłańcy nie wiedzieli, co się działo w Polsce w czasie okupacji niemieckiej. Gdy przyszła paczka od ciotki, przyszedł też list od niej ze spisem wysłanych rzeczy i stąd matka wiedziała, co ukradziono. Jeszcze długo po wojnie słaby był obieg korespondencji. Refleksje na temat rodzinnego domu, który był drewniany, miał dwa pokoje, kuchnię, spiżarnię, sień – w tamtym czasie domy były kryte strzechą, miały jedną izbę z polepą na podłodze. Wypędzenie z domu – przeżycia jednej rodziny jako symbol wszystkich dotkniętych wywózkami. Wspomnienie książki „Kwiaty na stepie”.
[03:06:07] Rodzice po wojnie odzyskali całą ziemię, pola były w różnych miejscach i miały różną glebę. W Stubnie na ziemiach dziedzica Myszkowskiego powstał PGR. W pałacu zrobiono urzędy. Niektórych rolników wcielono do kołchozu, a pola skomasowano. Rodzicom zabrano ziemię blisko domu, a w zamian dano w innym miejscu. Po likwidacji kołchozu ziemię odzyskano.
[03:08:15] W okolicy były także dobra biskupa, które łączyły się z ziemiami dziedzica. Przed wojną wielu gospodarzy miało niewielkie pola. Dziadek wrócił z Ameryki i kupił ziemię. Rodzice mieli 5 hektarów i to było solą w oku niektórych. Rodzinę uznawano za kułaków.
[03:09:33] Ciotka Chlibko była siostrą matki – mieszane małżeństwa przed wojną. Według tradycji córki chrzczono w obrządku matki, a synów w obrządku ojca. Ciotka miała czterech synów i wszyscy zostali ochrzczeni w kościele.
[03:10:35] Zasadzka na Polaków miała miejsce na drodze koło Stubna. Obecnie stoi tam obelisk, kiedyś boh. widziała tam harcerzy stojących na warcie. Boh. nie wie, czy po wojnie ukarano morderców.
[03:12:20] Wieś Niziny została spalona przez Ukraińców. W czasie wysiedlenia grupa młodych mężczyzn wrócili z punktu zbornego w Żurawicy i wieś podpalono, by jej nie zostawić Lachom. Wieś była „dzieckiem Polski Ludowej”. Powstała tam spółdzielnia produkcyjna. Domy zbudowano w jednym szeregu przy szerokiej ulicy. We wsi zamieszkali osadnicy z przeludnionej Handzlówki koło Łańcuta. Na tym terenie działali banderowcy i na osadników napadano. Kwestia pomników banderowskich. Boh. była z mężem w Chotyńcu, w czasie objazdu zobaczyła zdewastowany pomnik gieroja Tryzuba – incydent pod pomnikiem. Koło Kalwarii nocą wzniesiono pomnik banderowcom – sprawa pomników a relacje polsko-ukraińskie. Ukraińcy przyjeżdżają do Polski, by kupować żywność i odzież w szmateksach – sieć sklepów Piotruś Pan.
[03:20:58] Gdy zmarł Stalin, boh. była w drugiej klasie liceum. Uczniów zgromadzono w auli – przemówienie dyrektora. Jeden z uczniów parsknął śmiechem i na drugi dzień wyrzucono go ze szkoły. Boh. jako nauczycielka chciała trafić dzieciom do serca – usunięcie z listy lektur „Serca” Amicisa i dołączenie „Lekcji pływania” o zmaganiach Wani i Saszy. Boh. wzięła „Serce” jako lekturę nadobowiązkową.
[03:24:12] Po przejściu na emeryturę boh. została prezeską [Związku Sybiraków]. Spotkania z dziećmi – zadawane pytania. Wspomnienie spotkania z licealistami, którzy nie mieli żadnych pytań. Incydent w poczekalni u lekarza – uprawnienie sybirackie, świadomość w społeczeństwie.
more...
less
See similar materials in the "Chronicles of Terror" testimonies database: